fantastyka · 4 min czytania
"Pierwsze koty za płoty"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
"Pierwsze koty za płoty"
Las nie był gęsty. Blade promienie słońca z łatwością przebijały się przez pozbawione już niemal liści korony drzew, tworząc smugi światła. Było cicho.
Mariusz lubił jesień. W szkolnych latach wcześnie zapadający zmrok i pogrążająca się w letargu przyroda powodowały u niego osobliwy nastrój - poczucie, że człowiek jest tylko małą cząstką natury - trybikiem, których krocie składają się na nasz świat. Gdy wdychał wilgotne, pachnące powietrze, czuł łączność z tamtym czasem - co wywoływało u niego nostalgię, ale jednocześnie radosne uczucie, że ten nastrój co roku powraca.
Słyszał tylko odgłos swych stóp nieznacznie zagłębiających się w grubą warstwę butwiejących liści. Gdy przystanął, cisza dzwoniła w uszach.
Nagle dał się słyszeć szelest. Z zarośli coś wyskoczyło i pognało ścieżką między drzewami. Zwierzę było czarne - tylko tyle chłopak zdążył wypatrzeć. Przeciągłe, upiornie ludzkie miauknięcie przyprawiło go o ciarki na plecach. Przez chwilę chciał uciec, ale, zawstydzony tą krótką chwilą słabości, postanowił pójść za zwierzakiem, którego niebawem dogonił.
Część 22 / 2
To był wielki kot. Prawie czarny, nie licząc białego "krawatu" i tylnej prawej łapy. Przez chwilę spojrzenie kocich ślepiów i wzrok Mariusza spotkały się. Chłopaka zmroziło - kot najwyraźniej gdzieś go prowadził!
Mariusz pobiegł za stworzeniem i za chwilę stanął nad brzegiem jeziora. Kolejne upiorne, a zarazem żałosne miauknięcie rozniosło się echem po opuszczonym pomoście.
Po stworze nie było śladu, ale Mariusz miał już nigdy nie zapomnieć widoku wielkich, błyszczących kocich oczu.
***
- Mamo, mamo, jedziemy? - Mariuszku, jeszcze chwilę, szykujemy kwiaty dla ciotki! -Ciągle kwiaty! Po co ścinać kwiaty, jak one i tak zwiędną i zabite kwiaty