Fantasy · 7 min czytania
Pierwszy Mag - rozdział 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział I
(Poprzedni dzień)
Starszy mężczyzna wziął do ręki kartkę i rozpoczął recytację słów, które miał na niej napisane. Znajdował się w niewielkim budynku, o niewiadomej lokalizacji. W środku był tylko drewniany stół, na którym stał prostokątny zegarek wskazujący godzinę 16:59:23. Mężczyzna skończył czytać, odwrócił głowę i ujrzał godzinę 17:00:04. Zamknął oczy. Wyszeptał jeszcze jedno, ostatnie słowo. Natychmiast otoczyła go jasna poświata. Powieki poruszyły się do góry. Starszy mężczyzna ujrzał godzinę 17:00:04. „Sukces” – pomyślał.
…
– Znowu gadał to samo – powiedział krótko Tom. – Ja nie wiem, jak można trzymać kogoś tak starego na uczelni – stwierdziła Anka. Razem z dwójką znajomych stał Mat, a właściwie Mateusz, choć wszyscy mówili na niego właśnie Mat. – A ja nie wiem, jak można co wykład powtarzać to samo, zaczynać od tego samego i kończyć na tym samym. Jestem ciekaw jak będzie wyglądał egzamin – rzucił Mat. – Nie wiem i nie chcę wiedzieć – wzruszyła ramionami dziewczyna. Wyszli razem z terenu uczelni i ruszyli spacerem w stronę przystanku autobusowego. Czekała ich długa podróż do centrum Warszawy. Było już całkiem ciepło, choć zbliżała się dopiero połowa kwietnia. Na przystanku jak zwykle panował ścisk, każdy chciał mieć pewność, że dostanie się do autobusu. Wszyscy zmierzali w jedną stronę, do centrum miasta, a stamtąd rozjeżdżali się do domów. Grupa znajomych postanowiła powędrować w przeciwnym kierunku. Wszystko po to, aby mieć pewność, że dadzą radę wejść do autobusu. Nie byli jedynymi, którym ten pomysł przyszedł do głowy. Kątem oka Mat zauważył Kate z koleżankami. Wzdrygnął się na jej widok i natychmiast odwrócił w stronę powiększającego się, z każdym krokiem, przystanku. – Jesteśmy – odezwała się Anka. – Oby tylko przyjechał o czasie – westchnął Tom. Prawdopodobieństwo było niewielkie, autobus często się spóźniał. Nie na tyle jednak, by było to wielce denerwujące. Miały kolejne minuty. Wreszcie pojawił się obraz autobusu wyłaniającego się zza zakrętu. Mat machnął ręką by mieć pewność, że kierowca faktycznie się zatrzyma. Żółto-czerwona maszyna stanęła na przystanku. Wszyscy pasażerowie weszli do środka, a Mat ze znajomymi zajął miejsca w końcowej części pojazdu. – Idziemy na jakiś browar? – spytał po kilku minutach ciszy Tom. – Ja dziś nie mogę, muszę się zająć bratem. Rodzice jadą do znajomych, zrobię wreszcie jakiś dobry uczynek – odpowiedziała Anka. Mat odwrócił się w stronę dwójki znajomych siedzących naprzeciwko. – Średnio mi się chce… szczerze, nie mam dziś ochoty na piwo. – Cieniasy – skwitował Tom. – Ja nie mam nic ciekawego do roboty, może nawet z nudów się pouczę. – Przydałoby się, może wreszcie zaliczysz semestr bez poprawki. – Bardzo zabawne Mat, bardzo… . Jechali tak dalej, prowadząc rozmowy na różne tematy. Mijali kolejne budynki, drzewa, samochody. Wreszcie wyszli na jednym z przystanków, przebijając się wśród tłumów do metra. Mata, w porównaniu z jego znajomymi, dzieliło do domu już niewiele ponad kwadrans drogi. Pożegnał się z Tomem i Anką, po czym przeskoczywszy barierki w metrze, ruszył dalej w stronę parku. Szarość na…