Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 10 min czytania

Pisarzyna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Temat! Rozumiesz? Temat! Ma być piękny, ma być wzniosły, ma być literacki. I oryginalny. O-ry-gi-nal-ny! Słyszysz? Wymyśl coś, nie wiem, zatrudnij blond-laskę, która zrobi ci dobrze, jeśli tylko to ci pomoże. Nie interesuje mnie, jak to załatwisz! Masz być twórczy, kumasz? Ja jestem od ubierania w słowa, ty od pomysłów. Masz dwa, góra trzy dni. Potem wylecisz! Jasne?! – zakończył telefoniczną rozmowę, naciskając klawisz z czerwoną słuchawką. Usiadł. Jego kariera wisiała na włosku. Wiedział, że jeśli w przeciągu najbliższych dni nic się nie zacznie dziać, będzie już po nim. Ludzie zapomną, krytycy pożrą go żywcem. - Jestem od ubierania w słowa – powtarzał sobie. - Od ubierania, ubierania, ubiera… Wyjrzał przez duże okno. W zasięgu wzroku miał tylko dwa rzędy zieleniących się brzóz, przedzielone dróżką, na którą od strony jego domu padał cień. Uważny obserwator za drzewami – z obu stron – mógłby dostrzec zagrody, po których przemykały niewielkie, rozmyte postacie - konie. Ale nie on. Miał przecież ważniejsze sprawy na głowie. Poświęcanie uwagi pierdołom, jak przywiązywanie wagi do czegokolwiek, miał za nic. On tylko jasno ustalił zasady. Krajobraz jak z kiepskiej tapety komputerowej, w mniemaniu większości szarej masy odbiorców uchodzący za „poetycki”. Niewielki domek. Jakieś pole, ale nie za duże. I dostał. Wszystko. Dokładnie takie, o jakie poprosił menadżera, kiedy tłumaczył mu, że wyjazd na odludzie jest mu BEZWZGLĘDNIE potrzebny. Nie potrafił zrozumieć jego zdziwienia - przecież KAŻDE DZIECKO wie, że dobry poeta czy pisarz to nie jakiśtam społecznik, tylko mieszkający na odludziu dziwak, rzekomo poszukujący natchnienia w przyrodzie. W pokoju dało się słyszeć najpierw klaskanie, potem pierwsze takty jednego z popularniejszych utworów wybitnego twórcy, którego muzyka poruszała serca. W końcu musiał kreować swój image! Odebrał. - Mam! – powiedział głos, nie przedstawiając się. - Coś nowego, świeżego, oryginalnego. Temat dla ciebie. Chciałeś na opowiadanie, myślę, że z tego można by powieść zrobić, ale jak wolisz… Słuchasz? Usiądź! Padniesz z wrażenia! - Nie mogę się już doczekać – odpowiedział Pisarzyna. - Historia dziewczynki. Kilkuletniej, myślę. Im mniejsza, tym lepiej. Ludzie będą bardziej współczuć, wzruszać się i takie tam. Jesteś? Uważaj! Dziewczynki, która… straciła rękę, bo wpadła pod kombajn! No! Dobre to jest, świeże, podrobisz jakoś, tak, jak ty to umiesz, poruszysz serca i takie tam.

- Chyba cię popierdoliło! Mówiłem: literackie! Li-te-rac-kie! Czy hartowane palce podajnika ślimakowego są literackie?! Łożyska wytrząsaczy klawiszowych są literackie? Albo noże harowania? Cep? Czy cokolwiek, co ma związek z kombajnem, jest twoim zdaniem literackie? Zwłaszcza w połączeniu ze straszną tragedią niewinnego dziecka?! Stary, dawałem ci trzy dni. Ale tą propozycją kompletnie mnie rozpierdoliłeś. Masz jeszcze dzień. Ma być słoneczko, mają być pszczółki, motylki, kwiatuszki, ma być fiu bździu w głowach i sielanka totalna, rozumiesz? – rozłączył się. Usłyszał pukanie do drzwi. Dziwne – mruknął, ale zaciekawiony poszedł otworzyć. Stała przed nim kobieta, której zdecydowanie nie powinno tam być. Na oko dwudziestoparoletnia, ubrana w pielęgniarski fartuch długowłosa szatynka o wydatnym biuście i smukłej sylwetce. - Co jest, do kurwy nędzy? – powiedział do siebie w myślach. - Co panią do mnie sprowadza? – zapytał już na głos, uśmiechając się przy tym nieszczerze. - Zastrzyk. - Słucham? - Zastrzyk. Miałam zrobić komuś zastrzyk. Pani… - zaczęła sięgać do torebki. Wyjęła jasnobrązowy, perłowy błyszczyk, komórkę, wreszcie dokopała się do kalendarza. – Pani... – śledziła wzrokiem linijkę po linijce – o, jest! – Pani Helena – zakończyła dumnie. Pisarzyna zamyślił się. Dokładnie wiedział, że chodzi o jego sąsiadkę. Jedną z dwóch, które w ogóle miał. Starszą, schorowaną panią, której losem nigdy się zresztą szczególnie nie interesował – bo i po co?

***

- Więc jest pani pielęgniarką środowiskową? – zapytał. - Studentką. Na praktykach – odpowiedziała. - I dobrowolnie chce się pani skazać na niskie zarobki, udział w strajkach, niewdzięcznych pacjentów? - Chcę pomagać ludziom. - Interesujące – powiedział, dodając w myślach: naiwna. - A pan? Co pan teraz pisze? - Właśnie w tym problem, że nic. - Dlaczego? - Nie mam natchnienia, rozumie pani. Niemoc twórcza, zdarza się w tym, ekhem… zawodzie. Pokiwała głową ze zrozumieniem. Nie potrafił od niej oderwać oczu. Było w niej coś, czego nie było w jego dotychczasowych kobietach. Coś intrygującego. Jego uwagi nie przykuwał jej wygląd wizualny – choć, owszem, było na czym oko zawiesić – ale błysk w oku, kiedy opowiadała o swoim poczuciu misji i innych takich tam mało istotnych sprawach.

*** Leżeli na jego dużym łóżku pod atłasową pościelą. - Napisz

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pisarzyna — czytnik · opowiadania