Fantasy · 7 min czytania
Pieśni nie będzie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Promienie słońca wlewały się do pokoju przez niechlujnie zamknięte okiennice. Na stole resztki wczorajszej kolacji obsiadły muchy walcząc między sobą o każdy kawałek zostawionego mięsa. Kropla po kropli wino z przewróconego kubka ściekało na podłogę. W pokoju panował zaduch. Po podłodze walały się części ubrania, sztućce, broń. W rogu pomieszczenia na drewnianym łożu leżał mężczyzna. Około czterdziestoletni, nieogolony, spał z szeroko rozrzuconymi ramionami i chrapał głośno. Kiedy do jego zamkniętych powiek dotarł padający zza okiennic promień światła, który od dłuższego czasu wędrował po łożu przez chwilę rozbłyskując w klindze miecza przytroczonego u boku śpiącego, mężczyzna poruszył się. Jego ręka powędrowała do twarzy, jakby chciał odgonić niesforny promyk. Bezskutecznie. Jakby igrając z potężnym mężczyzną, promyk przesunął się w kierunku drugiej powieki. Mężczyzna otworzył oczy. Powoli usiadł na łożu. Przetarł oczy wierzchem dłoni. Zniesmaczony rozejrzał się po pokoju. „Stanowczo muszę się ożenić” – pomyślał z sarkazmem. Łomot do drzwi. – Czego? – warknął. Drzwi uchyliły się powoli. Służący ostrożnie wsunął głowę do pokoju. Choć przebywał na dworze niedługo, dobrze wiedział, czym może skończyć się próba budzenia kapitana królewskiej straży. – Kapitanie, nasz król chce Cię widzieć natychmiast w sali tronowej – powiedział śledząc ostrożnie każdy ruch mężczyzny. Niejeden jego kolega długo musiał leczyć guzy od butów kapitana, przed którymi nie zdążył się w porę usunąć. - Kiedy zaczyna się narada? – spytał mężczyzna. - Panowie radzą już od pół godziny. - Psiakość, czemuś mnie wcześniej nie obudził? - Bałem się – szczerze odpowiedział służący szybko opuszczając już pokój. Trzasnęły drzwi. Kapitan zaklął pod nosem. Szybko wstał założył buty, sprawdził, czy miecz dobrze leży w pochwie i niezwłocznie wyszedł w pokoju. Jak można kazać czekać królowi tak długo? Musi pamiętać, żeby ostro natrzeć uszy temu pachołkowi. Szybkim krokiem przemierzał zamkowe korytarze. Żołnierze mijając go prostowali się sprężyście i podnosili ręce w pozdrowieniu. Kapitan odpowiadał niedbale.
***
To było największe i urządzone z największym przepychem pomieszczenie w zamku. Sala tronowa - wysokie sklepienie otulone jedwabiem, piękne marmurowe kolumny, potężne posągi obitych w stal rycerzy. Pośrodku, przy okrągłym stole siedziało kilku mężczyzn. Ich strój, postawa i spojrzenie świadczyło o tym, że nie byli to zwykli obywatele królestwa. Wszyscy siedzieli uważnie wpatrując się w starca, który jako jedyny stał przy stole pokazując coś na rozłożonej mapie. Mówił coś głośno gwałtownie gestykulując. Przerwało mu skrzypienie wielkich drzwi. Mężczyźni obrócili się w kierunku wejścia. - Kapitan królewskiej straży – zaanonsowano wchodzącego mężczyznę. - Doprawdy Ryszardzie, na spotkanie z królem mógłbyś się przynajmniej porządnie umyć – przywitał go stojący przy mapie starzec. - Królu – Ryszard uklęknął pochylając głowę. - Wstań Ryszardzie. Nie czas na ceremonie. Kapitan skinął siedzącym przy stole mężczyznom. W sali zebrali się praktycznie wszyscy władcy Północnych Księstw. Był Ruryk z Fiordów, Tasot – władca bagiennego księstwa Nasyria, Godrik z gór i kilku innych, równie znaczących książąt i lordów. - Panowie – wracając do mapy król Barion III, władca Północnego Królestwa, miał zatroskaną minę. – Sytuacja nigdy nie była jeszcze tak…