Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 14 min czytania

"Pieczęć", rozdział I, część 1.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I „Okrężną drogą”

Na przeszywanicę Taertis narzucił kolczugę. Dzikie, pełne obaw przed zauważeniem cwały mężczyzny przez polany zostawiły na niej ślady. Koszulkę kolczą reperowano w paru miejscach – rysowała się tam różnica w jakości materiałów tworzących pancerz. „Rany”, które przedmiot odniósł podczas ochrony właściciela, zostały „wyleczone” w kuźni przeciętnego kowala. Niestety… W tych czasach trudno było zdobyć równie wytrzymały stop jak ten, z którego stworzono ową zbroję, więc do naprawy używano zamienników. Twórca kolczugi z pewnością osiągnął mistrzostwo w swym fachu, gdyż wszyscy próbujący mu dorównać, ponosili porażkę. Nawet najlepsi rzemieślnicy nie potrafili dodawać tak małych pierścieni, więc wplatali większe, sprawiając, że malała ochrona zapewniana przez całość. Pancerz chronił świetnie mimo wieku i uszkodzeń. Goniec wciągnął na nogi wysokie, skórzane, wiązane rzemieniami buty i rozejrzał się po niewielkim pokoju.

Na jego łóżko padały promienie słoneczne dostające się do środka przez niewielkie okno. Po drugiej stronie komnatki stała komoda pokryta najróżniejszymi mapami i notatkami, spośród nich sterczała dopalona świeca. Obok mieściło się krzesło, a na nim spoczywał rzadko używany miecz. Posiadacz zazwyczaj unikał zagrożenia, gdyż walka wymagała więcej czasu, niż ucieczka. W jego zawodzie każda minuta mogła zadecydować o powodzeniu zadania.

Salka, w której kurier się znajdował, wchodziła w poczet komnat służby księcia Drawomira. Pomieszczenia te mieściły się w wielkim gmachu, a ten, wraz z innymi budowlami wykorzystywanymi przez najważniejszych urzędników książęcych, został oddzielony od reszty miasta murem. Wejście do ów kompleksu wiodło zawsze strzeżoną przez gwardię przyboczną władcy bramą. Taertis zdobył wykształcenie, a w jego czasach stanowiło to rzadkość. Jako dziecko wymykał się do najbliższej kapliczki Protosa, z czasem zdobył sympatię mnichów. Dużo czasu spędzał nad pismami, które dzień po dniu stawały się dla niego bardziej zrozumiałe. Dzięki zakonnikom posiadł umiejętność czytania, pisania i rachowania. Nauczyciele w głębi ducha wierzyli, że Taertis wstąpi kiedyś w szeregi zakonu, lecz historia potoczyła się inaczej… młodzieniec został wcielony do wojska, a pewnego dnia stał się gońcem.

Rozległo się pukanie do drzwi, Taertis narzucił na siebie ciemny, podróżny płaszcz i otworzył je. W progu zastał jednego ze sługusów Drawomira. Siwy mężczyzna o średnim wzroście wręczył mu przesyłkę, która miała w ciągu dwóch dni trafić do sąsiedniego księstwa, Lurgi. Dokument zapakowano już w tubę z dębowego drewna, zamkniętą okrągłymi zatyczkami wykonanymi z brązu, ozdobionymi rycinami kruka - godłem Terwii. Według prawa wiadomość znajdująca się w tym pojemniku mogła zostać przeczytana tylko przez adresata. Taertisowi kazano bezpiecznie przekazać przesyłkę. Służący jeszcze raz poinformował gońca o pogodzie przewidywanej na najbliższe dni, zaznaczył też, iż osiodłano już konia, a następnie oddalił się długim korytarzem. Kurier wrócił do komnaty, by dokończyć przygotowania.

***

Odgłosy kopyt uderzających o równe kamienie wykładające uliczki Terwii, niemal napawały Taertisa optymizmem. Miasto witało nowy dzień, czekając na promienie słońca, które lekko pieściły już jego pierwsze budynki. Światło przedostawało się między gałęziami, gęsto porastających tutejsze wschodnie i północne wzgórza sosen.

Kurier mijał pokaźne, zadbane kamienice bogatej dzielnicy zwanej „Pierścieniem”. Trudno o bardziej trafne określenie owej okolicy, gdyż to niemal okrągłe osiedle wybudowano wokół dworu księcia Drawomira i otoczono kilkometrowym, porośniętym przez winorośl murem. Do środka obwodu prowadziły trzy bramy – południowa, zachodnia i północna. Wszystkich wejść strzegły posterunki straży miejskiej, a żeby dostać się do środka trzeba było być bogatym lub szanowanym człowiekiem.

Zawsze, gdy nadarzała się okazja, goniec podziwiał piękne i stare gmachy znajdujące się w „Pierścieniu”. Przed niektórymi domostwami stały kamienne donice, z nich wyrastały klony dające latem przyjemny cień. Dzielnicę zamieszkiwali najbardziej wpływowi i szanowani ludzie. Szlachta, alchemicy, mistrzowie rzemiosła, skrybowie. Działały tu najlepsze karczmy, a nawet biblioteka.

Po chwili kurier trafił do obszaru miejskiego. Domy bardzo różnicował nie tylko sposób budowy, ale też stan w jakim się znajdowały. Niektóre z nich zdradzały oznaki zaniedbania... Brud, brak dachówek i okiennic. Inne z kolei budziły miłe odczucia. Wydawało się, że zostały zbudowane zaledwie kilka lat temu, lecz w rzeczywistości liczyły sobie znacznie więcej wiosen. Mimo to niczym nie dorównywały szlacheckim kamienicom, które Taertis miał już za sobą. Goniec minął kolejny, zdecydowanie mniejszy posterunek straży miejskiej i przegalopował pod bramą miejską. Wjechał na podgrodzie.

Bruk, którym wyłożono drogi miasta, ustąpił belkom i kamieniom polnym. Dzielnica znajdująca się poza murami metropolii, była najbardziej rozległa – osiedlali się w niej zubożali handlarze, rzemieślnicy oraz ci, którzy nie mieli wystarczających funduszy, by kupić mieszkania w mieście. Brudne, dwupiętrowe domy z czasem przerodziły się w chatki budowane w dowolnych miejscach przez chłopów przyjeżdżających do Terwii z nadzieją na lepszą przyszłość. W powietrzu unosił się smród potu i śmieci. Odpadki składowano między chałupami lub w rynsztokach, znajdujących się przy drogach, dlatego krajobraz tej okolicy bardzo często urozmaicały góry resztek.

W końcu Taertis wyjechał z miasta. Gnał gościńcem wiodącym na południe, a wszędzie, gdzie sięgał okiem, rozciągały się łąki oraz pola pokryte pierzyną porannych mgieł. Na północy i wschodzie widniały wzgórza, które z każdą sekundą oddalały się coraz bardziej. Droga do Lurgi nie była bardzo długa, ale za to niebezpieczna, a sprawa, z którą miał się tam udać, nie cierpiała zwłoki. Kurier wolał nie wyobrażać sobie, co zrobi mu zwierzchnik za spóźnienie. Na otwartej przestrzeni wiatr sprawiał duże problemy. Szarpał ubraniami, które dodatkowo z czasem zamokły od padającej mżawki. Słońce schowało się za gęstymi, szarymi chmurami, sprawiając, iż wydawało się, że było zimniej niż naprawdę. Taertis miał nadzieję, że koń nie zacznie ślizgać się na błocie, z którym prędzej, czy później przyjdzie mu się zmierzyć w dalszych etapach podróży. Przeważnie gdy spotyka się utrudnienia na szlaku, szuka się okrężnej drogi. Według młodzieńca to nie było najlepsze rozwiązanie. Nieraz słyszał od kolegów historie o bandytach, poruszających się mniej popularnymi ścieżkami. Goniec wolał omijać takie zagrożenia. Wystarczyło już, że momentami goścince przecinały lasy. Kurier był w nich mniej widoczny i na pozór mógł się czuć bezpieczniej, ale zdążył się już przekonać, że wśród drzew nadal kryły się bestie, które tylko czekały na to, by zaatakować samotnych podróżnych.

Około południa, gdy konny…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%