Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Piłka w potrzasku

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedziałem w nieskazitelnie zielonym gabinecie lekarskim, a jedyne, co pamiętam najlepiej, to zielona piłka . Miała mi pomóc. - Co to ? - zapytałem - Lekarstwo - odpowiedział skupiony lekarz. No tak, przecież wiem. Mogłem nie pytać. - A na jaką chorobę? - Na wiele. Na twoją również. Leczy ludzi w tym przybytku. - powiódł oczyma dookoła. - Leczy niekonwencjonalnie. Spełnia marzenie. - Moje również? - zapytałem - Być może. - Więc dziś jest szczęśliwy dzień. - odparłem z kpiną. To był ostatni lekarz u jakiego próbowałem wyleczyć moją chorobę. - Dzień, w którym poznałem piłkę. - A czymże dla ciebie jest piłka? - Tym samym, co dla Pana. Lekarstwem. Lekarz zmarszczył czoło. - Nie, dla mnie piłka jest małą piłeczką. Leży sobie o tu, na biurku. Czy leczy, nie wiem. Mnie nigdy nie wyleczyła. Ale moja choroba jest i tak nieuleczalna. Dobrze jednak, że się rozumiemy. - Powiedzmy. Mnie męczą koszmary. - powiedziałem i czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. - Ciebie? Tak. Ciebie wyleczy. Ale nie mnie. Ja jestem poszukiwaczem i muszę znaleźć dopiero moją piłeczkę. Ty masz już swoją. Wiesz, że zielony to kolor nadziei? Nie trać jej. - A Pan co zrobi tymczasem? - Ja? Ja poszukam Graala. - Co Pan przez to rozumie, mówiąc: poszukam Graala? - To coś, czego się szuka. No tak, znów jesteśmy w punkcie wyjścia. - A jakiego Graala Pan szuka? - Mojego własnego. Zielonego. A w nim będzie piłeczka. - Więc każdy może znaleźć swojego Graala? - Jeśli umie szukać. Ten lekarz należał chyba do rodzaju tych, którzy sami powinni się leczyć. Cóż. Oni też mają dar leczenia. - Ale mojego nie widzę. - wzruszyłem ramionami - Widzę samą piłeczkę. - Powiedzmy, że ten schemat nie zawsze ma zastosowanie. - Proszę Pana, wyjaśnijmy jedną rzecz. - zrobiłem poważną minę. - Pan nie będzie oszukiwał mnie, a ja Pana. - Nie oszukuję. - Ale mówi Pan inaczej, niż inni doktorzy, u których się leczyłem. - Powiedzmy, ze ja jestem...specjalny. W końcu to niezwykłe miejsce. - Dom wariatów. - Ależ nie. To tylko dom chorych. Ty również jesteś chory. Ale chyba nie chciałbyś być nazywany wariatem. - Przypuśćmy, że nie. - przewróciłem oczami - Przypuśćmy. - Więc kim ja jestem? - Ty od teraz jesteś Pacjentem piłki. - Nie Pana? - Nie. Ja będę tylko nadzorował. - Więc już chyba wyjaśniliśmy sobie większość? - Dokładnie wszystko. Może wypisać ci receptę na odchodne? - Na co? - Na co chcesz. Na przykład, na witaminy. Na specjalne, tylko dla Pacjentów piłki. Weź je z myślą o piłce i o tym, że jutro do mnie przyjdziesz.

* Co się tyczy piłki, nie ruszyła się ani na krok. Leżała nadal niewzruszenie na biurku i nie było widać żadnego Graala obok. Jak dla mnie, to chyba bujda. Łykam witaminy, myślę o piłce, a tu nic. Nie wierzę w to. Mimo wszystko, siedzę w zielonym gabinecie, patrząc na lekarza w sterylnie białym kitlu i na moje lekarstwo i wybawienie. - Co konkretnie cię dręczy? - Pająki. - odparłem - Wszędzie pająki. Owijają mnie w swoje niecne sidła, oblepiają siecią i robią ze mnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Piłka w potrzasku — czytnik · opowiadania