Fantastyka · 15 min czytania
Pióro pisarza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Antonio wrócił do mahoniowego biurka i postawił w jego górnym rogu – z dala od zapisanych kartek – kubek świeżo zaparzonej herbaty. Jej owocowy aromat rozwiał się po całym ubogo urządzonym pokoju, owinął kilka mizernych półek wypełnionych grubymi tomiszczami oprawionymi w skórę i wymknął się przez szczelinę w oknie. Antonio zdjął rękawiczki pozbawione palców i złożywszy je obok kubka, usiadł. Krzesło zazgrzytało pod jego ciężarem, a podłoga zadrżała. Pióro, leżące przed chwilą równolegle do złożonych kartek, poturlało się, kierując w stronę krawędzi biurka. Antonio niespiesznie powstrzymał je przed upadkiem, ujmując w prawą dłoń. Umościł się wśród fałd grubego kożucha, a szyję oplótł ciaśniej szalem. Im bliżej było do wschodu słońca, tym bardziej przenikliwe zimno dawało o sobie znać, wsiąkając kroplami rosy do małej izdebki przez szczeliny między deskami stanowiącymi ściany i dach. Antonio wziął niewielki łyk herbaty, grzejąc przy tym ręce o gorący kubek. Odstawiwszy go, oblizał szybko wargi i końcówki siwych wąsów i zatarł ręce. Książka, która leżała teraz przed nim w uporządkowanych stronicach była prawie skończona. Został mu jeszcze do napisania tylko epilog i najważniejsze – słowo: „Koniec”, które jest uwieńczeniem każdej książki (mimo że często tylko w rękopisie), a u pisarza w wywołuje skrajne emocje. Rozpacz – wynikającą z nieprzymusowego pożegnania się z historią i bohaterami – i radość, że już wszystko się skończyło – można spokojnie posłać książkę w świat, podzielić się niż z innymi… i zarobić. Nie da się ukryć: najbardziej Antonio potrzebował pieniędzy. Pisał dniami i nocami, gnany nieodpartą potrzebą uściśnięcia swojej Rosalii. Małej pięcioletniej Rosalii, którą miesiąc temu zabrano mu do domu dziecka. Musiał zdobyć pieniądze, by ją odzyskać. By znowu pojawiła się w jego ramionach, by oboje mogli poczuć się bezpiecznie i żyć razem. Musi to zrobić dla siebie, dla Rosalii i dla swojej ukochanej żony Inez. Antonio ujął ramkę ze zdjęciem pięknej brązowookiej kobiety. Popatrzył chwilę na nią ze smutkiem, a później powiedział zachrypniętym głosem: – Obiecuję ci, że ją odzyskam. Będziemy szczęśliwi i nie pozwolę jej o tobie zapomnieć. – głos mu się załamał, więc szybko odstawił zdjęcie i ukrył drżące wargi w końcu szalika. Nagle poczuł przejmujące zmęczenie, więc przetarł oczy dłonią i odkaszlną zalegającą mu w przełyku flegmę. Świeca, przy której pisał przez większość nocy powoli już zaczęła przygasać, więc wymienił ją na nową i dopiero wtedy, oblizawszy stalówkę pióra, zaczął pisać epilog.
Zajęło mu to mniej czasu niż myślał. Wschodzące słońce dopiero formowało nad horyzontem filoetowo-pomarańczowy płaszcz światła, gdy książka była już gotowa. Trzymająca pióro dłoń Antonia opadła za oparcie krzesła, a lewą sięgnął on po kubek, zimnej już herbaty, z którego od chwili rozpoczęcia pisania epilogu nie ubył nawet jeden drobny łyk. Antonio, nie wiedząc, kiedy, zasnął na krześle otulony kożuchem i porannym śpiewem ptaków, wpadającym przez okno. Obudził go nieprzyjemny stukot, a gdy otworzył oczy, poraził je słoneczny blask. Pisarz poluźnił nieco szalik i wyswobodził się z objęć kożucha. Słońce ogrzewało przyjemnie jego twarz – sprawiało, że było mu niemal gorąco. Zniknęła gdzieś mgła, wydobywająca się z jego ust i nosa jeszcze pół godziny temu. Antonio spojrzał nieprzytomnie na stos stron, leżący przed nim. Dokładnie sto pięćdziesiąt trzy kartki zapisane równym pismem od krawędzi do krawędzi. Przejechał dłonią po zaschniętym już atramencie, tworzącym drobne czarne szlaczki na beżowym tle strony. Brakowało tylko jednego słowa. Antonio oderwał plecy od oparcia krzesła. Poczuł, że jest cały spocony, ale nie zwrócił na to większej uwagi. Rozbieganym spojrzeniem zaczął szukać pióra na blacie biurka. Gdy go nie znalazł otworzył długą szufladę. Wtedy kątem oka zobaczył pióro, leżące na podłodze. Dopiero teraz uświadomił sobie, że zasnął z nim w ręku i to odgłos jego upadku go obudził. Pisarz zamknął szufladę i ze stęknięciem schylił się i podniósł pióro. Wyprostował się i przysunął z krzesłem do biurka. Miał zamiar napisać to słowo dużymi ozdobnymi literami. Miała to być dla niego jedna z tych przyjemności, którą się celebruje i doświadczenie jej odwleka w czasie. Przekręcił pióro w palcach kilka razy i zbliżył do ust, zahaczając o dolną wargę, a następnie polizał stalówkę. Powoli zaczął zbliżać ją do ostatniej strony swej powieści. Dotknął nią kartki i poczuł przyjemny dreszcz, rozchodzący się po jego ciele wzdłuż karku i kręgosłupa. Nagle przyjemność przyćmił potworny ból głowy. Dłonie Antonia zaczęły drżeć, tak, że przypadkowo docisnął on stalówkę zbyt mocno do kartki, aż czarne krople wytrysnęły z jej wnętrza i otoczyły ją swą drżącą stało-płynnością. Pisarz nieświadomie wypuścił pióro, a ono zatoczyło koło i wylądowało większą częścią za stosem tak, iż jego stalówka nadal dotykała pierwszej strony. Antonio, pomimo otwartych oczu nie widział już nic – czarne i różowe plamy nie znikały, mimo wielokrotnego panicznego mrugania. Poczuł, że jego żołądek przeszywa palący ból, a w przełyku piętrzą się już wymiociny. Przełknął ślinę kilka razy przez zaciśnięte gardło. Pisarz zaczął dyszeć, a jego dłonie bezwładnie wędrowały po biurku, rozmazując czarne krople atramentu po kartce i zrzucając z niego kubek i zdjęcie (obie rzeczy roztrzaskały się z hukiem), i własnym ciele – głównie po twarzy. Zemdlał wreszcie po kilku minutach agonii. Jego głowa opadła na nieco porozrzucane po biurku kartki. Już po straceniu przytomności jego płuca wypluły znaczną ilość krwi. Popłynąwszy czerwonym strumieniem po zapisanych niedawno słowach, dotknęła stalówki pióra, wsiąkając w nią i mieszając się z atramentem. Rosalia miała już nigdy nie zobaczyć taty i izdebki, w której wychowywała się przez pięć lat. Miała zapomnieć o swoich rodzicach i samotnie umrzeć w domu dziecka na krztusiec trzy lata po tym, jak zabrano ją od ojca.
***
– Ile za to pióro?! Henry wszedł pewnym krokiem do antykwariatu i od razu zwrócił się do sprzedawcy, kulącego się za ladą. Chłopak szybko poderwał się z klęczek. Henry usłyszał, jak kilka pudełek, które sprzedawca najprawdopodobniej układał na półkach za ladą, przewraca się. – Dzień dobry, pani Ojeda. Czym mogę służyć? – zapytał szybko chłopak, czerwieniąc się na twarzy. – Interesuje mnie pióro, znajdujące się na wystawie. Może mi je pan pokazać? – Oczywiście, panie Ojeda. Chłopak w mgnieniu oka opuścił swoje stanowisko i już wracał do Henry’ego z podłużnym ozdobnym pudełkiem w jednej i piórem w drugiej dłoni. Pudełko położył na ladzie, a pióro podał delikatnie Henry’emu. Gdy mężczyzna przewracał je w dłoniach, dokładnie oglądając sprzedawca mówił: – Znaleziono je w domu zmarłego pisarza, któremu nigdy nieudało się wybić – Antoniego Espino. Niestety, pisarstwo to często niewdzięczny zawód. Mamy w antykwariacie parę jego zbiorów opowiadań, pisanych głównie dla dzieci. Jeżeli byłby pan zainteresowany to… – Nie, za opowiadania dziękuję. – przerwał mu Henry zamyślony i nadal wpatrujący się w pióro. – Proszę przedstawić mi szerszą historię tego arcydzieła. Chłopak uśmiechnął się, widząc, że pan Ojeda jest już niemal zdecydowany, co do zakupu pióra. – Tak, więc zostało ono zrobione najprawdopodobniej około roku tysiąc osiemset piętnastego przez Francuza…