Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 19 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 56

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Atma wyszła z izby w skrzydle gościnnym ratusza, gdzie burmistrz Girzel udzielił schronienia rodzinie Eliota. Troje dodatkowych gości nie robiło większej różnicy, a Ozirowie stanowili całkiem spokojną odmianę przy księżniczce opętanej przez demona i zamkniętej w lochu.

Rodzinie przydzielono sporą komnatę, do której naprędce dostawiono dodatkowy siennik; Otmar zagroziła, że prędzej będzie warować na podłodze, niż odstąpi od Eliota choćby o krok. Chłopiec odpłynął świadomością, gdy tylko przytulił słomianą czuprynę do wypchanej pierzem poduszki, a Emir i Otmar wkrótce poszli w jego ślady i cała trójka okutana pościelą pogrążyła się w głębokim snie.

Starsza rzuciła ostatnie spojrzenie na Eliota i wmawiając sobie, że jest tu bezpieczny, niechętnie zamknęła za sobą drzwi.

Nie powinnam go zostawiać samego, wybuchło jej w myślach, ale stłumiła ten krzyk. Nie mogła rozsiewać niepokoju, ulegać złowróżbnym wizjom, choć po tym, co się stało lęk, był jak najbardziej zasadny.

Obróciła się w stronę korytarza.

– Na litość Matki! – krzyknęła na widok telmiańskiego gwardzisty w kapalinie i skórzanej zbroi. Mężczyzna wyłonił się gęstego cienia wnęki w murze. – Nie powinnaś mnie tak straszyć, Sebil!

Mistyczka skryta przez miraż srebrzystych pisaków łypnęła ostentacyjnie okiem na dwóch strażników pilnujących korytarza.

Nawet nie zareagowali.

– Burmistrz wzywa do siebie, pani Atmo – oznajmiła głębokim barytonem.

– Oczywiście. – Starsza zbliżyła się do mistyczki. – Przepraszam, zapominałam się – wyszeptała.

– Za mną – rzuciła oschle bruka.

Przeszły z lewego skrzydła gościnnego wprost do centralnej sali audiencyjnej. Selekta i niedawno zwolniony z lazaretu Hektor, czekali nieopodal wystawnych siedzisk zajętych przez burmistrza i jego małżonkę. Imael zaś, w lekko przygarbionej pozycji, przysiadł na ławie blisko ściany i wiercił się nerwowo. Prawdopodobnie ilość magicznych ataków, które przeżył ostatnimi czasy, napawała go ciągłym lękiem.

– To chyba jesteśmy wszyscy – oświadczył Gilbert. – Przejdźmy do mojego gabinetu; omówimy sprawy bieżące. – Wskazał wiekowe drewniane drzwi zdobione intarsjami z brązu.

Kształt ornamentów wzorowano na wijących się pnączach winorośli, z których zamiast kiści owoców zwisały w małe bramy. Wewnątrz dużej ale stosunkowo ciemnej izby panowała kojąca cisza, a zapach przywodził na myśl starą bibliotekę – zresztą książek tu nie brakowało.

Margi rozłożyła się na szezlongu, a burmistrz zasiadł za dębową ławą i nakazał rozsiąść się zaproszonym. Hektor i Selekta woleli podpierać ściany – instynkt nakazywał zabezpieczać tyły.

– Czy ktoś mógłby wyjaśnić: co się dzieje w moim mieście? – To nie było pytanie, a bardziej żądanie rzucone z pretensją. – Najpierw w progu zjawia się kapitan cesarskiej straży z dwiema księżniczkami na plecach, z czego jedna okazuje się opętana; potem jakaś biała bruka biega po ulicach i obezwładnia ludzi, a teraz jeszcze fanatyczni kapłani. – Załapał się za głowę. – Ja jestem już na to za stary – westchnął z pretensją do losu. – Jakby sam Zaułek nie był wystarczającym zmartwieniem.

Ręce Margi natychmiast zaczęły masować spięty kark.

– Mówiłam ci, kochany, że trzymanie Zaułka w takiej formie, w jakiej jest obecnie, prędzej czy później sprowadzi na nas nieszczęście.

– Bezpodstawne brednie – syknęła Sebil.

– Nie są bezpodstawne, ale ty niczego nie widzisz, bo nie stoisz poza akwarium, tylko pływasz w środku. – Lady Elenbrille obrzuciła mistyczkę pogardliwym spojrzeniem. Pod iluzją widziała gorsze brudne stworzenie, które nie powinno stąpać po jej szanowanym domostwie.

– Zanim wszyscy skoczą sobie do gardeł, to może spróbujemy zebrać to wszystko do kupy, co? – wtrąciła się Selekta. Ciszę uznała za potwierdzenie. – Świetnie! To może zacznijmy od kapłanów. Hektorze, co pamiętasz? Co mówił strażnik, kiedy się ocknął z zaklęcia?

– Spytał się, dlaczego jestem na noszach i gdzie idziemy. Sam dopiero odzyskałem przytomność, więc obaj byliśmy zdziwieni całą sytuacją. Pięciu bramogłowych… Psia mać! Udziela mi się ten slang uliczny! Pięciu strażników, którzy mnie nieśli, patrzyło na porucznika jak na wariata, ponoć sam im kazał iść do garnizonu na drugim końcu miasta.

– Znam ten rodzaj magii – wtrąciła się Atma. – Oni wykorzystują moc Ojca, jak ten tu kapłan. – Wskazała na Imaela, który wytrzeszczył oczy.

– Ja-ja-ja nie mam z tym nic wspólnego! Ja…

– Spokojnie człowieku, nikt cię nie oskarża – sprostowała Starsza. – U młodszych pojawiają się różne zdolności: was nie projektowano. Myślę, że ci niby-kapłani są sterowani.

Margi przysłuchiwała się prostej wieśniaczce z niesmakiem. Kobieta z pospólstwa nie powinna się wyrażać o nich z taką pogardą.

– A skąd takie wnioski? – spytał spokojnie Gilbert. Ludzka postać Atmy cały czas mamiła jego percepcję i traktował Starszą jak zwykłą kobietę, a nie obiekt kultu. Gdyby rozpostarła skrzydła, pewnie padłby jej do stóp.

– Na razie to tylko przeczucie… – skłamała, licząc na to, że nikt nie wspomni o moderatorze: to nie była kwestia na teraz i nie dla nich.

– I co ja mam z tym zrobić?... – westchnął burmistrz.

– Ja bym przeczesała wszystkie świątynie i seminaria w poszukiwaniu tych trzech z mackami – palnęła mistyczka.

– Wykluczone!! – Na dekolcie Margi pojawił się nerwowy wykwit czerwieni. – Nie dość, że mamy z nimi na pieńku za utrzymywanie tego, tego… schroniska! To jeszcze będziemy bezcześcić świątynie. Czy wy sobie wyobrażacie, jaki to by był skandal!

– Większy niż opętani magowie beztrosko spacerujący po mieście? – skonstatowała Sebil.

– Już wystarczy. Margi ma rację: nie możemy wysłać wojska i straży świątynnej, żeby wywlekała i przepytywała każdego mnicha. Zresztą skoro tamci otumanili jednego strażnika, to mogą zbić z tropu każdego, który ich znajdzie.

Hektor stanął przed Gilbertem.

– Nie ma potrzeby ich szukać, to, czego chcą, jest w ratuszu. Przyjdą po to prędzej czy później.

Baronowa Margijana wróciła na szezlong. Gdyby Ozirowie nie byli ludźmi, miałaby dużo więcej do powiedzenia.

– Podwoję straże; niech grupy zamieniają się miejscami co kilka godzin. Poślę też do Pieśniarzy informacje o incydencie magicznym poza Zaułkiem. Powinni ochoczo zacząć węszyć.

– Gilbercie!

– Spokojnie, kochanie, ci rycerze potrafią nie robić szumu.

– Mądrze, ale niestety problemów jest więcej – skomentował Hektor. – Burmistrzu, a co z posłańcami do Oruun, Telmonton czy Bermet?

– Wrócił tylko ten z Jokivaru, ponoć zarówno Niedzwiedź, jak i jego syn nadal są w Oruun i, co mnie bardziej niepokoi, bermeńska szlachta szykuje się na ślub.

– Ślub? – Selekta wybałuszyła oczy.

– Tak, mistrzyni Weil, przygotowania do ślubu księżniczki Holi z księciem Feliksem. Tej księżniczki, która jest moim gościem.

Wulkir zacisnął pięści, aż zbielały mu knykcie.

– Muszę tam wracać.

– Spokojnie, Hektorze, w pojedynkę nic nie zdziałasz, a jeśli te istoty i ciebie opętają, to tylko przysłużysz się ich knuciu. – Selekta z trudem powstrzymała się od splunięcia na podłogę. – Co z pozostałymi? Żadnych wieści z Telmonton?

– Nic więcej; żaden z pozostałej czwórki posłańców nie wrócił.

– Czwórki?

– Tak, mistrzyni Weil, posłałem po dwóch, każdego inną drogą; żaden nie wrócił.

– A wywiad? Gwardia cesarska?! – Selekta już niemal krzyczała, ale opanowała się w porę.

– To nie jest cesarska Warownia, mistrzyni Weil! – warknął Gilbert, co nie było w jego stylu. – Girzel to miejsce pielgrzymek.

W Selekcie wrzała wściekłość, chciała się odgryźć, ale… burmistrz poniekąd miał rację.

– Jeszcze kilka dni. Jeśli nikt więcej nie wróci, będę musiał wtajemniczyć Pieśniarzy. Ta sprawa nas przerasta. Mnie przerasta. Nie jestem strategiem, tylko rządcą miasta, które w swojej długiej historii nigdy nie było nawet zaatakowane.

– Czyli pozostaje nam czekać. – Atma przysiadła obok milczącego Empaty.

– Lejla… – szepnęła Safonka – musimy ją odnaleźć i jak najszybciej wracać do Telmonton; mam bardzo złe przeczucia.

– Ja też – przytaknęła Sebil. – Burmistrzu, czy mógłbyś wysłać kogoś do zakonu Miłosierdzia zamiast do Garnefora, może dobrym pomysłem byłoby rozesłanie wiadomości również do innych zakonów niezależnie od władz miasta?

– Może i dobrym, ale wpierw Pieśniarze.

– Do Matki Karevis proszę wysłać bezzwłocznie: ona nie jest wplątana w tę sieć wzajemnych intryg, ręczę za nią życiem.

Burmistrz spojrzał na Safonkę z lekkim rozbawieniem.

– Gdyby tak było, lady Weil, to już dawno miałybyście inną Matkę Przełożoną. Każdy, kto się liczy, jest wplątany, czy tego chce, czy nie.

– To wszystko jest bardzo dziwne… – zamyśliła się Atma. – Gdyby coś się działo, zasłyszałabym plotki od kupców czy kobiet na rynku, a tymczasem nic nowego nie krążyło wśród ludzi; poza standardowymi codziennymi głupstwami oczywiście. – Chyba nie pozostaje nam nic innego, jak odszukać waszą włochatą zgubę.

– Kim jest Angarax? – rzuciła Sebil, jakby nagle sobie coś przypominała. Atma rozwarła szeroko powieki. – To on jest tym czymś, co zaatakowało Selektę i braciszka, to on opętał czarodziejkę – dokończyła mistyczka.

– Czyli jednak: kolejna pieczęć jest w mieście. To nie może być przypadek. – Atma poderwała się z kozetki.

– A można tak jaśniej? – warknęła Safonka.

– Etirion Ładu, taki jak Aria Eliota, tylko ten… On pochodzi od Lejdy i jest znacznie bardziej niebezpieczny; ma zadanie i potworną bezwzględną determinację, żeby je wykonać.

– Ja chyba już się wystarczająco się nasłuchałem. Wprowadzimy godzinę nocną do czasu odnalezienia zarówno kapłanów, jak i waszej czarodziejki.

– Nie ma

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 56 — czytnik · opowiadania