fantastyka · 11 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz.9
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
– Ani kroku dalej! – zagroziła Belantrejczykom Matka, pomagając wstać poturbowanej Selekcie.
– Nie mamy złych zamiarów – oznajmił Lemach i poprawił coś przy przyciemnianych binoklach chroniących jego oczy przed słońcem. – Opuść broń, Arq! – nakazał barczystemu Brukowi.
Ten niechętnie, ale bez słowa sprzeciwu, wykonał rozkaz, a fragmenty stalowej rękawicy powróciły na kikut i uformowały dłoń.
Milena nie spuszczała gardy, śledząc każdy ruch nieznajomych.
Bądź gotów, przyjacielu, pomyślała.
{i}– Nawet się nie waż wypuścić tego… czegoś!–{/i} przesłała Sebil. – {i}Na trzy oddasz mi kontrolę a ja…{/i}
– Nie dasz im rady bez dostępu do ołtarza – przerwała jej Matka.
– Ekhe… – chrząknął krępy czteroręki czarownik i podszedł nieco bliżej – Może, gdy nas przedstawię, wszystkim nieco ulży – przemówił elokwentnie i z zaraźliwym spokojem. – Alangras Ferkot: strażnik portalu w Batismanur, a ten nadgorliwy młodzieniec to Arq. – Bruk skinął głową, sztywno, od niechcenia. – Miło panie poznać i przepraszam za tę gwałtowną interwencję. To wszystko zabrnęło zbyt daleko – kontynuował Lemach i pokajał się nisko.
Część 22 / 5
Milena chwilowo przyjęła neutralne nastawienie wobec nieznajomych, a Safonka podniosła miecz i ani myślała wsunąć go do pochwy.
– Schowaj to! – nakazała Matka.
– Ale…!
– Schowaj, powiedziałam! I tak nie mamy z nimi szans: to belantrejscy magowie.
Selekta niechętnie usłuchała i wsunęła Oddech Arkturosa w pochwę za plecami.
– Milena Karevis – odpowiedziała Lemachowi. – Matka zak… – przerwała nagle, a oczy zagarnęła jej szarość.
– {i}Co tam się u licha dzieje!{/i} – przemówiła Sebil. Metaliczne gałki Mileny obróciły się w stronę Arqa. – Miii-jał – wypowiedziała wargami Matki i oblizała spierzchnięte usta. {i}– Co to za kudłate ciacho?{/i}
– Sebil, nie teraz, proszę. – Milena zacisnęła powieki, próbując zakończyć wymuszone połączenie.
Część 33 / 5
Dwaj Belantrejczycy patrzyli na całe przedstawienie z widoczną konsternacją, a Selekta nadal mierzyła Bruka wrogim spojrzeniem. Arq nie pozostał jej dłużny i odwdzięczył się szyderczym uśmieszkiem.
– I już… – oświadczyła Milena, gdy jej oczy przybrały normalną barwę. Poprawiwszy nakrycie głowy, wróciła do rozmowy: – Więc wytłumacz Alangrasie z Belantres: co tu robicie? – spytała, siląc się na wyrafinowaną grzeczność.
– Jako iż to ta młoda dama raczyła pierwsza dobyć broni, liczyłem na waszą odpowiedź na to samo pytanie. – Rozłożył wszystkie cztery ręce w serdecznym geście. Wklęsłe przyssawki ulokowane po wewnętrznej stronie dłoni nie zachęcały do wymiany uścisków.
– Pff… – fuknęła Safonka, przewracając oczyma.
– Dobrze – oświadczyła Milena z zamiarem odpowiedzi w dyplomatyczny sposób: nic bezpośrednio, nic konkretnego, a przede wszystkim, tylko tyle prawdy, ile to konieczne. Zawsze twierdziła, że dyplomatom od mówienia prawdy wyrastają polipy w gardle. – Niedawno miał tu miejsce magiczny incydent, który nasza mistyczka wykryła aż w Telmonton. Wyczekałyśmy, aż zainteresowanie pobitewne przygaśnie i przybyłyśmy, aby to sprawdzić.
– No tak… źle się dzieje w polityce – pokiwał stożkowatą głową. – Niemniej jednak nasze cele się pokrywają, Matko Karevis! – uradował się Ferkot, zmieniając temat. – Astralna anomalia dotarła również do astrolabium w Batismanur, dając się również we znaki tym z darem aury. Rozległa fala z rozrzedzonego żalu i strachu przemknęła przez magiczne pole wiedziona słowem…
– Angarax – przerwała mu Milena.
– Czyli wszyscy usłyszeli to samo? – bardziej spytał, niż stwierdził.
Część 44 / 5
– Ja osobiście, nie, ale nasza mistyczka, owszem. I oto jesteśmy.
– Śmiem sądzić, że gdzieś tutaj jest źródło mocy, stare jak sama przeprawa. – Lemach wskazał na obszar z kręgiem wzbudzeń, w którym inwokowała Lejla. Magiczny piaskowy relief ukryty głęboko pod ziemią nie zdradzał w pełni swojej obecności. – Arq szukał w tym miejscu, a ja przy rzece: nic z tego, niestety… Jakby coś nam umykało.
– Ha! – Selekta parsknęła. – Przecież…
Oczy Matki ogarnęła szarość. Zdzieliła Safonkę łokciem bez ostrzeżenia.
– Za co!?
– Ręka mi opadła: stare stawy – warknęła Sebil ustami Mileny.
– Zadziwiający sposób komunikacji, muszę przyznać – skomentował Alangras, zakładając górne ręce za siebie. – Czy to przypadkiem nie są bliźniacze perły pustyni?
– Tak – odrzekła szybko Matka, z trudem tłamsząc jaźń mistyczki rozpychającą się w głębi umysłu.
Część 55 / 5
– No cóż, na nas już pora, Arq. Dziś już nic nie wskóramy. Chodź, chłopcze.
Jedno oko Matki zaczęło się obracać niezależnie, wodząc spojrzeniem za umięśnionym kształtnym i owłosionym zadkiem Bruka.
– Przestań, Sebil – syknęła Milena, zasłaniając szarą gałkę dłonią.
Alangras odwrócił się, by pomachać, więc wraz z Selektą wysiliły się na to samo. Safonka wyszczerzyła przy tym zęby w tak nienaturalny uśmiech, że przypominał atak potężnego skurczu twarzy.
{i}– Siedzę za ciebie w więzieniu, a ty nawet oka tyłeczkiem nie dasz nacieszyć{/i} – przesłała Sebil.
– Przypominam ci, że to moje ciało i moja godność! – odpowiedziała na głos Matka. Nerwy sprawiały, iż górę wziął odruch, a ten słusznie założył, iż mówi się ustami.
– Uuuu… Kogoś tu pod ogonem swędzi, ha! – szydziła Selekta. – Auu...! – Mistyczka zdzieliła Safonkę ręką