Inne · 3 min czytania
Pieśń Jabłoni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W moich liściach delikatnie szumi wiatr. Podnoszę ku Słońcu me ramiona, brzemienne od niezliczonych jabłek. Jest mi ciepło, błogo, nie muszę zastanawiać się nad sensem istnienia. Po prostu istnieję. Niestety, nie jest to prawdą. Co nie zmienia faktu, że pragnąłbym być jabłonią. Chciałbym być zatopiony w słodkiej, pachnącej ciepłymi jabłkami egzystencji. Chciałbym czuć przepływ energii we wszystkich częściach mego ciała, od korzeni aż po czubki liści. Promienieć tą energią. Czerpać z ziemi spokój, z wiatru muzykę, słodycz z deszczu, ze słońca miłość. Może w następnym życiu będzie mi to dane. Póki co, straszliwie cierpię. Cierpię, uwięziony w ciele, nad którym nie mam pełnej kontroli. Codziennie toczę bój o to, by wydostać się na zewnątrz, przebić przez szare zwoje mózgu. I codziennie padam na ziemię, pokonany przez własną niemoc. I wciąż próbuję - bez rezultatu. Słowa, które wypowiadam, zlewają się w niezrozumiały bełkot. Ruchy, które wykonuję, sprawiają mi ból. Niezgrabne, kalekie, chaotyczne. Najgorsze jest to, że jestem tego świadomy. Czuję jak mnie karmią, ocierając delikatnie z brody resztki jedzenia. Patrzę w ich oczy i widzę tam mieszaninę obrzydzenia, współczucia, żalu i litości. To jest najbardziej…