Fantasy · 12 min czytania
Płacz księżyca
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawno, dawno temu, żyła sobie piękna dziewczyna o imieniu Błecharis. Żyła w małym miasteczku z babcią, a obok ich domku było jezioro. Sama zajmowała się gospodarstwem. Był też taki zwyczaj że wieczorem pod pałacem zbierały się dziewczęta aby popatrzeć na królewnę. Błecharis wolała jednak chodzić nad jezioro i rozmawiać z księżycem. Wystarczyło że podeszła do brzegu i klasneła w ręcę i już unosiła się w góre. Siadała na niego i rozmawiała z nim o dniu, żaliła się, rozśmieszała go, czasami też skromnie się chwaliła, gdyż nie należała do dziewcząt próżnych. I tak mijał jej czas. Pewnego wieczoru, gdy jak zwykle biegła nad jezioro, zastała swego przyjaciela całego w perlistych jak kryształ łzach. Podeszła do brzegu i klasneła w dłonie i uleciała do niego. -Dlaczegóż, płaczesz?- zapytała tuląc się do niego. Och, powiedziano mi że już niedługo strace swój blask-załkał Ale dlaczego?- teraz i ona się rozpłakała Bo... bo ja zgubiłem mój klejnot życia- zapłakał głośniej A cóż to takiego?- spytała Błecharis. To coś, dzięki czemu żyję. Jak wiesz, jestem jedynym ciałem niebieskim które może z tobą rozmawiać, a jest tak dlatego gdyż miliony lat temu, kiedy to, tworzyły się planety, czarodziej dał martwym organizmom życie, przez danie im klejnotu życia. Wtedy to właśnie, pojawił się Czarny Pan. Wielki i okrutny. Uwięził czarodzieja, a tych którzy nie zdążyli uciec przeciągnął na złą stronę. Teraz tylko czarodziej może mi pomóc, ale spotkanie się z nim jest nie możliwe- ponownie się rozpłakał. Ależ, dlaczego? Ja mogę tam pójść!- zawołała odważnie. Nie możesz. Czarny Pan cię nie wpuści. Nie ma już dla mnie ratunku- szepnąła A właśnie że mogę. Musze cię uratować, jesteś dla mnie jak brat który mnie rozśmniesza, jak mama która pociesza gdy jest mi źle, jak ojciec który nie widzi mych wad i jak przyjaciel najserdeczniejszy ze wszystkich- powiedziała i przytuliła go.- Więc powiedz co mam zrobić. Możesz coś zrobić. Ale jest to niebezpieczne. Wyślę cię tam, będziesz musiała go uwieść, gdyż tylko miłość może rozgrzać mu serce. Ale za to gdy już się zakocha, zrobi dla ciebie wszystko, tylko... bądź delikatna!- zawołał i wysłał ją, w kosmos. Po paru minutach, Błecharis dotarła do bardzo ponurego miejsca, gdzie co chwile popychały ją, malusieńkie gwiazdeczki. Niepewnie ruszyła do wielkiego pałacu. W wejściu stało dwóch, groźnie wyglądających stworów. Prze...przepraszam. Czy mogłabym wejść do środka?- spytała nieśmiało. Grzepszomógłchioplmfm- wybełkotał jeden ze strażników. Wezmę to za nie.- powiedziała i cofneła się prędko, ale strażnicy złapali ją i zaprowadzili do wielkiej komnaty. Spojrzała w góre i spostrzegła pięknego młodzieńca który patrzał na nią z zaciekawieniem. Czym mogę panience służyć?- spytał serdecznie Ja... ja zgubiłam się.- powiedziała Błecharis, gdyż tylko to przyszło jej do głowy. Chyba nie mogę ci pomóc, ale... mogę sprawić ci schronienie. W mym zamku jest wiele komnat w których mogłabyś zamieszkać. Nie obawiaj się, mam dla ciebie wiele pięknych strojów, nie będziesz chodzić w tych szmatach. - wskazał na jej porwaną sukienke i zniszczone trzewiki.-Gwiazdki zaprowadżcie ją do komnaty. A ty piękna pani, przyjdź do mnie na kolacje Ale ja... - zaczeła dziewczyna, ale w tem kilka gwiazdek zaczeło ciągnąć ją do wielkich schód i chwilke później była już w pięknym pokoju. Było tam prześlicznie. Marmurowe podłogi, firanki z aksaitu, wielkie łoże z baldachimami, a w wielkiej szafie... ach, tyle sukienek, chyba nawet sama księżniczka takich nie ma. O bok, było chyba ze sto par pantofelków. I było tam też wielkie lustro z tysiącem kosmetyków. Błecharis od razu zaczeła przymierzać sukienki. O! A ile bucików. Wreszcie po paru godzinach przed lustrem, wyszła piękna jak kwiat róży, na marmurowe schody. Stąpając powoli, doszła do komnaty, która teraz wyglądała całkowicie inaczej. Na środku stał pgromny stół, na którym było bardzo dużo potraw. Atmosfere robiły porostawiane po całym pokoju świece. Błecharis ledwo dojrzała księcia. Wejdź, moja droga i spocznij. Najedz się do syta, abyś nie straciła swego blasku, albowiem jesteś piękniejsza niż róża, skromniejsza niż stokrotka i nieśmialsza od fiołka.- komplementował książę- Chciałbym cię o coś zapytać moja pani, jak się nazywasz? - spytał delikatnie. Błecharis- odpowiedziała zarumieniona i troche onieśmielona. Błecharis. Pięknę imię. Nie pospolite, jak lilia. - powiedział Bardzo lubisz kwiaty, panie?- zapytała dziewczyna. Kocham je wszystkie. Chabry i nawet Serdeczniki. Konwalie i żonkile. Nie ma kwiatów których nie kocham. Nawet te mięsożerne są piękne. Ale ty droga Błecharis, jesteś piękniejsza od wszystkich kwiatów razem wziętych. Ale co ja mówie, pewnie codziennie słyszysz takie komplementy- powiedział. Wręcz przeciwnie, nigdy nie słyszałam tak miłych słów.- odparła prędko Błecharis, cała zarumieniona. Książe uśmiechnął się tajemniczo i poprosił Błecharis o pójście spać, która prędko go usłuchała .
* * * Następnego dnia, Błecharis obudziła się cała w skowronkach i zaraz po ubraniu zbiegła na dół. Niestety, pantofelki nie nadawały się do biegania i biedna dziewczyna potkneła się i z krzykiem spadła z wielkich schód i zemdlała. Jej krzyki dosłyszał książe, który pędem pobiegł do niej. Błecharis obudziła się w pięknym ogrodzie, pełnym wszystkich kwiatów świata, przynajmniej jej prawdziwego świata, ale ona była tak oczarowana księciem że zpomniała o swym przyjacielu i o tym, że jest na innej planecie. Nagle spstrzegła księcia idącego ku niej. Uśmiechneła się do niego perliście Witam cię książę- powiedziała Dzień dobry, droga Błecharis. Jak się czujesz? Boli cię głowa?- zapytał troskliwie. Nie, czuję się świetnie- odpowiedziała i spróbowała stać ale z…