Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

Piesek musi się wyspać...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kocica Bamberka kuleje. Dzieci przychodzą i opowiadają, że łapę ciągle w powietrzu nosi. Łapiemy ją w końcu, oglądam łapsko. Zero kolca, niespuchnięte czyli osa odpada. Dzwonię do weterynarza. Jedziemy. Facet ma około 45 lat. Wysoki. Postawny. Komunikatywny. Opowiada o swoim kocie. Przygarnął, kiedy jeden z jego znajomych chciał go zastrzelić, bo 'dzieci kupiły yorka i kot przestał je interesować'. Wymieniamy opinie o kotach. Jego przygarnięty jest łazęgą, zwiedza okolice, pałęta się tam i tu. Jest śliczny, puchaty, rasowy. Mówię o naszej Bamberce. Że jest jak pies. Od domu nie odejdzie. Na odpowiednio zaintonowane 'kiszikiszi' przybiega natychmiast. Miła rozmowa. Córka cały czas głaszcze kocicę, pociesza, że 'jeszcze chwila' i że 'zaraz jedziemy do domu'. Łapa nie jest złamana. Trzy zastrzyki. Za pierwszą serię zastrzyków nie płacę. Weterynarz oznajmia, że 'rozliczymy się' po wszystkich zastrzykach. Pojutrze poprawka. Godzinę po zastrzyku kocica przestaje kuleć. Zastanawiam się na sensem podania kolejnych zastrzyków. W umówionym terminie dzwonię do weterynarza. Mówię jak jest i pytam czy mam po prostu podjechać i zapłacić za pierwszą wizytę czy mimo wszystko trzeba podać zastrzyki. Ostatecznie lekarz decyduje, by jeszcze zastrzyk podać.

Jedziemy samochodem do weterynarza. Bamberka głośno mruczy w klatce. Córka siedzi obok niej, w foteliku. Wkłada palce przez kraty klatki, głaszcze kocicę po pysku. 'Wszystko będzie dobrze' - pociesza.

Schodzimy wąskimi schodami do gabinetu. W poczekalni na krześle leży mała, niebieska torebka i czarny lekki sweter. Z gabinetu słychać głosy. Nie ma drzwi, gabinet kryje przedłużona ściana. Operacja była koniecznością - głos weterynarza. Córka ciekawie zagląda do gabinetu. Mamo, tam leży pies, na stole, ma chyba operację... Biedny piesek... - mówi. Zabiłam go! - słychać nagle głos kobiety! To ja go zabiłam! Kobieta szlocha. Zrobiła pani wszystko, by go uratować - mówi weterynarz. Chwila ciszy. Spokojnie zaśnie - głos weterynarza. Nie! Nie mogę na to patrzeć! - kobieta krzyczy i mijając nas wybiega na zewnątrz. Obcy pies. Obca kobieta, a ja czuję, że cała dygoczę. Mamo, dlaczego ta pani płacze...? - pyta córka, wystraszona. Spokojnie, pies miał operację, musi teraz wypocząć, pospać. Jego pani bardzo się martwi - mówię, starając się zachować spokój. Weterynarz rozmawia z mężczyzną, który został wewnątrz. Znowu nie można rozszyfrować słów. Mija około dziesięć minut. Córka ogląda w poczekalni ulotki, zadaje pytania i głaszcze Bamberkę przez druty klatki. Kobieta…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Piesek musi się wyspać... — czytnik · opowiadania