Przyjaźń · 23 min czytania
Pierwsze spotkanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wydaje się, że ten ,,dzień pierwszego spotkania” zdarzył się wczoraj, a było to przecież już jakiś czas temu – 20 lipca 2005 roku. Radosne słońce, żar lejący się z nieba i…. w środku tej przepięknej aury zrezygnowany Paweł. Zrezygnowany i zniechęcony, bo już od kilku miesięcy bezskutecznie poszukujący fajnego, normalnego chłopaka do związku. Niewątpliwie 20 lipca pamiętnego 2005 roku Paweł był już zarabiającym człowiekiem ,, po studiach”, miał niespełna 26 lat i dodatkowo złamane serce. Serce złamał mu ostatni chłopak Piotrek, który rzucając go powiedział na pożegnanie ,,nie masz jaj”. Jak widać - mówiąc o jajach można dotknąć serca. Zdaniem Piotra nieposiadanie jaj było głównym powodem do rozstania. Na to Pawełek – którego niesamowite poczucie humoru nie opuszczało nawet w tak poważnych i dramatycznych momentach życia - zdjął swoje slipki i powiedział ,, A to co?”. Oczywiście realistyczna ta scenka zakończyła się obopólnym śmiechem, niemniej nie mogła uratować związku. Piotrek był nieubłagany i puścił Pawła w trąbę. Od tej pory Paweł zawzięcie szukał chłopaka. Ogólnie uważał się bowiem za człowieka, który nie lubi i nie może być sam. Umawiał się przez więc przez internet, rozmawiał na czacie, wysyłał dziesiątki emaili, dodawał setki ogłoszeń na dennych i płytkich portalach i chodził na randki, które sam sobie w myślach nazwał ,,castingami”. Niestety każdy casting wypadał fatalnie. Pojawiający się kandydat był : za gruby, za gburowaty, albo też za głupi, za dumny, za poważny, za śmieszny, za delikatny etc. Nie to żeby Pawełek był wybredny, ale przecież ktoś ,,na całe życie” musi pasować chociaż trochę. Co prawda część z castingowanych jak usłyszała, że miała być przy boku Pawła ,,na całe życie” uciekała w popłochu, niemniej powyższe Pawełka nie odstraszało. Czasami też mogła odstraszyć już krótka rozmowa z castingowanym młodzieńcem. Przykładowo przychodził taki i już od początku chwalił się swoimi znajomościami ,,Greta Garbo to moja stryjeczna babka” ( garb pasuje ale ta Greta nie bardzo) oraz podbojami miłosnymi, czyli ,,kogo to on nie miał”. Czasami Paweł musiał aż zasłaniać swój ironiczny uśmieszek filiżanką kawy lub kuflem piwa, na śmiech bowiem mu się zbierało, gdy taksował wygląd prelegenta zestawiając go w myślach z jego opowieściami o porażającej liczbie uwiedzionych. Na jednej z takich randek zadano Pawłowi pytanie ,, jakiego żelu do włosów używasz?”. Paweł nieświadomy wagi odpowiedzi wypalił ,, ach wiesz nie pamiętam taki jakiś za złoty pięćdziesiąt” ( wstyd się bowiem przyznać ale faktycznie w tamtych czasach gdy uroda Pawła jeszcze rozkwitała nie musiał się on jeszcze uciekać do drogich kosmetyków). ,, No wiesz co” – odparł na to castingowany chłopak - ,, Jak można, ja za sześćdziesiąt złotych” – po czym wielce zdegustowany opuścił kawiarnię, by nie pokazać się Pawłowi więcej ani razu. Był to chłopak tak brzydki, że nie pomógłby mu nawet żel za tysiąc złotych, więc Paweł nie poczuł żalu a jedynie uznał, że spotkał go wielki afront. Były i inne castingi. Na jednym z nich usłyszał Paweł od studenta medycyny, a przyszłego chirurga plastycznego, że w przyszłości chciałby pacjentom przerabiać nosy, by wyglądały tak pięknie jak jego własny. No cóż można mieć tylko nadzieję, że student ten nigdy nie został jednak lekarzem. Na innym z kolei Paweł zmuszony był wysłuchiwać o seksie w… błocie, którego wielkim amatorem był kolejny z castingowanych. Uwielbiał on w owym seksie poniżenie, wręcz potraktowanie go ,, jak świnię w błocie” – jakkolwiek miało to wyglądać. Na doczyszczonym i wypielęgnowanym Pawle spotkanie to wywarło głębokie acz niekoniecznie apetyczne wrażenie. Głęboko wbijająca się w pamięć była również randka z niejakim Łukaszem, który na powitanie zamiast ,,cześć” powiedział ,, i jak”? ,,Co jak?” - zapytał Paweł. ,, No jak moja nowa fryzura? Sam się obcinałem” , ,, Widać” pomyślał Paweł, lecz głośno powiedział ,,człowieku widzę cię pierwszy raz w życiu, więc nie wiem”. Jednakże Łukasz w ogóle nie słuchał tego co Paweł ma do powiedzenia tylko zalewał Pawła dalszym słowotokiem. ,,Bo widzisz mój kolega który pracuje w dziekanie ( chyba w dziekanacie – pomyślał Paweł) powiedział, że wyglądam super, zajebiście. Od pół roku chodzę do szkoły fryzjerskiej i ,,tyyyle” się nauczyłem. No ok. może dziś nie jest aż tak ok., ale się nie ustylizowałem. Ale wiesz rzucam tą budę, już wszystko umiem, zresztą ciągle mi tam każą zamiatać włosy a to przecież poniżej mojej godności, więc skoro skończyłem semestr to wystarczy, wpiszę sobie w CV, że mam kurs fryzjerski.” Od tego spotkania Paweł pocieszał każdego znajomego, który rzucił studia po jednym semestrze, że zawsze może sobie wpisać w CV, że skończył kurs prawa, medycyny, teologii itp.- w zależności od porzuconego kierunku. Jeśli znajomy skończył dwa semestry Paweł proponował mu by wpisał, że skończył nawet dwa kursy, albo jeszcze lepiej- kurs drugiego stopnia. Wracając do Łukasza oczywistym jest chyba, że Paweł szukał partnera o zgoła odmiennym poziomie intelektualnym. Był i inny Łukasz… Najpierw prawił komplementy, później przyznał się, że ma chłopaka a w końcu powiedział w wielkim sekrecie, że w sumie to chodzi mu wyłącznie o jednorazowy seks. Żeby nie było, że Paweł jest taki święty… Zgodził się bo Łukasz to był chłop na schwał, niemniej ,, było miło ale się skończyło”. I szukania ciąg dalszy. Gdyby jednak tak dalej opisywać kolejnych castingowanych to trzeba by było napisać osobną książkę albo inaczej zatytułować ten pierwszy rozdział. Nawiasem mówiąc później castingi Piotr i Paweł robili już razem, ale to już inny temat. Jak widać więc o kogoś fajnego i normalnego nie było ( i nie jest!) łatwo. Nic więc dziwnego, że Paweł był już bardzo zrezygnowany przed następnym spotkaniem. Tym razem jednak miało być inaczej, ten casting miał być wyjątkowy. Dziś nikt w to nie uwierzy niemniej Paweł naprawdę czuł, że na tym spotkaniu pozna kogoś niecodziennego. Zaczęło się od portalu gaydar, gdzie już od kilku tygodni widniało Pawła ogłoszenie. Należy jedynie wspomnieć, że gaydar – obecnie fellow – nie miał w obecnych czasach tak wielu użytkowników jak dzisiaj. Ogłaszających się gejów z Białegostoku można było policzyć na palcach obu rąk, na dodatek większość z nich nie miało fotografii. Niemniej wśród tej niewielkiej liczby panów Paweł wyłowił jedno ogłoszenie. Ogłaszający się miał mieć 34 lata, być szatynem i posiadać wyższe wykształcenie. Na początek zdaniem Pawła to wystarczało – przynajmniej do tego, by zacząć z nieznajomym rozmowę przez komunikator gg. Osoba, (imię podawało się dopiero przy osobistym spotkaniu) która raczyła odpowiedzieć na Pawła powitanie wysłane przez komunikator – okazała się w rozmowie dość miła i komunikatywna, niemniej za nic nie chciała od razu zgodzić się na spotkanie. Pawła irytowało to tym bardziej, że jego mama co chwila wchodziła do pokoju, czym cały czas przerywała rozmowę, domagając się natarczywie dostępu do komputera. Pawła brała już cholera, bo tu na ramieniu matka, czas leci, a amant po drugiej stronie nie chce się spotkać. W końcu zdesperowany Pawełek napisał swojemu rozmówcy, że proponuje spotkanie dziś o 19.00 pod pubem Knay, albo…. nigdy. A co - niech wybiera. Groźba niespotkania się z Pawłem zrobiła swoje. Osoba po drugiej stronie sieci, również musiała być zdesperowana poszukiwaniem ,,tego jedynego”( później się to potwierdziło) bo zgodziła się już bez zastrzeżeń. Paweł już chciał zamykać gg, gdy zdążył jeszcze na ekranie zobaczyć ostatnie rozpaczliwe pytanie swej przyszłej miłości ,, A jak się poznamy? W co będziesz ubrany?”. Na szczęście ubraniowy zestaw randkowy był już w główce Pawełka w pełni ułożony. Odpisał więc ,, szare spodnie i biały t-shirt z czarnym napisem HDL na ramieniu”. Należy dodać gwoli sprawiedliwości, że zamiast HDL, wyszło Pawłowi HDmL, i Paweł nawet to zauważył. Niestety nie było już czasu na sprostowania, gdyż mama po raz kolejny wtargnęła do pokoju. Paweł machnął więc ręką ,, jak ma mnie poznać to i tak pozna” – pomyślał i w końcu wyłączył gg udostępniając komputer swojej rodzicielce. Następnie poszedł do łazienki gdzie zaczął się szykować i układając misterną fryzurę ( wtedy jeszcze miał z czego, bo obecnie to tylko nanogen albo klinika handsome man utrzymuje włosy Pawła w jako takiej formie) poczuł, że to spotkanie będzie wyjątkowe. Na dodatek w radiu puścili akurat piosenkę zespołu Bajm ,,Ta sama chwila” która zawsze dodawała mu skrzydeł. ,,Tym razem się uda” pomyślał zasmarowując nieliczne niedoskonałości cery fluidem. Należy bowiem w tym miejscu podkreślić, że Paweł szykował się na każdy casting jak na spotkanie z królową angielską wychodząc z założenia, że po pierwsze on też będzie oceniany a po drugie najważniejsze jest pierwsze wrażenie. I nie chwaląc się – po reakcji umawiających się z nim wiedział, że warto inwestować w owo pierwsze wrażenie. W końcu przygotowany wyruszył na umówione spotkanie. Jadąc taksówką ( tu należy zaznaczyć, że Pawełek nigdy nie uznawał innych środków lokomocji – nawet jeśli przymierał głodem) już na ulicy Lipowej ujrzał chłopaka, który opisowi odpowiadał temu z portalu gaydar. Chłopak ów był co prawda odwrócony tyłem i oglądał wystawy sklepowe, jednak Paweł już wiedział, że ,,to ten”. ,,Ten” ubrany był w długie białe spodnie i czarną koszulkę bez rękawów. Z taksówki wyglądał na dość rosłego mocno zbudowanego chłopaka. Pawłowi spodobało się to co zobaczył z tyłu, pomimo to postanowił jednak okiełznać swoje emocje. Ostatecznie facet mógł być z tych co to z tyłu zaczepisz a z przodu przeprosisz. Po drugie nie wiadomo jeszcze na pewno czy to ten. ,, Oby ten” myślał Paweł wysiadając z taksówki pod kinem ,,Pokój”. Do umówionego spotkania było jeszcze około pięciu minut czasu. Mile podekscytowany Paweł postanowił przejść się ulicą Lipową w kierunku z którego nadchodził ,, chyba ten”. ,,Przynajmniej obejrzę go z przodu i jakby mi nie pasowało to nie wrócę pod pub” – myślał logicznie. Ledwie jednak zdążył ruszyć z miejsca zobaczył GO nadchodzącego z przeciwka. Piotr – gdyż jak się później okazało ,, nowy” nazywał się tak jak ostatni ,, były”, był wysokim ładnie zbudowanym szatynem o poczciwym i miłym wyrazie twarzy. Było to widać wyraźnie pomimo przeciwsłonecznych okularów, które miał na nosie i oczach. Piotr okazał się być właścicielem twarzy w stylu ,, tej mordy się nie zapomina”. Jak się okazało w przyszłości miało to swoje plusy i minusy. Na razie jednak buzia ta uśmiechała się szeroko zaś oczy próbowały odcyfrować napis na ramieniu Pawła koszulki. Miało być HDmL – powiedział po chwili z pretensją Piotr śmiejąc się głośno. To była tylko literówka te ,,m” odparł Paweł. I tak – oboje w doskonałych humorach weszli do Knay pubu, gdzie przy piwie kontynuowali tak mile rozpoczętą konwersację. Ani Piotr ani Paweł ( ten ostatni -mimo swej rewelacyjnej pamięci) nie pamięta już dziś o czym właściwie toczyła się rozmowa w ten pamiętny wieczór. Na milion można się jednak założyć, że obaj nie - święci dokładnie obgadali swoich byłych ostatnich chłopaków i to tak, że nie pozostawili na nich suchej nitki. Przez około