Filozofia · 5 min czytania
Piękną mamy dziś noc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czasami po prostu świat zawala ci się wraz z jednym zdaniem. Z niewypowiedzianymi słowami, z oczekiwaniem na rozwój wydarzeń, ze zniszczoną nadzieją. Po prostu czasem oddajesz wszystko w ręce losu, bo co byś nie zrobił, nie masz wpływu na decyzję drugiej osoby. Nikogo nie można zmusić do miłości.
Znowu siedzę na parapecie, znowu palę. LMy Linki, mentolowe. Zwykle odrzucał mnie sam zapach tytoniu, ale nie dziś. Powoli zaciągam się, pozwalam dymowi wtargnąć do moich płuc, posiedzieć tam chwilę i zaraz go wypuszczam. Opieram się o framugę okna i wpatruję się w światła miasta. Wzdycham. Piękną mamy dziś noc. Zastanawiam się, czy ja naprawdę cierpię? Czy to tylko moje wyobrażenie? Strząsam popiół. O ile przyzwyczajam się do twojej nieobecności, jest wspaniale. Potem jak gdyby nigdy nic wracasz do mojego życia. Na chwilę, na kilka godzin, żeby później wyjść z niego i zostawić pustkę. Nadzieję. Zaciągam się i kręci mi się w głowie. Skupiam całą uwagę na dymie w moich płucach , na szarej masie powietrza wżerającej się w ich ściany. Wypuszczam go i wyciągam przed siebie nogi.
Miałeś tu być. Miałeś być ze mną, przy mnie. Miałeś trzymać mnie za rękę, przytulać bez okazji i całować w czoło. Potem w usta. Potem wtulać się w moje ciało. Uśmiechać się tak, jak tylko Ty to umiałeś. Pocałunki. Szyja, dekolt, piersi. Brzuch. Potem dłonie, nadgarstki, ramiona. Obojczyk. Potem znowu usta. Ciężki oddech. Ciemność. Twoje zmartwione oczy, Twoje szczęśliwe oczy. Moja mała. Mój skarbie. Jestem przecież.
Patrzę w dół. To tylko cztery piętra. Mogłabym z łatwością się odepchnąć i spaść. Nie mam odwagi. Nie mam też celu. Jestem zbyt oddana życiu aby je zakończyć. Może kiedyś. Znowu się zaciągam. To musi zabawnie wyglądać, myślę. Drobne ciało, długie nogi zwisające z parapetu. Delikatna twarz o miękkich, niemalże dziecinnych rysach i łzy ściekające po policzkach, brodzie. W końcu po szyi, obojczykach. Znikają. Ścieram je rękawem swetra i wypuszczam powietrze. Czemu cię nie ma?
Pamiętam tyle znaków, ale żaden nie wydawał mi się poważny. Zawsze przecież "było dobrze". Początek stycznia, "nie wiem,