Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 9 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 62

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Selekta opierała się o stajenny murek i patrzyła z ukosa, jak Sebil pakuje nieliczne tobołki na konia i szykuje się do drogi powrotnej. Mistyczka odziana w iluzję telmiańskiego gwardzisty milczała posępnie; czuła te sto dwadzieścia funtów czystej pretensji za plecami, które tylko czekają na chwilę uwagi, na przerwanie milczenia. Więc Sebil milczała jak grób, sprawdzając popręg i mocowania przy siodle. Obie nigdy w życiu nie doświadczyły tak głośnej i natarczywej ciszy.

– Myślę, że to nie jest dobry pomysł – wyrzuciła w końcu z siebie Safonka, przecinając napiętą do granic wytrzymałości niewidzialną strunę z milczenia.

– A według ciebie, co powinnam zrobić?

– Zostać! I nie chodzi mi tylko o pomoc w walce. – Trybada dostąpiła do mistyczki i spojrzała jej głęboko w oczy. – Tam – wystawiła ramię w kierunku równin – czają się jakieś kurewstwa, które nie mają skrupułów. Słyszałaś, co opowiadał ten waloński śmieć!

Sebil przestała oporządzać kulbakę, nabrała powietrza i wypuściła z kojącym nerwy świstem.

– Czy ty uważasz, że jestem delikatnym domowym kotkiem, którego należy chronić? – Obróciła się. Jej oczy zmieniły się w kocie. – Czy uważasz, że boje się jakiś dziwnych pomiotów? – Naparła ciałem na Selektę.

Trybada wycofała się o krok.

Mistyczka już nie próbowała się uspokoić, teraz wydech zapaliłby powietrze. Zapachniało przytłaczającą mocą, konie zaczęły prychać niespokojnie.

Oblicze bruki nagle złagodniało.

Poskromiła gniew, zwarła aurę i wróciła do oporządzania siodła.

– Wiesz, czego ja się boję?

– Czego zatem boi się potężna mistyczka Arkturosa? – Selekta nie drwiła, nie tym razem. Sebil przypominała jej, kim jest, kim zawsze była.

– Boję się, że znowu was stracę; boję się o zakon, boję się, że zapadnę w sen i jak się przebudzę, to znów wszystkie znikniecie. Tego boi się wielka mistyczka Arkturosa, boi się do tego stopnia, że nie panuje nad gniewem, jak dorastające brukijskie młode.

– Ale wiesz, że ja pójdę za nią w ogień?

– Wiem i rozumiem. – Sebil pogłaskała nieco spłoszonego konia. – Dlatego wepchnęłam swoją dumę głęboko między włochate pośladki i poprosiłam Belantrejczyków o pomoc dla was. W sumie to dla ciebie, reszta mam w kuwecie.

– Ha! Chyba żartujesz!? Prędzej oni nam gardła poderżną niż czarni kapłani czy pokraki zza murów.

– Gdyby chcieli, już by to zrobili. Dałam radę temu brukowi blisko ołtarza, ale tu… Tu nie byłabym pewna zwycięstwa. No i nie wiem, co potrafi ten czteroręki kret. Jego magia jest dla mnie zagadką. – Wsiadła na konia. – Reasumując, będę bardziej przydatna blisko swojego sanktuarium, a ci dwaj wiedzą więcej o tych maszkarach niż my, mocy też im nie brakuje. Niedługo mają się zgłosić do ratusza.

– Uważaj na siebie…

– Pomińmy ckliwe frazesy, szkoda czasu na pierdoły. – Sebil sięgnęła do sakwy po mały okutany lnem przedmiot i powoli odwinęła go z materiału. Na szarej chuście opalizowała spora perła pustyni o bielszym niż zwykle zabarwieniu. – To coś to kamień pamięci. – Zawinęła minerał z powrotem i wepchnęła Trybadzie w dłonie.

– I co ja niby mam z tym zrobić?

– Zamknęłam tam wspomnienia ze swojej młodości. Chcę, żebyś to miała… Chcę, żebyś się dowiedziała i zrozumiała dlaczego…

– … dlaczego jesteś takim dobrym, troskliwym, włochatym wrzodem na tyłku?

– Nie, z perły dowiesz się tylko, dlaczego jestem wrzodem; troskliwa i dobra zrobiłam się przez was i wiele innych zakonnic wam podobnych. Rodzina przywróciła mi namiastkę normalności i jestem gotowa jej bronić.

– Tylko nie mów mi, proszę, że mam to połykać albo gdzieś sobie wciskać.

– Nie powiem…

Ruszyła stępem w stronę wyjścia.

– Sebil!!

– Przyłóż do skóry i zaśnij!

Pogoniła konia.

***

– Otmar, ja… Nie jest mi łatwo znowu wystawiać was na takie niebezpieczeństwo.

– Skończ, Atmo, proszę. – Otmar skryła twarz w dłoniach i przygarbiła nad stołem. – Jestem już zmęczona tym wszystkim. Jeszcze całkiem niedawno byłam matką zwykłego zdrowego ośmiolatka. – Spojrzała na chłopca, który siedział na krześle i popijał ciepłe mleko. – A teraz uciekam, już sama nie wiem przed czym i gdzie. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę mogła być spracowaną hardą wiejską babą z życiem prostym jak budowa cepa. – Pani Ozir nalała sobie herbaty i wlepiła pusty wzrok w szarą łuszczącą się podłogę.

– Eliot nie może tu zostać; nie jest bezpieczny.

– A gdzie jest, Atmo!? Miał być bezpieczny

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 62 — czytnik · opowiadania