Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 13 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 52

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sebil wślizgnęła się za kulisy podziemnego skene i ruszyła wąskim, ciemnym korytarzem. Wiedziała, że Arq idzie za nią, ale to akurat dobrze: odciągnie uwagę strażników, w razie, gdyby takowi się napatoczyli.

Skręciła za jakąś zdewastowaną płaskorzeźbą i zatrzymała się tuż za rogiem. Ledwo wyczuwalna zmarszczka magicznego pola połaskotała jej aurę. Zrobiła krok w tył, a potem w przód – astralna anomalia tkwiła zawieszona w korytarzu niczym niewidzialna kurtyna.

– Bariera – syknęła mistyczka.

– Czemu stanęłaś? – Arq omal się o nią nie rozbił.

Sebil uśmiechnęła się brzydko.

– Bądź prawdziwym samcem i idź przodem.

– Jestem sensorystą, wredna wiedźmo, czuję tę barierę.

– To po co się głupio pytasz? – warknęła i posłała krótki impuls wzdłuż tunelu. Magiczna zapora ciągnęła się aż do dziwnych drzwi na końcu korytarza, ale astry zgromadzonej w zaklęciu było jak na lekarstwo.

– Rozproszysz, czy pokazać ci jak to się robi? – szepnął Arq, napierając na Sebil masywnym ciałem.

– Mój pierd dałby radę to rozproszyć.

– Nie zniechęcisz mnie do ruchania – szepnął ponownie tak, że mistyczka poczuła jego oddech na uchu. – Pikantna atmosfera zaostrza apetyt.

– Zamknij się i patrz. – Wystawiła dłoń przed siebie, żeby rzucić impulsem szarej zmiany i rozproszyć zaklęcie.

Bruk natychmiast złapał jej przedramię i zmusił do przerwania.

– Czego teraz?

– Bariera jest przynętą. Są jeszcze inne zaklęcia, powiązane z tym. Zburzysz zasłonę, to Arkturos jeden wie jakie gówno na nas spadnie.

Sebil niechętnie odpuściła.

– Co proponujesz?

– Upodobnię aurę do drgań w barierze. Zrobisz to samo.

Zaimponował jej i musiała niechętnie przyznać przed samą sobą, że ten obleśny, bezczelny cham cholernie ją pociągał.

– Dobra, wciskaj się w te astralne łaszki i idziemy – nakazała i sama zmieniła piaski w opończy, tak że teraz wibrowały zsynchronizowane z barierą.

Weszli ostrożnie. Gdy pułapki nie zareagowały, już nieco pewniej, podążyli ku drzwiom. Na miejscu Arq dotknął poznaczone pismem deski i wziął kilka głębokich wdechów.

– Jest w środku – szepnął. – Tylko ona.

– Pójdę sama – oświadczyła mistyczka.

– Chyba ci aura na rozum uciska, kobieto! Nie pójdziesz sa…

Zastygł w miejscu rażony zwinnym zaklęciem. Żywym Piaskom mało kto mógł się oprzeć, a tym bardziej rzuconym z zaskoczenia.

Wkroczyła do środka; delikatnie, niczym skradający się w ciemnościach drapieżnik. Niewielką komnatę po drugiej stronie wierzei przerobiono na sporą garderobę, w której walały się wystawne stroje i magiczne artefakty. Całość opływał leniwy ciężki blask astralnych zniczy. Przed jedną ze ścian, przy małej toaletce siedziała artystka i szczotkowała piękną białą grzywę. Patrzyła nieruchomo w zawieszone lustro.

Mistyczka ostrożnie zamknęła skrzydło i podeszła bliżej.

– Musimy pogadać! – wypaliła.

Bruka czarnej maści odziana w błękitną halkę z odkrytymi ramionami nadal szczotkowała włosy jak gdyby nigdy nic. Jej prawy profil: twarz, szyję i obojczyk znaczyły białe łaty. Doświadczone oko mistyczki odczytało znaczenie tych magicznych mutacji i nakazywało ostrożność.

Sebil nachyliła się i spojrzała w wesołą twarz zwróconą nieco w tył, żeby ułatwić czesanie. Otwarte szeroko oczy artystki spowijała mętna Smuga Ślepych. Mistyczka pomachała dłonią przed nosem białogrzywej. Znów brak reakcji, tylko cały czas ten miły uśmiech na łaciatym licu. Orijana rozkoszowała się szczotkowaniem, nieświadoma obecności nieproszonego gościa.

– Czyli i głucha i ślepa… – Nie ma to jak łatwe źródło informacji… – westchnęła Sebil.

Odstąpiła od kobiety głaszczącej zadbaną grzywę i zrzuciła przybraną aurę, która imitowała zaklęcie sprzed wejścia.

Czesanie ustało. Uśmiech zniknął. Szczotka wystrzeliła w kierunku Sebil niczym uwolniony bełt.

Zrobiła unik.

Moc wezbrała z nicości. Błyskawica rozdarła powietrze, ale mistyczka zasłoniła się całunem z szarej energii. Piaski pochłonęły ciśniętą astrę.

– Spokojnie… Chcę porozmawiać! – wrzasnęła w nadziei, że artystka słyszy cokolwiek.

Orijana wywołała łańcuchy błyskawic, które zaczęły tańczyć po podłodze suficie i meblach. Pokaz siły, ale dla Sebil mało imponujący. Seria piorunów uderzyła niczym świetliste sztylety. Powietrze wypełnił zapach burzy. Jak na zwykłego czarodzieja artystka radziła sobie z astrą całkiem dobrze. Ale mistyczka Arkturosa dysponowała większą mocą, nawet tu, z dala od ołtarza. Skupiła się jednak na obronie – potrzebowała informacji, a nie trupa.

– Jak tu się z tobą porozumieć… – pomyślała na głos i posłała kilka skoordynowanych, szybkich impulsów magii w stronę spłoszonej niewidomej.

Artystka przygasiła rozbłyski skaczące po ramionach.

{i}– Tak, znam Mowę Wiatrów. {/i}– Astra poniosła odpowiedź zakodowaną w drganiach symetrii.

Stały przez chwilę w napiętej ciszy.

{i}– Dlaczego tu przyszłaś?{/i} – spytała białogrzywa, wracając na krzesło przy toaletce.

Wycofała błyskawice, ale w astrze nadal pulsowała moc gotowa razić śmiercionośnym światłem. Orijana wyczekiwała jednego niewłaściwego ruchu. Jednego gestu. Czuła Sebil, czuła ją przez pole. Widziała, jak mąci nicość nadając kształt swemu istnieniu.

{i}– Słyszał, że ty wiesz… dużo wisz{/i} – odpowiedziała Sebil prostym oszczędnym językiem. Mowa wiatrów nie należała do najłatwiejszych, a ona nie posługiwała się tym językiem od czasów pierwszego życia.

{i}– Dziwne pogłoski o kimś głuchymi ślepym od urodzenia.{/i}

Artystka natomiast opanowała sztukę astralnej mowy niemal do perfekcji. Krótkie impulsy magii oddały nawet drwinę.

{i}– Wicieć i słyszeć. Moszna różnie {/i}– uśmiechnęła się mistyczka i podeszła do stolika z piramidą zaprezentowaną podczas niedawnego koncertu.

Białogrzywa bruka poderwała się z siedziska.

Sebil ściągnęła lnianą przesłonę i pochwyciła artefakt.

{i}– Wiesz, co to est?{/i} – spytała, ale odpowiedziała jej jedynie cisza i upiorne spojrzenie zamglonych ślepych oczu. – {i}Nie jeż futełka, nie zabiorę ci zabawki, ale lepiej, żebyś wieciała, do czego to ustrojstwo jest zdolne.{/i}

Sebil rozpaliła magiczne glify. Seria krótkich i silnych fal wieczności przeplatanych zmianą przemknęła po polu niczym seria bardzo wysokich fal po spokojnym morzu. Białogrzywa stęknęła i zachwiała się na nogach, a jej twarz zeszpecił bolesny grymas. Szybkie zmienne wibracje atakowały aurę, przenikały ciało, szarpały inrę.

{i}– To jest bardzło stare i skuteczny narzędzie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 52 — czytnik · opowiadania