Środowisko · 6 min czytania
Piękna Kraina
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Piękna Kraina
Pociąg z dużym impetem wjechał na stację kolejową, wyhamował i następnie zatrzymał się przy platformach przeznaczonych dla pasażerów. Marek opuścił przedział i wydostał się na zewnątrz, stojąc już na nieruchomym gruncie, zaciągnął się świeżym powietrzem i rozprostował kości. Poczuł się wyśmienicie i nawet te dziesięć kilometrów, które musiał jeszcze przejść nie zmieniły jego samopoczucia. Ruszył przed siebie rozglądając się dookoła, było to odludne miejsce pozbawione wszystkich miejskich wynalazków, które tak intensywnie burzyły spokój jego umysłu. Nie skorzystał nawet ze stopa mimo, że co chwilę mijał go jakiś pojazd, chciał jak najdłużej delektować się tą cudowną okolicą. Po prawej stronie rozprzestrzeniały się niesamowite gaje cytrusowe, wszystkie drzewka były bardzo zadbane a wiszące na nich owoce dorodne. Kolor ich był naturalny, czysty i niczym niezmącony, lekkie skazy na skórce oznajmiały, że gospodarz nie używał żadnych ulepszaczy i konserwantów, była to zdrowa żywność. Przed nimi daleko z przodu rozciągały się przepełnione zielenią rozmaite gatunki drzew. Klony mieszały się z topolami a za nimi pojawiały się sosny i świerki, razem tworzyły prawdziwie bajkowy las. Największe wrażenie robiły jednak kilkusetletnie dęby, które stały w oddalonych od siebie mniejszych grupach. Spoglądały przy tym dumnie na rozciągającą się okolicę i oznajmiały, że są panami tej ziemi. Ich grube i masywne podstawy uzupełniały szeroko rozłożone korony z liśćmi, które tylko gdzieniegdzie przepuszczały padające na nie światło. Pochłaniały wszystkie promienie otaczającego je słońca. Po lewej stronie aż po horyzont, rozciągały się łąki. Nieokreślone w swym rozmiarze, gładkie i równe w istniejącej strukturze, zielone do granic możliwości. Człowiek mógłby po nich biec, szukając końca tej przepięknej krainy. Mógłby się również przewracać, fikając przy tym koziołki i tuląc najbliższą sercu osobę. Następnie ukazały się stogi zboża, które pochłonęły najbliższe otoczenie, miały duże i pełne kłosy, gwarantowały przy tym pierwszorzędną mąkę i prawdziwie swojski chleb. Droga, którą Lebowski pokonywał, znikała pod jego stopami w zawrotnym tempie. Najpierw była prosta, innym razem stawała się kręta. Na początku wydawała się równa, by po paru kilometrach stać się sporym wzniesieniem, po przejściu którego zamieniała się w pochyły stok. Co jakiś czas Marek mijał pojedyncze zabudowy, które świadczyły o tym, że ta okolica nie była całkowicie wyludniona. W oddali zobaczył przepiękne jezioro, jego połyskująca tafla wody zachęcała do wejścia i odświeżenia się. Obok rosły kolejne drzewa, wspólnie tworząc zamknięty krąg. Za nimi rozchodziły się wysokie i masywne góry, ich szczyty chwilami sięgały chmur, łącząc się z nimi i tworząc ciekawe obrazy. Obłoki te rozprzestrzeniały się dookoła i przyjmowały cały czas rozmaite kształty.…