Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 8 min czytania

Pierwsza wojna swiata

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rzeka spływała z gór do rozległej kotliny okolonej wzgórzami. Dalej po kilku progach spadała na szeroką równinę i tworzyła wielkie rozlewisko. Jego brzegi pokrywała bujna roślinność dająca schronienie licznej zwierzynie. Wzgórza na lewym brzegu były podziurawione jaskiniami. Największa z nich składała się z olbrzymiej komory i licznych korytarzy. Mieszkali w niej ludzie, których przodkowie przed laty przywędrowali tam od strony wschodzącego słońca. Ich światem był jeden brzeg rzeki w promieniu kilku dni marszu. Nigdy nie odchodzili dalej, bo mnogość roślin i zwierząt nad rozlewiskiem zapewniała im pożywienie, a jaskinia bezpieczne schronienie. Nie znali też przeciwnego brzegu, bo rzeka w kotlinie – choć nie szersza niż na rzut kamieniem – była głęboka i pełna wirów, a na rozlewisku zbyt szeroka i zabagniona, żeby się przez nią przeprawiać. Żyli w małym, ale dobrze znanym świecie i nie czuli potrzeby poszerzania go ani szukania innego. Czas jednak nie stał w miejscu i niósł nieuchronne zmiany. Któregoś dnia jeden z jaskiniowców zauważył po drugiej stronie rzeki coś dziwnego. Przycupnął pod krzakiem i wytężył wzrok. Na przeciwnym brzegu byli… ludzie. Siedzieli na kamieniach, pili wodę – odpoczywali. Potem ruszyli i zniknęli za skałami. Wtedy on pobiegł do swoich, niosąc wieść o obcych za wodą. Współplemieńcy chcieli biegnąć, żeby zobaczyć przybyszów, ale powstrzymał ich mówiąc, że już poszli. Zrobiło się zamieszanie. Padały pytania o wygląd i broń obcych, lecz on nie potrafił nic o tym powiedzieć. Powtarzał tylko, co widział. W końcu w jaskini zapanowała cisza przerywana jedynie słowami „obcy ludzie”, cicho podawanymi z ust do ust. Od tamtego dnia świat jaskiniowców zmienił się. Nigdy dotąd nawet nie umieli sobie wyobrazić innych ludzi, a tu oto ci „obcy” pojawili się tuż-tuż. Nic o nich nie wiedzieli, ale już sam fakt ich istnienia wywoływał niepokój. Bali się oddalać od jaskini i nawet dzieci nie hałasowały jak zwykle. Ten stan nie mógł trwać wiecznie, bo wkrótce zaczęło brakować jedzenia. Poszło więc kilku łowców na polowanie nad rozlewisko. Schodząc w dolinę, zauważyli dym. Podszedłszy bliżej, zobaczyli ognisko i kręcących się przy nim ludzi. Byli podobni do nich, ale drobniejszej budowy. Jaskiniowcy poczuwszy przewagę fizyczną, przestali się ukrywać. Gdy się zbliżyli, obcy chwycili za broń. Jeden z nich podbiegł kilka kroków, zamachnął się jakoś dziwnie oszczepem i rzucił. Trafił w ziemię tuż pod nogami ludzi z jaskini. W odpowiedzi któryś z nich cisnął z całej siły swoim oszczepem. Nie dorzucił nawet do połowy odległości do obcych. Widząc to, tamci podeszli bliżej, wrzeszcząc i wymachując bronią. Wtedy jaskiniowcy uciekli, zabierając obcy oszczep. Po powrocie opowiedzieli o spotkaniu i pokazali zdobyczną broń. Zademonstrowali też z jak daleka została rzucona, zaznaczając drzewo rosnące w odpowiedniej odległości od jaskini. Co silniejsi zaraz popróbowali rzutów, ale żaden z nich nie dorzucił tak daleko. Wtedy na gromadę padł strach przed nieznanym, uosobionym przez drobnych ludzi, którzy tak niewyobrażalnie daleko rzucali oszczepami. Jaskiniowcy znowu bali się odchodzić zbyt daleko i wkrótce głód zajrzał im w oczy. On przezwyciężył strach i wtedy wszyscy mężczyźni ruszyli hurmem nad rozlewisko, żeby wypędzić intruzów i odzyskać łowiska. Nad rzeką nie było nikogo. Obcy odeszli, zostawiając tylko ślad po ognisku i kilka nadpalonych kości.

Mijały lata. Świadkowie spotkania z obcymi wymierali, ale pamięć o nim żyła w ludzkich głowach i opowieściach snutych przy ognisku. Przypominał je też oszczep przechowywany w jaskini. Z czasem stał się on obiektem szacunku i nikt nie dotykał go…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%