Fantasy · 17 min czytania
Pieść Pokoju - Interludium cz1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
{b}Siła Modlitwy{/b}
Babcia skończyła wyplatać ostatni wianek z polnych kwiatów i kłosów żyta, sięgnęła po swoją drewnianą „przyjaciółkę" i powolnym bolesnym krokiem, podpierając się laską, wyszła na zewnątrz. Porządny fotel z siedziskiem obszytym wypchaną tkaniną, czekał na ganku, przywoływał staruszkę obietnicą wytchnienia i kusił wizją spokojnej drzemki. Korpulentna kobieta dała mu się uwieść i rozsiadła wygodnie, kierując twarz w stronę słońca. Czerwieniący się okrąg wisiał bardzo nisko nad horyzontem, a spod lasu sunęła fala szarej mgły. Wieczory i poranki nadal bywały chłodne, więc zimno ciągnęło od podłogi i zalegało na stopach, ale Babci najwidoczniej to nie przeszkadzało.
- Całe szczęście zaraz noc... - westchnęła, wyciągnęła z fartucha paciorki do modlitwy i zaczęła nucić ludową piosnkę.
Noc zawsze przynosiła spokój, zakrywała to, co cielesne, pozwalała duszy rozpostrzeć skrzydła i wzlecieć lekko w mrok bezmiaru. Kobieta już czuła ból ustępujący z umęczonych czasem kończyn, dar umiłowanej matki.
Sielankę przerwało rozpaczliwe wołanie dobiegające zza węgła chaty. Młoda dziewczyna biegła jakby ją czarty goniły.
- Idą, idą tutaj, Babusja!
- Kto idzie, Aliona?! - spytała Babcia, przerywając kojące kołysanie w bujaku.
- Ruskie diaboły, Babusja. Ci najgorsi! - Aliona padła staruszce do kolan i łapała powietrze łapczywymi haustami.
- Kadyrowcy?
- Tak, Babusja. Oni... Mordują i gwałcą.
Część 22 / 6
- Aliona, wiem, że się strachasz, wszystkie się boim, ale musisz być dzielna. - Babcia uniosła dygoczący podbródek dziewczyny, której czarne jak węgiel włosy kontrastowały z alabastrową cerą i krwistymi ustami - Do nocy już niedługo. Może dotrwamy, a może oni odpuszczą.
- Oni nie odpuszczają, nie oni, Babusja.
- Słuchaj mnie uważnie. - Złapała Alionę za policzki i spojrzała w szkliste oczy. - Trzeba Dariję schować, nie mogą jej psy czeczeńskie w łapska swoje plugawe...
Krzyki i odgłosy strzałów nadleciały od przedpola.
- Idź, Aliona, zbierz dziewczyny w chacie modlitwy, a Dariję, ją pod podłogę. Szybko!
- Ale Babusja myśli...?
- Gnaj już! - Staruszka pośpieszyła młódkę, która podwinęła lnianą suknię i pobiegła na poletko, na którym grupka kobiet w różnym wieku pieliła wokół nowalijek.
Babcia z trudem wstała z siedziska, spojrzała na słońce, wymamrotała coś, ściskając paciorki i bardzo powoli zeszła po skrzypiących schodach jednej z czterech chat rozstawionych wokół centralnego, o wiele większego i bardziej posępnego budynku.
Tam właśnie zamierzała się udać, do domu Matki Robacznicy.
Pokonując kilkunastometrowej długości klepisko, musiała robić przystanki na oddech i na każdym z nich złorzeczyła pod nosem: dla osoby w jej wieku taka samotna wyprawa stanowiła nie lada wyzwanie, a nadszarpnięte wojną nerwy podrażniane ciągłym bólem kości, nie potrzebowały wiele, żeby zmaterializować gniew w niecenzuralne słowa. Aż do tej wiosny Babcia żyła w przekonaniu, iż wojny odeszły wraz z minionym stuleciem, a nowe czasy i ich konflikty to już problem potomnych. Zawiodła się na tym świecie i to nie po raz pierwszy.
Część 33 / 6
Pogrążona w myślach nareszcie dotarła do wielkiej szopy. Pchnięcie skrzydła sypiących się drzwi poprzedziły ciche słowa:
- Zdajemy się na ciebie, Matko.
Kolejna salwa strzałów rozszarpała ciszę wieczoru; tym razem padły o wiele bliżej, tuż za miedzą warzywnego poletka. Wszystkie mieszkanki tej zapominanej przez świat osady czekały już we wnętrzu domu modlitwy. Ogromne pomieszczenie wypełniał zapach ziół i kwiatów, a z sufitu zwisały girlandy powiązanych nicią suszonych grzybów i małych zasznurowanych woreczków. Starsze matrony ściskały młodsze dziewczęta za ramiona. Wszystkie kobiety niezależnie od wieku nosiły proste lniane giezła, a ich czarne gęste czupryny zdobiły starannie zaplecione wianuszki z kwiatami rumianku i konwali.
Babcia omiotła wzrokiem całą grupę ściśniętą w centrum izby. Stłoczyły się przed słomianym chochołem w płaszczu z bydlęcej skóry. Jego twarz trwożyła pustymi oczami wyrytymi w drewnianej bielonej masce, a kapelusz z szerokim rondem przywoływał na myśl bajki o wiedźmach.
Staruszka splunęła przed wejściem i końcem kija nakreśliła jakiś znak w progu. W głębi pomieszczenia panował półmrok przełamywany przez rozpalone tu i ówdzie lampy oliwne oraz promienie wieczornego światła, które zaglądały przez liczne szczeliny w ścianach.
- Darija gdzie? - spytała Aliony, zbliżywszy się do grupki kobiet.
- W ukryciu, Babusja; razem z Ionną.
- Dobrze - oświadczyła staruszka i uderzyła kilkukrotnie drewnianą lagą w podłogę. Delikatny rytmiczny stukot odpowiedział nieśmiało spod desek. Babcia pokiwała głową twierdząco i z pomocą wiernej przyjaciółki dołączyła do reszty kobiet.
- Nie strachać się, może pójdą w diabły! - skłamała: nawet ona nie wierzyła w to pobożne życzenie, ale nie mogła poczynić inaczej.
Część 44 / 6
- Czeczeńskie czarty! - Polina, znacząc twarz głęboką odrazą, splunęła na podłogę.
- Nawet z diabołami, można się układać - wysapała Babcia. - Nie martw... - przerwała.
Deski na schodach przy wejściu zaskrzypiały pod ciężarem masywnych ciał. Cienie na podłodze ukazały kilka niewyraźnych sylwetek, przesłaniających światło, które prześlizgiwało się pod drzwiami. Skrzydło wiszące na leciwych zawiasach, nagle wpadło do środka. Młodsze dziewczyny zakwiliły. Do izby wparowało dwóch brodatych wojskowych w rosyjskich mundurach i wycelowało karabiny w stłoczone kobiety. Cichy pisk rozszedł się po chacie. Babcia stała spokojnie, mierząc intruzów wzrokiem. Widziała jak wieczorne słońce czerwieni się i wycofuje. Musiały dotrwać, przetrwać jeszcze trochę.
- Ruki vverkh! - wrzasnął jeden z kadrowców, który wparował jako pierwszy.
Starsze kobiety posłuchały i uniosły ramiona, większość młódek też, tylko mała Olenka wpadła w histerię.
- Skazhi yey zatknut'sya! - warknął jeden i wskazał lufą na dziewczynkę.
Staruszka podeszła do przerażonej dziewczynki i szepnęła jej coś do ucha. Olenka przytaknęła, ocierając policzki z łez. Próg przekroczył jeszcze jeden mężczyzna. Zrobił to powoli, tak jakby napawał się przerażeniem, które gęstniało w powietrzu.
- No, no, no... Chyba nam się dziś poszczęściło: takie kwiaty znaleźć w paskudnym bajorze gnoju, jakim jest ten kraj.
Głośny rechot zadudnił w chacie.
Część 55 / 6
Wysoki, nieco otyły mężczyzna z pociągłą twarzą i czarną kozią bródką podpalił papierosa, zaciągnął się dymem i jeszcze raz spojrzał na grupę przerażonych kobiet, wykrzywiając przy tym gębę w podły grymas.
- A wasze chłopy, gdzie? - rzucił pytaniem, wybałuszając rybie oczy.
- Na wojnie, ojczyzny bronią! - sarknęła Babcia.
- Ojczyzny, he... Toć to już mateczka Rosyja. My przecie tej samej ojczyzny teraz bronim. - Rozłożył teatralnie ręce, a rechot ponownie rozbrzmiał dudniącym echem. - To co, babushka! Pomożecie weteranom z frontu?
- Czego chceta?! - syknęła Babcia.
- My tylko ciepła i miłości szukamy. Nie, chłopaki?
- No toć przecie! - przytaknęli jednogłośnie hersztowi Ramzanowi Kadyrowi, który z przyklejonym uśmieszkiem na twarzy wyrzucił memłanego peta na deski i podszedł do Aliony.
- Jak masz na imię? - spytał, ściskając jej podbródek, a potem pierś.
Splunęła mu w twarz.
Część 66 / 6
Uderzył z otwartej dłoni z taką siłą, że upadła na podłogę i wypluła krew.
- Ukraińska suka! Myślałaś, że my was ruchać będziem? My was brudne, parchate sabaki, nawet osrać nie chcemy!
Kopnął Alionę w brzuch.
Spod podłogi dobiegł stłumiony pisk.
- Wy tu, babuszka, myszy macie takie, że ho, ho... - zadrwił Kadyrowiec. - Lecha! - zawołał do kompana i dał znak ręką, żeby coś mu podał.
Rosły drab obleczony resztkami kamuflażu sięgnął za pas, wyciągnął siekierę i podał hersztowi. Ramzan uderzył żeleźcem w podłogę. Kobiety zaczęły krzyczeć, a Babcia sięgnęła do kieszeni fartucha i wyciągnęła zeń rzemień z nawleczonymi dziwacznymi kamyczkami.
Kolejne uderzenie wybiło dziurę w podłodze, którą Ramzan rozorał kilkoma kopnięciami i zajrzawszy pod deski, uśmiechnął się paskudnie, po czym sięgnął ręką głęboko w ciemną wnękę.
Dziecięce krzyki rzucane w twarz oprawcy, nie zrobiły na nim wrażenia. Kadyrow chwycił za gęste czarne włosy i wyciągnął z otworu szamoczącą się istotkę. Za nią wyskoczyła Ionna i zaczęła wściekle drapać herszta, który trzymał wierzgającą Dariję.
W końcu drugi z bandy odciągnął dziewczynę i spacyfikował uderzeniem w brzuch. Kilka kobiet chciało rzucić się z