Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 8 min czytania

Piosenke mozna zapomniec, ale czyjas smierc?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Upadła na wilgotną trawę. Lekko uderzyła głową o kamień, z nosa puściła się krew. -Daniel! Daniel! -Krzyczała ostatkiem sił. -Nie zostawiaj mnie tak! Nie mam już siły. Daniel!-Chłopak szedł szybko nie oglądając się za siebie. Podarta koszula, nogi poprzecinane ostrymi zaroślami, zaschnięta krew na stłuczonych kolanach. Ociekał potem. Otarł dłonią czoło, podparł się na kiju i przyspieszył. -Daniel! -Dziewczyna szlochała. Miała potargane włosy, brudne ubranie, przekrwione oczy. Po chwili przystanął. - Marta... Ja, ja już nie wiem, co robić... Zginiemy tu! -Nie! Zobaczysz! Ale pomóż mi! Zaczepiłam się o konar, daj mi chusteczkę, sama nie wstanę, błagam.... -Popatrzył na nią smutnym wzrokiem. Przed sobą widział tylko mgłę, ciemne szlaki gór i ośnieżone szczyty. - Musimy ich odnaleźć! -Marta przestraszyła się. Nigdy jeszcze nie widziała takiej paniki w oczach chłopaka. -Przytul mnie, musimy trzymać się razem. Nie martw się, przynajmniej umrzemy razem... -Ale ja nie chcę umierać słyszysz?! Nie chcę! Jak możesz tak w ogóle mówić?!!! -Nastała cisza... Dziewczyna nie mogła sama iść pod górę, więc podpierała się o jego plecak. -Jestem głodna... -Wiem! Myślisz, że ja nie jestem! Marta!!!!! -Daniel! Co się dzieje? Nie krzycz na mnie! To przecież nie moja wina, że się zgubiliśmy!- Rozpłakała się. -Przepraszam. Już cicho, nie rycz proszę. Objął ją ramieniem, lecz nie mogła się uspokoić. Łzy mieszały się z zadrapaniami, z krwią, brudząc kolejne partie ciała i ubrań. -Nie drżyj, to nic nie da. Zimno ci? -Nie, ale się ciebie boje. -Boisz? Boże! Marta przestań, choć tu... Już cicho, będzie dobrze, zobaczysz... Załamał mu się głos. Choć daj mi rękę. Pobiegnijmy chwilę, bo nas zastanie noc. -Ale ja jestem taka zmęczona i wszystko mnie boli... No dobrze, pobiegnijmy. -Tułali się kolejne półtorej godziny. Słońce zaczęło zachodzić. -I, co teraz? Zaraz będzie ciemno! Daniel...- Patrzyła na niego błagalnym wzrokiem. -Nie wiem co... Przenocujemy gdzieś... Może znajdzie się jakaś jaskinia... -Jaskinia? To straszne... Ratunku!!!! Pomocy!!!!- zaczęła krzyczeć. -Zamknij się idiotko! I tak nikt nas tutaj nie usłyszy! Wyrwała jego rękę, pobiegła przed siebie i znów runęła o ziemię. Stoczyła się kilka metrów ze stromego wzgórza. Leżała na brzuchu bez tchu. Nie ruszała się. -Marta! Poleciał do niej od razu. Marta! Ocknij się słyszysz! -Otworzyła oczy. -Marta! -Przytulił ją do siebie. Wyciągnął z kieszeni kromkę. -To już ostatnia, zjedz. -Nie, nie chce. To twoja kromka. -No jedz! -Nie. -Jedz słyszysz!!!! Jedz! Jedz!!!!! Marta!!!! Jedz tą głupią kromkę do cholery!!!! -NIE!!!!! -To nie! Zamachnął się i rzucił ją w przepaść. -Co ty... To ty zrobiłeś.... Daniel!!!!! -Nie wiem... nie wiem co zrobiłem, nic nie wiem. Zostaw mnie, to wszystko przeze mnie jak zwykle! Potem będzie na mnie, twoja matka poda moją do sądu. Jeszcze ich wsadzą! Bo ten durny wyjazd był moim pomysłem. Nienawidzę się! -Chłopak odwrócił głowę. Zauważyła, że szczęki mu drgają, spłynęło kilka łez. -Uspokój się. To nie twoja wina. Mi też jest trudno. Chodź tu, chodź. Położył głowę na jej kolanach i płakał jak dziecko. -Ciii, już dobrze. -Marta ja nie chciałem tego, nie chciałem, żebyś prze zemnie umarła.... -Wiem, ale jeszcze nie umarłam głuptasie. –Uśmiechnęła się blado przez łzy. Noc spędzili w kamiennej rozpadlinie. Było bardzo zimno, mimo, że ich ciała były niemalże złączone. Chłopak obudził się pierwszy. Niebo było szare i ciemniało z minuty na minutę. Słońca nie było w ogóle. Marta uniosła powieki, lecz nie miała siły się podnieść. Leżała tak dłuższą chwilę. Zaschło jej w ustach. Zauważył, że się obudziła. -I jak ci się spało? -Przestań... -Co? -Czuję się okropnie... Daniel, co z nami będzie? -Nie wiem... Usłyszeli pierwsze grzmoty. -Boże, zaraz będzie padać! Mam dreszcze i chyba gorączkę - dotknij. -Faktycznie, jesteś strasznie rozpalona. Jezu! Co ja zrobiłem! -Ty? -Tak ja,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Piosenke mozna zapomniec, ale czyjas smierc? — czytnik · opowiadania