Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Pisałem list

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pisałem szybko, starałem się nie myśleć o interpunkcji czy ortografii. Ołówek jak na złość przysłaniał okruszkami grafitu słowa, w których wyznawałem Jej miłość, nie pierwszy raz zresztą. Świeca pochylała się nad listem, jakby chcąc odczytać słowa niewyraźne. Po parapecie skakały, jak oszalałe, kropelki deszczu, bez zapytania brudząc szybę okna. A ja dalej pisałem, świeca domagała się większej ilości wosku, ale nie zważałem na nią, ważne, że nie sprzeciwiła się przeciwko mnie, świeciła dalej. Kropelki potu wystąpiły mi na czoło przypominając o gorączce, wtedy to było mało ważne, musiałem pisać list. Przerwałem pisanie sięgając po szklankę z wodą. Piłem szybko i łapczywie, krople wody chciały udowodnić swoją wyższość nad kroplami deszczu, więc bez pardonu poleciały na list robiąc niejakie spustoszenie w słowach: „tęsknię”, „czekam”, „kocham”. Nie starałem się tego suszyć, nie było czasu, a Ona i tak się doczyta. Musiałem ponownie naostrzyć ołówek. Do tego celu posłużył stary, ale mimo wszystko ostry nóż. Ołówek niemym krzykiem zaczął protestować, na co od razu zareagowała świeczka. Wesoły płomyczek ulotnił się wraz z siwiuteńkim dymem, gdzieś w stronę szpar okiennych. Zakląłem głośno, liście za oknem oburzyły się na wypowiedziane słowa i zaczęły smagać szybę, która i tak była molestowana kropelkami przez deszcz. Gdyby nie mdły blask latarni za oknem, nie znalazłbym świecy, która przeczuwając, że nadchodzi jej chwila poturlała się na sam koniec szuflady. Zacząłem jej szukać nerwowo, a palce raz po raz odskakiwały kłute przez drzazgi. Nawet szuflada była po stronie świecy. W końcu się udało. Chwila zastanowienia i już sięgałem po zapałki do dziurawej kieszonki na piersi. Jedna, druga, trzecia, w końcu czwarta zapałka nie wytrzymała presji i zaświeciła jasnym płomieniem, ale żeby pokazać swoją dziarskość, ugodziła mnie niemiłym zapachem siarki wprost w nozdrza. Zapaliłem świecę, a zapałkę wrzuciłem do szklanki z wodą, niech wie, że jest tu tylko na usługi. Na czym to ja skończyłem. Ach tak, pisałem Jej czy nie może przyjechać do mnie w następną niedzielę. Przeczuwając, że nie będzie mogła, skreśliłem niedzielę, a do spotkania zaangażowałem sobotę, pewnie znajdzie chwilkę. Robiło mi się strasznie gorąco, może to świeczka zaczęła mocniej świecić, a może to gorączka domagała się snu. Mimo wszystko wstałem zdenerwowany i otwarłem okno. Widać było, że świeczka tylko na to czekała, od razu zaczęła eksponować swój płomyczek w przeróżnych pozycjach, ale bojąc się, że skończy jak zapałka, nie zgasła. Orzeźwiający, zimny wiaterek zapukał w okno i nie czekając na zgodę wtargnął do pomieszczenia. Tym razem bosym stopom nie odpowiadał taki obrót sprawy, bo panicznie zaczęły szukać choćby skarpetek i tak już znienawidzonych za ich przepocone myśli. Zapisałem już kilka kartek i zabierałem się za następną, ale wiedziałem, że na tej za wiele nie napiszę, bo już kończyłem list. Jeszcze parę słów o staruszce mieszkającej pode mną i o przypalonych kotletach sąsiada z góry. Kotlety te dziennie wołały o pomoc, stukając w szyby okien okropnym zapachem spalenizny i brakiem wprawy. Data, podpis. Gdzie ja podziałem koperty, myśli szybko zaczęły wertować plan pokoju i wskazały na szafę stojącą w rogu, niedaleko tapczanu. Wstałem niechętnie i skierowałem się ku szafie. Wciąż bose stopy napotkały po tej drodze

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%