Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

Pionki (cz.1)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Jesteś pewien Pawn, że niepotrzebna ci już pomoc? – Zapytała Julita zamykając powoli drzwi do stodoły. Pewnym ruchem rozłupałem ostatnią kłodę drewna. – Tak możesz iść – odparłem. – Zaraz ci tylko zapłacę i…. – Nie robię tego dla pieniędzy – oznajmia stanowczo. – Po śmierci ojca zostałeś sam z całym gospodarstwem. Pojedyncza osoba nie da sobie rady dlatego… – Wiem, o co ci chodzi – przerywam jej. Odłożyłem siekierę na miejsce i spojrzałem na nią. - Ojciec mi zawsze powtarzał, żebym zawsze odwdzięczał się za uzyskaną pomoc. Więcej niż pół korony ci nie mogę dać, ale chociaż tak się odwdzięczę. Julita przez chwilę przygryza nerwowo dolną wargę a w dłoniach mieli swój szary czepek. Patrze i nie mogę wyjść z podziwu dla jej urody. Jasne długie blond włosy splecione w długi warkocz obwiązany wokół głowy by nie przeszkadzał w robocie. Jeszcze jej oczy. Zielone jak świeża wiosenna trawa. Czyste i pełne życia. Przystojna dziewczyna dla przystojnego chłopaka. Czyli nie dla mnie. - Poczekaj tu a ja zaraz przyniosę sakiewkę – obracam się na pięcie i biegnę do chałupy. Dom jest mały z trzema pokojami. Kuchnia, duży pokój z kominkiem i sypialnia z dwoma łóżkami, którą kiedyś dzieliłem z ojcem. Kiedy tata żył bywały takie momenty, kiedy marzyłem tylko o tym, by mieć własny pokój. Teraz będę miał dla siebie nie cały pokój, ale cały dom oraz gospodarstwo. Aż chce się powiedzieć uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić. Ojciec miał racje, kiedy mówił, że lepiej, jeżeli niektóre nasze życzenia pozostaną niespełnione. Sakiewkę wypełnioną dwudziestoma pięcioma srebrnymi orłami zgarnąłem z zamykanej na klucz szkatułki w dużym pokoju. Zgarnąłem ją i szybko wrócił na dwór gdzie dalej czekała Julita. Podszedłem do niej i wcisnąłem jej pieniądze niemal na siłę. - Bierz proszę i się nie kłuć. Dobrze wiem, że u was ciężko. - Ale tak brać pieniądze od przyjaciela? Mimowolnie się uśmiechnąłem. Z powodu rozległych oparzeń na moich ciele nie mam zbyt wielu przyjaciół. - Nie dostajesz ich za nic – oznajmiam. - Teraz wracaj do domu, bo niedługo zapadnie noc i uważaj na siebie. - Ty też na siebie uważaj Pawn – woła na pożegnanie,

Stary zegar z kukułką wybił północ a ja dalej nie mogłem spać. Z braku lepszego pomysłu zapaliłem w dużym pokoju lampę oliwną i usiadłem na starym krześle pokrytym skórami dzikich zwierząt. Ojciec bardzo lubił to krzesło. Kiedy byłem mały często siadał na tym krześle, brał mnie na kolana i opowiadał różne historie. Piękne czasy, które już nie wrócą. Zamykam oczy i wsłuchuję się w ciszę. Jest ona taka smutna, taka dołująca. Mam ochotę krzyczeć. Tylko co mi to da? Jestem sam i muszę się z tym pogodzić. Moje pogrążanie się w smutku przerwało energiczne pukanie do drzwi. Kogo niesie o tej porze? - Kto tam!? - wstaje z fotela i sięgam po pogrzebacz stojący koło kominka. - Zmęczony i głodny wędrowiec mający długą podróż za sobą! Szukam noclegu i strawy, a i dobrem napitkiem nie pogardzę! Powoli podchodzę do drzwi. - Gospoda jest niedaleko. To tam powinieneś szukać noclegu. - Byłem, ale karczmarz wyrzucił mnie za podrywanie jego córki. Zatrzymałem się. - Hildy? - Nie wiem jak miała na imię, ale cycki miała genialne. Może otworzysz, bo tak przez drzwi źle się rozmawia nie sądzisz? Odciągnąłem żelazną zasuwę i otworzyłem drzwi. - Mam jedno wolne łóżko i mogę poczęstować zupą. Co do napitku tylko mięta. Wędrowiec na chwilę skrzywił się na dźwięk słowa „mięta”, ale zaraz potem znów się uśmiechnął. - Jakoś przeżyję młodzieńce.

Mężczyznę zaprowadziłem do dużego pokoju, a potem udałem do kuchni. Nalałem do małego kociołka trochę zupy jarzynowej, rozpaliłem w kamiennym piecyku i zostawiłem na ogniu. Szybko wróciłem do dużego pokoju. Czułem się nieswojo goszcząc obcego w domu. Zevra to mała wioska i wszyscy się tu znają. W gospodzie czasem można spotkać podróżnych, ale to i tak rzadko. Byłem podekscytowany, a zarazem przerażony. Facet, mimo że na pewno był już sporo po czterdziestce to wydawał się pełen życia. Wysoki, dobrze zbudowany o dłoniach wielkich jak bochenki chleba. Włosy ścięte na jeża, jak i broda były całkowicie siwe. Jedyną rzeczą jaka przeczyła jego wiekowi to jego oczy. Były one pełne życia. Mężczyzna siedział na drewnianym krześle mojego ojca. Po lewej stronie tuż obok spoczywał pokaźnych rozmiarów plecak z masą kieszonek i przegródek. - Zupa zaraz będzie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pionki (cz.1) — czytnik · opowiadania