Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 17 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 57

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Już mówiłem: nie wnikam w rozkazy, a zabójstwo czarodziejki było rozkazem.

– Od kogo? – Hektor przybrał kamienną minę.

– Od… – Blejzer ugryzł się w język. Chciał skłamać, odruchowo: nawyki przy przesłuchaniu – majora Białych Kruków.

Selekta patrzyła na niego tak, jak wilk patrzy na królika.

– I teraz nagle niby ta sama czarodziejka, co to ją prawie zaszlachtowałeś, posłała cię do miasta, żebyś nas do niej przyprowadził i nie możesz powiedzieć: po co? Czy ty masz mnie za kretynkę?

– Tak, ale to nie ma związku.

– Gnida!

Hektor chwycił Safonkę za ramię, nim ta zdążyła zdzielić związanego Walończyka – można by śmiało stwierdzić, że miała w tym już sporą wprawę.

– Spokojnie, mistrzyni Weil, jest na naszej łasce: nie zrobi niczego, wbrew naszej woli – mówił głosem tak spokojnym, że udzieliło się Selekcie.

Wzięła głęboki oddech i oderwała wzrok od zabójcy, żeby nieco ostudzić krew.

– No dobra, gdzie ona jest? – syknęła do ściany.

Drzwi do pustej ratuszowej piwniczki uchyliły się z metalicznym wyciem. Strażnicy przyprowadzili młodego bruka, a za nim wszedł brat Imael. Empata wyglądał jak cień człowieka, a jego drżące ruchy odzwierciedlały mocno rozchwierutane nerwy.

Blejzer obrzucił obu taksującym spojrzeniem, a potem przeniósł wzrok na Hektora.

– Mów, to swoi.

– Powiem, jeżeli pójdziecie tam razem ze Starszą; to o nią najbardziej chodziło Celeście.

Selekta uniosła głowę i zerknęła na Wulkira. Porozumieli się bez słów.

Jeśli Walończyk wiedział o Atmie, to może być jednym z cieni na usługach kapłanów lub jeszcze innego, gorszego licha.

Dostąpiła do Blejzera.

– Bredzisz, człowieku. Młody! Znasz go? – spytała Fusa, wskazując na mężczyznę uwiązanego do krzesła.

Bruk czaił się przy ścianie i aż wzdrygnął na dźwięk swojego imienia.

– Pierwszy raz widzę go na oczy. Czy mogę już odejść?

– Nie! Nie możesz. Widzisz, on twierdzi, że Lejla go tu przysłała.

– Lejla? – zdziwił się chłopak.

– Anax – doprecyzowała Sebil, która spowita iluzją milczała aż dotąd. – Amnezja, zmiana w białą brukę i te sprawy… Pamiętasz może? – rzuciła kąśliwie do Selekty.

– Ta. Anax, sranax. Gadaj! – zdzieliła Blejzera z otwartej dłoni.

– Spotkałem waszą czarodziejkę kilka dni temu, kiedy uciekaliśmy przed pogonią.

– Uciekaliście?

– Tak, ale nie powiem z kim, choćbyście mnie łamali kołem: Mroźna Panna Celesta, ona nakazała dyskrecję.

– Ty to lubisz słuchać rozkazów, nie? – skomentowała Selekta, unosząc podbródek zabójcy na ostrzu puginału.

– Tak, lubię proste życie. Wracając do ważnych spraw… Oruńczycy przecięli nam drogę. Mój towarzysz był wyczerpany i poraniony, więc mieli przewagę. Wtedy pojawiła się ona. Na początku myślałem, że jest z pogoni, ale gdy zrzuciła płaszcz... Biel i srebro osnute łuną z błękitu. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Stanęła pomiędzy nami a nimi. Wymienili kilka zdań, ale tamci rzucili się do ataku. Ruszyłem z pomocą. Wtedy eksplozja mroźnej magii rzuciła mnie na kolana. Nie mogłem się ruszyć, złapać tchu.

Selekta przerwał mu rechotem.

– Brawoo! Brawo… No prawie się poszczałam z emocji. – Rąbnęła go w skroń. – Posłuchaj mnie uważnie, gnido, już raz nam opowiedziałeś bajkę, jeśli teraz łżesz, to będziesz umierał gorzej niż bezpański pies w rękach hycla sadysty. Rozumiemy się?

Splunął krwiście i spojrzał na nienawistną twarz.

– Na czym skończyłem… Powalił mnie blask: zimna fala, wyrywająca powietrze z płuc. Kiedy uniosłem czerep, tamtych rozszarpywała jakaś biała bestia, a ona stała nade mną, uśmiechnięta i owiana magią. Ta sama dziewczyna, którą miałem kiedyś zamordować. Powiedziała, że mogę się odkupić, tylko trzeba ratować… – zająknął się, nie chciał albo nie mógł mówić.

– Kogo?

– Nie mogę, nie tutaj; sami zobaczycie.

– Chcesz mi powiedzieć, że Lejla odzyskała przy tobie postać i dała ci jakieś zadanie? Ha! Nie no, a ja jestem zaginioną belantrejska księżniczką. – Wzięła zamach, żeby zadać kolejny cios.

Fus zasłonił oczy, a Hektor przeniósł wzrok na ścianę. Nie pochwalał takiej brutalności, ale rozumiał. Pamiętał sierżanta Kristoffa i to, co z niego zostało w watenfelskich lochach.

– Wstrzymaj się, księżniczko Żłopulo – warknęła Sebil.

Selekta pohamowała dłoń.

– Mistrzyni Weil, on mówi prawdę.

– A ty, to niby jego matka chrzestna jesteś! – ryknęła na Imaela.

– Nie, ale naprawdę ją spotkał; ma na sobie ślad, nie wiem, jak to nazwać… znamię? Bardziej dotyk może… Na pewno miał do czynienia z tą samą mocą co my: wtedy, podczas pogoni.

Trybada rąbnęła w ścianę, rozkrwawiając sobie knykcie.

– Gdzie ona jest?! Pytam grzecznie po raz ostatni.

– W tawernie poza miastem; powiedziała, żebyście wzięli ze sobą Starszą, jakąś Atmę. Ponoć ona może mu pomóc.

– Komu, kurwa!?

– Nie kazała tu tego mówić. Ściany pokrywają cieniste uszy Ojca, tak powiedziała. Po tym, co widziałem w Watenfel… Ja nie jestem fanem Cesarstwa, nigdy nie byłem, ale to, co tam się stało, tego nie życzę nikomu.

– To może nie być pułapka, lady Weil – wybrzmiał Hektor. – Dużo dziwnych rzeczy okazało się prawdą; nie możemy wykluczyć, że i teraz tak jest.

– No nie, nie możemy… Ale Atma może być innego zdania.

– Nie będę – oświadczyła Starsza, wślizgując się do piwniczki niepostrzeżenie. – Jeśli to jest Szpon Lejdy, to lepiej go nie ignorować, i nie prowokować.

– Wskażę wam miejsce. Weźcie, kogo chcecie, ale Starsza musi iść. I nie spłoszcie bestii, bo będzie jej bronić. Ja tu zostanę, żeby nie zaalarmować tych moich rzekomych kamratów. – Blejzer rzucił Safonce wrednawy uśmieszek.

***

Zaczynało zmierzchać, kiedy zbliżali się do wskazanej karczmy. Zajazd „Opatrzność Matki” powoli niknął w cieniu wysokich gór i tylko gęste światło wyzierające z okien, znaczyło ten przybytek na ciemniejącym horyzoncie.

– Nadal mam mieszane uczucia co do tej wycieczki – stwierdziła Selekta, jadąc stępa obok iluzji gwardzisty: tym razem Girzelskiego.

– Nie widzę powodu, dlaczego miałabyś zmienić swoje nastawienie; ta sprawa śmierdzi na kilometr. – Sebil obejrzała się na jadących z tyłu: Empatę, Hektora i Fusa. – Niech to pustynia wchłonie – zaklęła i poprawiła opadającą barbutę. – Jak oni mogą łazić w tych wiadrach!

– To po co my się pchamy? – Selekta ciągnęła wcześniejszy wątek.

– Bo braciszek wyczuł obecność Lejli we wskazanym przez Walończyka miejscu, a młodzik twierdzi, że może uspokoić to coś, co ją opętało. Co o tym sądzisz, ptaszyno? – Sebil zwróciła się do Atmy.

Starsza jechała po ich prawicy i przysłuchiwała się rozmowie w całkowitym milczeniu.

– Uważam, że to dobry pomysł. Cokolwiek, co może powstrzymać Angaraxa przed atakiem, jest dobrym pomysłem – odpowiedziała spokojnie.

– Ty się chyba naprawdę boisz o swój kuper, co?

Atma zaśmiała się pogardliwie.

– Gdybyś miała pojęcie, z czym mamy do czynienia, też byś się bała o swój włochaty zad okutany piaskami.

Sebil rozchyliła usta, szykując kąśliwą ripostę, ale Starsza ją ubiegła:

– Angarax to etirion ładu, odbicie Sikhera. Wszyscy mylnie zakładają, że to etirion gniewu jest tym bezlitosnym sukinsynem, młotem Murkira, ale są w błędzie, bo Sikher jest młotem zemsty, gniewem wobec wyrządzonej krzywdy. Niszczy tylko winnych. Angarax natomiast… On jest ostrzem: wyrachowanym, mroźnym i bezlitosnym; jest zabójcą bez sumienia. Nie ocenia, nie waha się, tylko morduje, jeśli uzna kogoś za zagrożenie. Jego celem jest służyć i chronić pieczęć Lejdy i nie ma rzeczy ani osoby, której… – westchnęła. – Zrozumcie: on nie zna litości, nie wie, co to jest.

– Czyli ogólnie rzecz ujmując, świat odetchnie z ulgą, jak go ukatrupimy?

Atma przewróciła oczami i spojrzała na Sebil z politowaniem.

– Nie zrobicie tego z dwóch powodów: po pierwsze, etirion to istota wiekiem i mocą równa Pierwszym; po drugie, Angarax i Sehel ładu są ze sobą powiązani. Dopóki czarodziejka żyje, on będzie jej towarzyszył, jeśli zginie, to etirion zamknie większość mocy w szkatułce. Nie da się go zabić, tak jak nie da się zabić wody czy powietrza, astry czy unitry. Można go osłabić, zdusić jego energię, ale nie można zabić.

– Zaraz! – Selekta wybuchła po chwili zamyślenia. – Mówisz: w szkatułce? A jak to coś wygląda?

– Zwykłe drewniana kasetka z inskrypcjami, czasami opatrzona runami lub klejnotami dla ozdoby, a co?

Safonka odruchowo pociągnęła za wodze. Jej koń stanął, a wraz z nim reszta małej kawalkady.

– Szlag! Lejla dostała taką szkatułkę, kiedy byliśmy w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 57 — czytnik · opowiadania