Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 16 min czytania

Pierwszy znak, rozdział 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

2.czyli wizyta u starego znajomego

-=-^-=-

W korytarzu nie było nikogo prócz niego i blondwłosej sekretarki w stylu Meg Ryan. Alexowi wydało się to dziwne, przy całym tym zamieszaniu wokół sprawy, budynek laboratorium powinien pękać w szwach od reporterów każdej gazety w tym mieście. Faktycznie, wokół budynku dostrzegał ślady życia koczowniczego (charakterystycznego dla homo paparazzi w okresie łowów), takie jak zadziwiająco ruchliwe kosze na śmieci czy drżące pomimo braku wiatru krzewy, zakwitające od czasu do czasu ludzka ręką z aparatem fotograficznym. Alex wyjrzał przez okno. Jeden, całkiem nierzucający się w oczy mężczyzna, po raz 39 w ciągu ostatnich 2 godzin wyprowadzał psa na spacer, jakby uwziął się na te kilka drzewek stojących przed budynkiem laboratorium. Biedny ratlerek niechybnie zginie z odwodnienia w ciągu 2 godzin. Gdzieniegdzie rozmieszczeni byli ludzie tak intensywnie czytający gazety, że ich egzemplarze wyposażone były w dziury, zapewne wypalone spojrzeniami. Przy niektórych gazetach stało po kilku ludzi, te przypominały ser szwajcarski. Wszystkie gazety zwrócone były na okna laboratorium. Macie pecha, pomyślał Alex. Jakimś niezrozumiałym sposobem został wpuszczony do budynku, jakby był umówiony. Czyżby doktor wciąż go pamiętał i zezwolił na wizytę? - Panie Pharez, dyrektor oczekuje Pana – oznajmiła Meg Ryan głosem charakterystycznym dla wszystkich sekretarek wszechświata. Alex podniósł się z perkalowego fotela i wyjrzał jeszcze raz przez okno. Ratlerek ostatkiem sił zraszał właśnie jeden z krzaczków. Krzaczek, ku przerażeniu psiny zaklął i przesunął się 2 metry dalej...

-=-^-=-

- Witam cię, Alexandrze – serdeczność w głosie doktora brzmiała szczerze – minęło sporo czasu odkąd widziałem cię ostatnim razem...- powiedział to tak, jakby na coś czekał. - 19 lat, 4 miesiące i 9 dni, panie doktorze. Mężczyzna za biurkiem nadal patrzył wyczekująco. - ...i 17 godzin, bez 2 minut. Odpowiedź zdała się usatysfakcjonować starszego mężczyznę. - Nadal w pełni sprawny, jak widzę. Usiądź proszę. Alex rzucił okiem na pomieszczenie, w którym się znalazł. Człowiek nie znający doktora Colemana pomyślałby, że pokój bardziej przypomina gabinet psychologiczny niż cokolwiek innego. Alex znał doktora i wiedział, że miał tak wyglądać. Wszystko w tym człowieku zdawało się mówić: „Opowiedz mi o swoim problemie...” - Pewnie zastanawiasz się, hmm, dlaczego cię tu zaprosiłem, pomimo, iż cała reszta twoich, hmm, kolegów po fachu udaje właśnie najróżniejsze elementy otoczenia za moim oknem, hmm? Alex przyjrzał się uważnie doktorowi. Nie pierwszy raz miał wrażenie, że ten człowiek potrafi czytać w myślach. Chociaż, jak się zastanowić, to pewnie potrafi, pomyślał. Doktor był...wyjątkowy na wiele sposobów. Nieprzeciętna inteligencja była tylko wierzchołkiem góry lodowej. Laboratorium Serenity zajmowało się w głównej części badaniem dziwnych, nieraz uznawanych za metafizyczne, zjawisk. Dla pracujących tu ludzi na porządku dziennym był widok dzieci zginających łyżki za pomocą psychokinezy, ludzi porozumiewających się z delfinami czy, jak w przypadku Alexa, wykonujących zaawansowane obliczenia matematyczne w przeciągu kilku sekund i generalnie wiedzących więcej, niż przyzwoitość nakazuje.

-=-^-=-

Nabożeństwo dobiegło końca. Matthew Samajan, młody informatyk rozpoczynający swoją karierę w mało wówczas znanym w świecie uczonych laboratorium, miał już opuścić Cathedral of our Lady of the Angels, gdy jego uwagę przykuł chłopiec, na oko dwunastoletni, samotnie wędrujący wzdłuż ściany. Chłopiec przesuwał ręką po gładkiej powierzchni muru i nucił. Nucił liczby. - Co tu robisz sam, mały? – spytał Matthew zaciekawiony. - Po pierwsze, nie jestem już mały – zaoponował chłopak, wbrew wszelkim oczywistym faktom - i nie jestem sam po drugie. - Przyszedłeś tu z mamą? - Przyszedłem tu do mamy. - A gdzie ona jest? - Wszędzie. Śpiewamy razem kościół. - Śpiewacie w kościele? - Nie, Matt. Kościół. – odparł chłopiec pewnie i ruszył ponownie w swoją podróż wzdłuż ściany. Matthew stał chwilę bez ruchu z twarzą nie wyrażającą nic, po czym wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza podręczny notatnik i zaczął pośpiesznie zapisywać. „22,97; 52,49; 3,14, wszędzie jesteś; 29,56, brzydko, nierówno, 7... Przeczucie go nie zmyliło. Po powrocie do laboratorium zdobył dane architektoniczne budynku katedry. Z początku nic się nie zgadzało. Pilary - 16 m, przekątna środkowej kopuły – 7 metrów, wysokość belki podtrzymującej strop- 9 metrów... po jednej stronie 15mm wyżej, bo w ścianie przechodziła rura kanalizacyjna... Jednak po chwili Matt stuknął się w czoło. Stopy! Dokonał kilku przeliczeń...16 metrów = 52,49 stóp...7 metrów = 22,97 stóp...9 metrów = 29,53 stopy, plus 15 milimetrów...29,56!! No i 3,14, pi... Alex, jako sierota zostawiony na progu katedry, nie miał stałego opiekuna. Księża nie mięli nic przeciwko temu, by laboratorium, a ściśle sam Matthew, przygarnął Alexa. Tak zaczęła się jego przygoda z laboratorium. - Alex? – mruknął Matt, otwierając chłopcu drzwi swojego Forda, tydzień po pierwszym spotkaniu. - Co? - Wtedy w kościele... skąd wiedziałeś, jak mam na imię? - Ale ty gupi jesteś, masz je napisane na tablicy rejestracyjnej, MATT 306. - Mieszkam dwie przecznice stąd. Do kościoła nie przyjechałem wtedy samochodem. Alex wzruszył ramionami i wrócił do patrzenia przez okno - No to co? - Aha.

-=-^-=-

Tak, to prawda, B.K. Coleman nie był zwykłym szarym człowiekiem. Używanie słów takich jak „iż”, czy zwracanie się do niego per „Alexandrze” były najmniejszymi z jego odchyłów. - Tak się domyślałem, że dostałem się do wewnątrz, bo mnie pan zna, doktorze. Nie sądziłem tylko, że będzie pan wciąż pamiętał. – odparł Alex, zgodnie z prawdą. - Nigdy nie zapominam moich pacjentów i ich...hmm, nazwijmy to chorób moich pacjentów. Nigdy. A zwłaszcza tak... charakterystycznych. - I, jak rozumiem, wprowadzi mnie pan w tajniki całej tej historii z meteorem? - Podpowiedział Alex, pamiętając, po co się tu znalazł. - A ty, jak rozumiem, opiszesz każdy szczegół w kolejnych wydaniu całej tej swojej gazety? - Tak. - Nie. - Nie? - Nie. To czego się tu dowiesz, powinno zostać wewnątrz tego budynku...i, hmm, w twojej głowie. Twoja pomoc może okazać się niezwykle przydatna, jednakże nagłaśnianie całej sprawy w mediach nie wyjdzie nam wszystkim na dobre. Nie teraz. – Doktor wręczył Alexowi kartkę papieru z napisanym adresem – pojaw się tam jutro, skoro świt, a dowiesz się wszystkiego od początku. Żadnych notesów. No dobrze, pomyślał Alex, czas użyć bardziej bezpośrednich środków perswazji. Pora na popisową lekcję wzbudzania litości. - Doktorze, ja...mam 2 dni na napisanie reportażu na temat tego meteoru. Ja...nie mogę tego sknocić. Obiecałem szefowi... - O to się nie martw, z twoim szefem już to, hmm, załatwiłem. Będziesz miał swój reportaż. W odpowiednim czasie. Alex zrobił dobrą minę do złej gry. Czuł, jak wagonik wypełniony po brzegi jego karierą zawodową właśnie wjechał na czyściutkie i nowe szyny. Szyny niechybnie i szybko kierujące się w stronę dużego szyldu z napisem: „Torowisko w budowie”...

-=-^-=-

Budzik zadzwonił punktualnie, to trzeba mu przyznać. Problem w tym, że z budzikami już tak jest, że człowiekowi ciężko się z nimi zgrać, żeby obudzić się akurat, jak dzwonią. Producenci w swej niekonsekwencji pozornie radzili sobie z tym, sprawiając, aby rzeczone budziki wyły kilkanaście decybeli głośniej. Doprowadziło to do sytuacji, w której obudowy tych poczciwych urządzeń okazały się niewystarczająco odporne na wszelkiego rodzaju... wypadki, które zaczęły się im przytrafiać. Otóż właśnie budzik Alexa nie należał do najwytrzymalszych. Liczne wgniecenia i rysy świadczyły o tym, że właściciel ceni sobie sen. Może ze starości, a może wiedziony czystym, pierwotnym lękiem o przetrwanie, budzik nie zadzwonił. - Alex- głos w słuchawce brzmiał uprzejmie, aczkolwiek dało się wyczuć sugestię zniecierpliwienia – myślałem, że mamy podobne wyobrażenie tego, co ja nazywam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pierwszy znak, rozdział 2 — czytnik · opowiadania