Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Pies

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jestem psem, wiecie? Mam teraz chwilkę, bo czekam u weterynarza na zabieg, więc coś wam opowiem, dobra?

Dużo jest w życiu zła, a przekonałem się o tym wielokrotnie oglądając telewizję z moją rodziną czyli z Mamą Tatą i małą Zosią. Widziałem te wszystkie okropieństwa, które ludzie sami sobie robili i nie mogłem tego pojąć, jednak jestem tylko psem więc nie muszę wszystkiego rozumieć. W związku z całym złem, które mogłem obejrzeć chciałem podzielić się z wami moją historią bo jest optymistyczna i z pewnością poprawi wam humor, a skoro ten wariat zna język psi i chce to pisać to czytajcie.

Na wstępie, powiem krótko, że do rodziny Mamy, Taty i małej Zosi trafiłem kilka miesięcy temu. Od razu ich pokochałem. Pamiętam, że w dniu kiedy się u nich pojawiłem, ciągnięciu za uszy, głaskaniu i drapaniu po brzuchu nie było końca. Nawet, kiedy w ferworze zabawy, rozpędzony nie mogłem zahamować na śliskiej podłodze i przewróciłem wielkie iglaste drzewo, które z jakiegoś powodu znalazło się wtedy w domu, to i tak wszyscy deklarowali, że mnie kochają, a ja już wtedy wiedziałem, że będę kochał tę rodzinę całym moim psim sercem i tak zostało do dzisiaj.

Jasne, że nie było idealnie, bo pierwszych kilka miesięcy musiałem się sporo nauczyć w kwestii załatwiania się, nienadgryzania pantofli i niewyciągania rzeczy z toreb leżących na podłodze, ale w końcu się udało, a ile było przy tym zabawy, tarmoszenia za uszy, ciągnięcia za ogon i przyjacielskich kuksańców od Taty i Mamy. Na samo wspomnienie tamtych czasów łezka mi się kręci w oku, ach…

Spacery, rzecz jasna, lubiłem i lubię. W czasie spacerów poznałem pana Staszka, który często przesiadywał na ławeczce pod naszym blokiem i zawsze znajdował czas na to, żeby mnie pogłaskać. Moją słabość do spacerów zauważyła też moja rodzina i już w okolicach lata postanowili przygotować mi wspaniałą niespodziankę. Kiedy Zosia wyjechała, Tata zabrał mnie na wycieczkę samochodem. Przepadam za jazdą samochodem. Pamiętam, że jechaliśmy wtedy bardzo, bardzo długo. Po jakimś czasie Tato zatrzymał auto i wysiedliśmy żeby rozprostować kości. Kiedy tylko drzwi się otworzyły wystrzeliłem w pole ile sił w łapach i biegłem tak długo aż zorientowałem się, że nie wiem gdzie jestem, a wysoka trawa nie pomagała w ustaleniu miejsca, z którego przybyłem. Trochę pokręciłem się po okolicy, ale w końcu jestem psem i oczywiście odnalazłem miejsce gdzie wcześniej zatrzymał się samochód jednak nikogo już tam nie było.

- „No tak” – pomyślałem – „Tato czekał i czekał zniecierpliwiony, aż w końcu postanowili poszukać mnie gdzie indziej. Znowu mu przysporzyłem kłopotów. Ta moja niefrasobliwość.”

Byłem zły na siebie. Postanowiłem się jednak nie załamywać i szybko odnalazłem drogę do domu. Z uwagi na dużą odległość jaką pokonaliśmy samochodem, mój powrót trwał kilka dni, a po drodze miałem małą sprawę z samochodem, który trochę mnie uszkodził kiedy beztrosko wtargnąłem na jezdnię. Po tej przygodzie zacząłem kuleć na jedną nogę, ale nic sobie z tego nie robiłem bo jestem psem, który lubi przygody. Myśl, że w domu czeka na mnie rodzina dodawała mi energii i napędzała mnie, a biorąc pod uwagę deficyt jedzenia musiało mi to starczyć.

W końcu, po kilku dniach wędrówki, wróciłem do domu. Pod blokiem znalazł mnie pan Staszek, którego bardzo zaniepokoiło to, że mam kontuzjowaną nogę. Od razu odprowadził mnie do Taty i Mamy, którym skoczyłem w ramiona przy powitaniu, a zaraz potem pobiegłem do swojej miski, której jednak nie było tam gdzie zawsze.

- „Oj zgrywusy” – pomyślałem o mojej rodzinie – „Schowali.”

Po tej przygodzie odpoczywałem kilka dni, ale już po tygodniu czułem się na siłach i mogłem dokazywać jak wcześniej. Co prawda, noga trochę jeszcze bolała jednak nie mogłem narzekać. Tata bardzo dbał żebym się nie męczył zbyt mocno i spacery zapewniał mi krótkie. Prawdziwy przyjaciel, wiedział czego mi trzeba.

Wkrótce pojawił się plan kolejnej wycieczki. Tym razem pojechaliśmy z Tatą do lasu. Wysiedliśmy z auta i Tato wziął mnie na spacer. Nauczony poprzednim doświadczeniem, ze względów bezpieczeństwa, założył mi smycz, łebski facet. Szliśmy tak przez jakiś czas kiedy to Tato zatrzymał się i przywiązał mnie do drzewa bo, z całą pewnością, chciał się wysikać, a z takim psiakiem jak ja to nie byłaby łatwa sprawa. Stałem więc tak przywiązany do tego drzewa i widziałem jak Tato się oddala.

- „Ale wstydliwy” – pomyślałem.

Po pewnym czasie zorientowałem się, że Tato nie wraca.

- „Zgubił się” – pomyślałem – „Wcześniej ja, teraz on, ale afera”

Tym razem postanowiłem jednak trochę poczekać żeby nie było sytuacji, w której ja szukam Taty, a Tata mnie w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pies — czytnik · opowiadania