Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 8 min czytania

Pierwotny lęk przed pryszczem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pierwotny lęk przed pryszczem

Miałam piękne piersi. Dorodne i sterczące. Świadomie, lub nie do końca, siły ich oddziaływania na męski zmysł wzroku, nie stroniłam od ich jawnej ekspozycji. Opięte bluzki, głębokie dekolty, falbanki... Wszystko po to, by zwrócić męską uwagę na te dwie cudowne wypukłości. By obserwować ich zmieszanie, gdy przyłapywali się na tym, że ich wzrok zanadto zabłądził, jak przystało na kulturalną konwersację o muzyce ludycznej lub Teatrze Stanisławowskim. Wtedy ich spocone dłonie nerwowo szukały zajęcia, by odwrócić myśli od nieprzyzwoitych pragnień. Wtedy, czując swą rosnącą przewagę, dotykałam ich mimochodem, doprowadzając mężczyzn do rozpaczy i zguby. To było moje, a w zasadzie nasze zwycięstwo. Grałyśmy w końcu w jednej drużynie. Zazdrosne koleżanki usiłowały mi je obrzydzić. Krytykowały - według nich - zbyt głębokie dekolty, straszyły reumatyzmem i tym, że już niedługo, wskutek nadmiernej ich ekspozycji, będą obwisłe. Lecz ja wiedziałam, że to ze zwykłej zazdrości. Też chciały takie nosić. Prężyć dumnie przed wszystkimi, wypinać, naginać, wystawiać do światła. Ale nie mogły – nikt nie śmiał konkurować ze mną. Z nami. To były piękne czasy. I wtedy wyskoczył on. Pryszcz. Był wielki, czerwony i sterczący. Dokładnie pomiędzy moimi piersiami. Zupełnie nie pasował do tak nobliwego otoczenia. Straszył swą brzydotą i wywoływał bezwarunkową odrazę. Wyróżniał się swym szokującym niedopasowaniem. Tylko jedno miał z nimi wspólne. Sterczał. Zdradzał niczym niewyjaśnione pragnienie dorównania im, choć oczywiście nie miał szans. Początkowo myślałam, że to przejściowe. Że mu się znudzi. Że załamanie się przytłaczającym ciężarem zadania, jakie przed sobą postawił. Sądziłam, że wystarczy odrobina korektora i pudru na jego przykrycie. Ale on się nie dawał. Cały czas rósł i się napinał. Załamana sytuacją postanowiłam leczyć się śmiechem. Wyśmiewałam go. Codziennie rano stawałam przed lustrem i, tak jak kiedyś chwaliłam moje piersi, tak teraz szydziłam z niego. Czasami angażowałam w to moje piersi i wtedy śmiałyśmy się z niego razem. Ale wiedziałam, że tak naprawdę wcale im nie do śmiechu. Pryszcz rozpychał się i żądał dla siebie coraz więcej miejsca, im pozostawiając coraz mniej. Rozpanoszył się, korzystając z mej uległej gościnności. Słyszałam w nocy, jak one cicho płakały, przeczuwając rychłą utratę swej uprzywilejowanej pozycji, podczas gdy on rósł w siłę. Nie mogłam go powstrzymać. To nie tak, że nie próbowałam. Gdy zdałam sobie sprawę, że terapia śmiechem i wyzwiska go nie zrażają, przeszłam do ofensywnego działania. Zaczęłam go wyciskać, wydłubywać, bić tłuczkiem do kotletów, zeskrobywać. Ale to nic nie dawało. To, co udawało mi się usunąć, odrastało w nocy ze zdwojoną mocą, a on uzyskał kształt purchawki. Po którejś takiej nocy, wyślizgnęłam się z łóżka i wybiegłam z domu, opatulona szalikiem tak, by nikt nie widział mojego oszpecenia. Dermatolog, który był celem mojej wyprawy, początkowo zbagatelizował problem. Udał nawet, że go nie dostrzega, przechodząc do rutynowego badania piersi. Na moje gorące prośby, by zechciał zwrócić na niego uwagę, dotknął go z obrzydzeniem i zalecił okłady z rumianku, mówiąc, że to przejdzie. Ale ja wiedziałam, że nie miał racji. Po jakimś czasie wiedziałam, że kuracja głęboko oczyszczająca i odblokowująca pory, naświetlania lampą oraz medytacja Zen, także nie pomogą. On nabrzmiewał. W pewnym momencie uzyskał rozmiar piąstki, tak, że mieściłby się nawet w miseczce A, ale wzdrygnęłam się na samą myśl o tym. Jakże mogłam postawić go na równi z moimi piersiami? Przecież one, by mi tego nie wybaczyły! Cieszyłam się, że nie usłyszały tej zdradzieckiej myśli. Jednak stało się nieuniknione – nie potrafiłam go już ukryć. Wydekoltowane bluzki i wyzywające sweterki obnażały jego obrzydliwą purchawkowatość i czerwień. Dlatego nie wychodziłam na uczelnię bez szalika. Połowę swojej energii traciłam na ukrycie jego obecności. Pewnego dnia, gdy schylałam się po kartki,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pierwotny lęk przed pryszczem — czytnik · opowiadania