Filozofia · 4 min czytania
Płacz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ona siedzi wśród szklanych drzew z wolna pali rosyjskie papierosy na tronie z pustych butelek wina z roczników, których jeszcze nie było spogląda na mnie idealnie niewyraźnie gwałtownie podziwiam jej stopy odziane w płatki szkarłatnej róży pyta, dlaczego oplułem jej grób ja tylko starłem włosami ślinę ściąga ze mnie habit, czuję chłodny wiatr spogląda na moje wychudzone ciało patrzy na biblię w mojej dłoni i wiem wiem, że brakuje wielu cennych stron przykro mi, ale musiałem się jakoś ogrzać gdy szukałem jej pośrod śniegów wspomnień gasi papierosa na mej piersi uśmiecham się i wypuszczam dym ustami nagle mówi szczepcząc, czy było warto? znowu się uśmiecham i zaczynam czytać ze ściany
pierwsze lata całowałem depresję kolejne szukałem drogowskazu w białym dymie piękny wąż popchnął ku przeznaczeniu podczas wędrówki spotkałem człowieka z biblią obiecał mi ukojenie i spokój spoliczkowałem go twoimi rękawiczkami przyjął wyzwanie i spojrzeliśmy w niebo minęły kolejne lata i sekundy wtedy nagle zrozumiałem gdzie mój spokój wygrałem z brodatym człowiekiem jego strata, zawisł na krzyżu a ja szukałem ciebie krążyłem po niebieskiej kuli żywiąc się nadzieją, że spotkam cię jeszcze raz i utonę w twych gorzkich łzach że usłyszę twój płacz
wodzę wzrokiem wśród szklanych drzew z wolna palę rosyjskie papierosy na tronie z pustych butelek wina z roczników, których nigdy nie będzie spaceruje przede mną doskonale nerwowo niemal słyszę śpiew jej myśli, nie rozumiem ani nuty pytam, dlaczego musiałem aż umrzeć, by ją odnaleźć ona tylko nie wytrzymała żalu ściągam z niej liście, czuję żar w sercu spoglądam na jej pięknie przeciętne