Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

Pięciu „Wspaniałych”

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sen po imprezie jest niczym zapadnięcie się w nicość, a następny dzień jest naznaczony walką z samym sobą. O ile kondycja fizyczna ujawnia się zaraz po przebudzeniu i zazwyczaj woła o pomstę do nieba, to sprawa z psychiką, wymaga nieco wysiłku intelektualnego. Siedząc na łóżku, próbowałem sobie przypomnieć, co tak naprawdę wydarzyło się wczoraj. Mogę z pewnością powiedzieć, iż zgubił mnie pęd do poszerzenia wiedzy z zakresu mikroekonomii. Zazwyczaj chęć do nauki jest dobrze postrzegana przez społeczeństwo, niestety, gdy przekraczałem próg akademika, moja perspektywa uległa znacznej zmianie. Do pokoju sto szesnaście, gdzie mieszka Łukasz szedłem pełen optymizmu i zapału. Umówiłem się z nim, że pożyczy mi swoje notatki, które powszechnie uważane były za najlepsze. Dzięki nim mogłem szybko i sprawnie posiąść wiedzę, potrzebną do egzaminu. Wiem, może się wydawać, że pieprzę bez sensu i nie można w ten sposób podchodzić do nauki. Jednak ja naprawdę lubiłem się uczyć. Stałem więc i coraz to głośniej pukałem, lecz oprócz jakichś dziwnych odgłosów, wydobywających się zza drzwi, nikt nie miał zamiaru ich otworzyć. Ostatecznie sprawdziłem, czy są otwarte i były. Z pomieszczenia wydobywały się kłęby dymu, a w środku zobaczyłem siedzących przy stole czterech studentów, obficie raczących się wódką, o czym świadczył bogato zastawiony stół. Pokój delikatnie rzecz ujmując, wyglądał żałośnie. Z szafy wyłaziły niemieszczące się w niej ubrania, umywalka będąca częstym wyposażeniem akademików, wypełniona była brudnymi naczyniami. Parapet ozdobiony był w połowie uschniętą paprotką, na podłodze walały się puszki po piwie, gdzieniegdzie zaś leżały majtki i skarpetki. W tym właśnie pokoju przebywał mój kolega Łukasz, którego znałem jako osobą pedantyczną i dbającą o wygląd. Teraz wyglądał zupełnie inaczej. Nienaganna fryzura była zaburzona przez koguta, sterczącego mu na środku głowy, koszulka z narysowaną zapałką była wymięta i poplamiona czymś czerwonym, spodnie zaś zdawały się krzyczeć: „chcemy do prania”. To, co pozostawało niezmienne, to ten bezczelny wyraz jego twarzy, na którym gościł ironiczny uśmieszek. Jednak nie wygląd kolegi przykuwał uwagę, a dźwięki przypominające kwiczenie świń, wydobywające się z gardeł uczestników biesiady. - Łukasz, ja po notatki. Rozglądałem się po pokoju, który bardziej przypominał melinę niż pokój studencki. - Pierwszy się odezwał. Nalej mu kielonka i drugiego za spóźnienie. – powiedział mocno zaokrąglony facet. - Ja tylko po notatki. Łukasz popatrzył na mnie jak na kosmitę i wybełkotał. - Słuchaj stary…, on ma rację. Nie kwiliłeś jak świnia, więc musisz się napić. Jeden z kolesi podniósł się i sprawnie napełnił dwa kieliszki. - Grzesiek jestem. Za to spóźnienie to powinienem ci nalać do szklanki. Siadaj! Ruszył ku mnie wielki, chudy człowiek, którego lewy policzek ozdobiony był niewielką blizną w kształcie krzyżyka i popchnął mnie w kierunku stołu. Nastała cisza, a ja czułem cztery pary oczu, wgapiające się we mnie. Cóż było robić, wypiłem te dwa kieliszki, mając nadzieję, iż na tym się skończy. - Teraz krowa! – krzyknął niejaki Gienio, facet o niewielkim wzroście, za to z bardzo bujnym zarostem, który niemal w całości zasłaniał mu twarz. Momentalnie wszyscy zaczęli muczeć, udając nieszczęsne krowy. - Ale ja po notatki… - Znowu przegrał, lej mu! – powiedział Gienio. Mój kieliszek został ponownie uzupełniony. Patrzyłem z nadzieją na Łukasza, który wstał i wybełkotał. - Sorry Marek…, że cię nie przedstawiłem. Ten gruby to Czarek, tamten pigmej z bujnym zarostem to Gienek, a Grzesiek się już przedstawił. To wypij tego kielonka, a ja poszukam notatek. Wydawało mi się, iż uda mi się jakoś wyjść z notatkami w stanie tylko lekko wskazującym na spożycie. Wychyliłem ostatniego kielonka i … - No to teraz musisz wypić brudzia z nowymi kolegami – stanowczo, acz bełkotliwie powiedział Łukasz. W ten oto sposób byłem po sześciu kieliszkach, co zdecydowanie zmniejszyło mój zapał do dalszej nauki. - Teraz osioł – zarządził Łukasz Tym razem i ja zacząłem ryczeć jak osioł i chyba całkiem dobrze mi szło. Pierwszy wymiękł Grzesiek. - Chłopaki lejcie kielicha..., to jest nudne. Chodźmy na miasto. - Wiesz, że Czarek nie jest tu legalnie. Jak go portier zobaczy, to będzie po nim – odpowiedział Łukasz. Sześć pięćdziesiątek zrobiło swoje i mój umysł zaczął, jak mi się przynajmniej wydawało, działać jak nowiutki, wypasiony komputer. - To wyjdźmy oknem. To tylko pierwsze piętro, zwiążemy prześcieradła i już. Chłopakom pomysł przypadł do gustu i całkiem sprawnie powiązaliśmy ze sobą dwa prześcieradła oraz dwie poszewki od pościeli. Lina była gotowa, nie było natomiast Grześka. - Słuchajcie, gdzie jest Grzesiek? – zapytał Czarek. Rozglądaliśmy się po pokoju, niestety chłopaka nie było. Było za to otwarte okno i gdzieś z dołu usłyszeliśmy stękanie. To Grzesiek jęczał, leżąc pod oknem. Gdy my byliśmy zajęci robieniem liny, on postanowił zejść bez niej, co właściwie mu się udało. Nie zastanawiając się wiele, wyszliśmy jak najbardziej normalnie z akademika, pozbieraliśmy poobijanego kolegę i wróciliśmy do pokoju. - Stary..., żyjesz? – zapytał Czarek. - Noga..., cholernie boli. - Załatwię coś – powiedział Gienek i wyszedł. My tymczasem położyliśmy Grzesia na łóżko i z uwagą obejrzeliśmy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięciu „Wspaniałych” — czytnik · opowiadania