Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

opowiadania-pl · 20 min czytania

Piękna bestia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Piękna Bestia"

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, gdzie słońce chowało się za ognistym horyzontem stał zamek, a w nim mieszkała piękna księżniczka. Powiadano, że klątwa, którą jest splątana nie pozwala jej opuścić murów zamku a jej uroda przyćmiewa wszystko, co człowiek może sobie wymarzyć. Wielu śmiałków, podążało tą drogą by wyzwolić księżniczkę i zdobyć nagrodę, ale nie wiedzieli, że mury, które okalają wszystko dookoła skrywają straszne tajemnice.

Ta historia zaczyna się jak baśń, lecz kończy się jak koszmar...

W pewien mroźny poranek, otulony mgłą, Elian, rycerz z mieczem u boku i odważnym sercem podążał w kierunku zamku. Otaczał go górzysty krajobraz, sprawiający wrażenie martwej ziemi, bez żywej istoty gotowej stawić mu czoła. Mury zamku wznosiły się ku niebu jak zardzewiałe ostrza gotowe przeciąć samą tkankę świata.

Zamek wyglądał, jakby zapraszał go do swoich wnętrz z niewiadomych powodów. Potężne drzwi, które zlewały się z upływającym czasem, uniosły się same, niesłyszalnie, jakby czekały na niego. Gdy przekroczył próg, wnętrze zamku zachwyciło go, ujrzał wspaniałe malowidła na ścianach i pozłacane ozdoby, które delikatnie odbijały światło pochodni.

Jednak coś było nie tak. W miarę jak Elian zagłębiał się w korytarze, zaczęła otaczać go dziwna atmosfera. Mimo pozorów piękna, wszystko wydawało się zbyt zaniedbane i zapomniane. Echo, które błądziło po korytarzach, było zniekształcone. Wchodząc głębiej, zaczął dostrzegać różne szczegóły. Lekkie pęknięcia w murach, plamy na jedwabnych zasłonach, wiatr hulający w powietrzu.

Elian wciąż nieświadomy prawdziwej natury tego miejsca, podążał dalej. Miał nadzieję, że znajdzie księżniczkę, choć nie wiedział, czego może się spodziewać. Jednak gdy drzwi sali tronowej się otworzyły, jego nadzieje zaczęły powoli gasnąć.

W sali tronowej panowała martwa cisza, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Wyglądała na opuszczoną, a zarazem nienaturalnie doskonałą. Złote zdobienia na starych, porzuconych fotelach błyszczały, lecz nie emanowały żadnym ciepłem. W samym centrum sali stał ogromny tron, ozdobiony misternymi rzeźbieniami, na którym nie zasiadał nikt od wieków. Elian czuł na plecach niepokojący dreszcz, jakby coś go obserwowało.

W kącie sali przy oknach zauważył cień, który zdawał się poruszać. Zbliżył się ostrożnie, trzymając miecz w pogotowiu. I wtedy ją ujrzał.

Księżniczka była zupełnie inna, niż Elian ją sobie wyobrażał. Stała jak zaklęta i patrzyła na niego z wyrazem smutku w oczach. Jej suknia, choć lekka i zwiewna, wydawała się, jakby pochodziła z innej epoki. Włosy lśniły, ale miały w sobie coś martwego, jakby nie należały do żywej istoty. Kiedy spojrzała na niego, jego serce zabiło mocniej, nie z zachwytu, ale ze strachu. Jej spojrzenie było puste jak niekończąca się bezdenna otchłań.

– Witaj, Rycerzu – jej głos był cichy, odbijając się echem od zamkowych ścian. – Nie uciekniesz stąd. Nikt nigdy stąd nie uciekł.

Elian podszedł do niej, ale zanim się odezwał, zamek zaczął wibrować, jakby wszystko dookoła drżało pod jego stopami. Mury, które były nieporuszone, zaczęły pękać z trzaskiem. W powietrzu czuć było zapach magii – potężnej, mrocznej siły.

– Powiedz mi, księżniczko – zapytał Elian, niepewny, czy jego słowa dotrą do niej. – Jak mogę ci pomóc? Jak złamać tę klątwę?

Księżniczka spojrzała na niego zimnym wzrokiem, który przenikał go do kości.

– Nie rozumiesz. To nie klątwa trzyma mnie tutaj, rycerzu. To moje przeznaczenie. Ten zamek nie jest moim więzieniem, to mój dom, a ty nie możesz mnie uwolnić. Bo nie jestem tą, którą szukasz.

Elian stał nieruchomo i patrzył na nią w osłupieniu, gdy kończyła mówić.

– Przybyłeś po mnie? – Jej głos był jak lodowaty wiatr, przeszywający powietrze. – Wydaje ci się, że przyszłeś, by mnie uratować, ale to nie ja jestem zagrożona. To wy wszyscy. Wy, którzy wkraczacie na ziemię zapomnianą przez żyjących.

Elian zrozumiał, że zamek, który początkowo był pełen obietnic, teraz okazał się jedynie iluzją. Piękna księżniczka była tylko częścią planu mającego na celu zwabienie go do środka i uświadomił sobie, że został uwięziony. Próbował uciekać, lecz zamek okazał się labiryntem bez wyjścia. Każde drzwi prowadziły go z powrotem do tych samych korytarzy, jakby sama budowla igrała z nim, śmiejąc się z jego bezsilności. Kamienne ściany, porośnięte gnijącym mchem, wydawały się oddychać. Każdy jego krok rozbrzmiewał echem.

Zawsze wracał do tego samego miejsca – do sali tronowej. Tam, gdzie czekała na niego ona.

Zamek coraz bardziej stawał się jego pułapką. Czuł, jak jego własna wola pomału słabła, jak każda jego cząstka coraz bardziej poddawała się temu miejscu. Księżniczka, którą teraz postrzegał inaczej, przestała być jedynie obiektem jego pragnień. Z każdą chwilą coraz bardziej panowała nad jego umysłem. Znała go wzdłuż i wszerz. Znała jego lęki i jego niepokoje. Jej słowa, pełne tajemnic, wbijały się w niego jak zardzewiałe gwoździe. Jej obecność stawała się coraz bardziej przerażająca, jakby każde spotkanie z nią zostawiało krwawy ślad na jego duszy.

Z upływem godzin Elian zaczął dostrzegać rzeczy, które wcześniej umknęły jego uwadze. Lustra, które były wszędzie gdzie tylko jego wzrok sięgał. Wysokie, zdobione dziwnymi złoceniami i lśniące nienaturalnym blaskiem, ale najgorsze były odbicia.

Nie ukazywały księżniczki tak, jak powinny. Jej twarz w nich była... inna. Zniekształcona. Jakby coś pod jej skórą pulsowało, jakby jej uroda była jedynie cienką maską, pod którą kryło się coś innego. Czasami, gdy spoglądał kątem oka, dostrzegał w lustrach cienie – poruszające się powoli dookoła jej, mimo że ona stała nieruchomo. Cienie, które nie należały do niej a przybierały różne potworne kształty.

A może jednak do niej należały? Już sam nie był pewien, tego co widzi.

Gdy spytał ją o to pewnego wieczoru, siedząc naprzeciw niej przy kominku, tylko się uśmiechnęła.

– Lustra czasem kłamią, Elianie – szepnęła z rozbawieniem. – Nie wszystko, co widzisz, jest prawdą.

Jej głos był cichy, melodyjny, ale brzmiał jak ostrze przesuwające się po szkle.

Czuł, że jest więźniem tego miejsca. To nie kraty trzymały go w tym miejscu, ani żadne nie łańcuchy, ale coś znacznie gorszego. Coś, czego nie potrafił nazwać. Z każdym kolejnym dniem forteca zdawała się wciągać go coraz głębiej, jakby była żywym organizmem, a on niepostrzeżenie stawał się jego częścią.

Ale Elian nie zamierzał poddać się bez walki.

Zaczął badać korytarze, których wcześniej nie przemierzał. Wnętrze zamku wydawało się zmieniać, jakby ściany poruszały się, zamykając przed nim pewne przejścia, a otwierając inne. W niektórych komnatach panowała cisza tak głęboka, że słyszał jedynie własne myśli. W innych – miał wrażenie, że coś tam jest. Coś, co oddychało w ciemności.

Znalazł się w jednym z zakurzonych pokoi, gdzie stare meble były porzucone jak ciała po bitwie. Pajęczyny zwisały z sufitu jak strzępy skóry, a powietrze miało ciężki, spleśniały zapach zapomnienia.

I wtedy to zobaczył – portret.

Wisiał samotnie na ścianie, wyblakły, niemal zjedzony przez czas. Przedstawiał mężczyznę o surowych rysach twarzy i oczach, w których czaił się cień smutku. Ale to nie on przyciągnął uwagę Eliana - tylko coś, co było za nim.

W tle obrazu, w gęstym cieniu, stała postać. Niejasna, zamazana, niemal niewidoczna na pierwszy rzut oka. A jednak, gdy Elian się zbliżył, serce zabiło mu mocniej. Miał wrażenie, że ta postać go widzi, że patrzy prosto na niego i się uśmiechała.

W jego umyśle pojawiał się głos, który szeptał mu, że nie jest już człowiekiem. Że zbliża się do momentu, w którym nie będzie już w stanie odróżnić siebie od potwora.

Ruszył dalej. Tym razem trafił do komnaty, której wcześniej nie zauważył. Była ukryta za drzwiami, które nagle się pojawiły. W środku ujrzał widok, który wstrząsnął nim głęboko: ściany pokoju były pokryte twarzami. Każda z nich była inna, ale łączyła je jedna cecha – wszystkie wyglądały na uwięzione. Ich oczy wyrażały rozpacz, ból i strach, jakby te twarze były kamieniami, ale jednocześnie żyły, oddychały i czuły.

Elian stanął jak sparaliżowany, wpatrując się w twarze, które zdawały się go obserwować. Przeszył go zimny dreszcz, a z ust wyrwał się cichy szloch. Czuł, że nie może tu dłużej zostać, ale jednocześnie coś go przyciągało, nie pozwalając mu odejść.

Nagle usłyszał cichy szept – głos pełen strachu i desperacji, ale niosący także ostrzeżenie – Uciekaj, póki możesz.

Zadrżał. Gdy spojrzał w kierunku, z którego dobiegał głos, nikogo nie zobaczył. Twarze na ścianie pozostawały nieruchome, lecz coś w ich oczach sugerowało, że wołanie było prawdziwe. Musiał stąd wyjść, ale jego nogi jakby odmówiły posłuszeństwa. Na chwilę poczuł, że nie jest w stanie opuścić tego miejsca, jakby samo zło zamku trzymało go w martwym punkcie.

Elian wybiegł z komnaty. Jego serce biło szybko, a w głowie kotłowały się myśli o tym, co właśnie zobaczył. Jednak nie minęło długo, gdy znów stanął twarzą w twarz z Księżniczką.

- Wiem, że się boisz, Elianie – powiedziała, stojąc w drzwiach jednej z komnat. Jej ton był miękki, uspokajający, jakby starała się usunąć wszelkie wątpliwości z jego umysłu. – Ale to nie jest miejsce dla słabych. To miejsce jest moim domem i może stać się również twoim.

- Co tu się dzieje? – zapytał, starając się zachować spokój, choć jego głos zdradzał niepokój. – Dlaczego te twarze są w ścianach? Co się z nimi stało?

- To nic, Elianie – odpowiedziała, choć jej głos brzmiał mniej przekonująco. – Te twarze to tylko wspomnienia, cienie przeszłości. Nie musisz się nimi martwić. Zostań tutaj. Zapomnij o wszystkim, co było na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Piękna bestia — czytnik · opowiadania