Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 31 min czytania

Plan

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Anna mieszkała w domu na skraju lasu. Dom był obszerny i pełen pustych pokoi, których nikt nie otwierał od czasu kiedy syn Anny wyprowadził się do miasta. Samotnej kobiecie wystarczało, że miała dostęp do kuchni, łazienki, małego pokoju, w którym spała oraz do spiżarni zastawionej rzędami zapraw, z których najstarsze pamiętały jeszcze czasy jej męża. Jej czarne włosy zaczynały pokrywać pasma siwizny a na powoli lecz nieubłaganie starzejącej się twarzy odbijał się niepokój, który ostatnio często ją nawiedzał. Razem z niepokojem przychodziło podniecenie związane z oczekiwaniem nadchodzących zmian. Na ścianach kuchni, w której Anna przyjmowała swoich pacjentów, wisiały zdjęcia jej męża. Fotografie syna pozdejmowała i poupychała w szufladach a miejsca, w których kiedyś wisiały, odznaczały się jaśniejszym kolorem farby. Pacjentów miała wielu a byli to zwykle ludzie, którym tradycyjne sposoby leczenie nie były w stanie pomóc. Przyjeżdżali do niej świadomi, iż jest to ich ostatnia szansa i w bardzo wielu wypadkach przedłużyło im to życie o wiele lat. Każdego dnia o zmierzchu wychodziła przed dom i patrzyła na polną drogę ciągnącą się wśród drzew, która prowadziła do szerszej ,utwardzonej jezdni. Jezdnia była rzadko uczęszczana dlatego pozwolono jej na powolne rozpadanie pod wpływem zalegającej w wielkich kałużach wody. Patrząc jak ciemność powoli spowijała las i słuchając liści szeleszczących na wietrze czuła, że z tej ciemności powoli wyłania się coś obcego, czego bała się przez te wszystkie lata od kiedy straciła męża. Czuła się rozdarta. Bała się, że popełnia błąd ale planowała to zbyt długo żeby teraz się wycofać. Tego dnia położyła się wcześnie lecz nie miała zamiaru spać. Zamknęła oczy i powoli zapadała w trans, odcinając dostęp informacji płynących z zewnętrznego świata. Obserwowała obrazy przepływające przez jej umysł, szukając wzorów , które pozwoliłby jej na odczytanie tego co ma nadejść. Stało się to jej codziennym rytuałem, który tylko pogłębiał jej niepokój. Nie docierały do niej żadne dźwięki a jednak jakimś nieznanym zmysłem czuła, że coś zbliża się powoli do jej domu a strach skręcał jej wnętrzności. Miała wrażenie, że patrzy na dwa poruszające się, niebieskie ogniki, które wyczuwają jej obecność. Czuła płynącą od nich wściekłość i chęć zemsty. Z transu wyrwał ją dzwonek do drzwi. Jej ciało przeszyła błyskawica strachu. Usiadła na łóżku i wsłuchała się w bicie swojego serca, które waliło jak nigdy wcześniej. - Czego się boisz? – zapytała samą siebie. W ciemności wyciągnęła rękę w stronę stolika. Dłoń zatrzymała się na ciężkim urządzeniu, które wsunęła do głębokiej kieszeni. Nie czuła się dobrze nosząc przy sobie paralizator, jednak musiała być przygotowana na to, że zostanie zaatakowana jak tylko otworzy drzwi. Usłyszała donośne pukanie a chwilę później naciśnięcie klamki. Drzwi były zamknięte. Wstała i powoli starając się nie wydawać żadnych dźwięków ruszyła przez pogrążony w ciemności pokój. Kątem oka dostrzegła ruch za oknem. Odwróciła głowę i zobaczyła twarz mężczyzny, którą oświetlało tylko światło księżyca. Wiedziała, że nie może jej zobaczyć a jednak czuła, że patrzy wprost na nią. Czuła strach w całym ciele ale nie dała mu nad sobą zapanować. Dotykając ściany, szła robiąc małe kroki. Dotarła do drzwi lecz zanim wyszła jeszcze raz spojrzała na okno, za którym nikogo już nie było. Stanęła w korytarzu i przez chwilę, która wydawała jej się nieskończonością, przygotowywała się do tego co nieuniknione. Wzięła głęboki oddech i zapaliła światło na korytarzy, tym samym zaznaczając swoją obecność. Doskonale wiedziała, że nie ma już odwrotu. Zapaliła światło na dworze, otworzyła drzwi i spojrzała na mężczyznę, który stał na przed domem. Prawą ręką ściskała schowany w kieszeni paralizator. Coś przeskoczyło w jej umyśle i nagle cały strach zniknął. Ciało napełniło się spokojem i pewnością. - Czy może mi pani pomóc? – zapytał mężczyzna. – Miałem wypadek. Anna przyjrzała mu się dokładnie. Lewa ręka zwisała bezwładnie a spływająca po niej krew, ściekała na ziemie i wsiąkała w piasek. Miał rozciętą wargę i potężnego siniaka na czole ale poza tym nie miał poważniejszych obrażeń. - Co się stało? –zapytała patrząc ponad mężczyzną. Ledwo widoczną z tego miejsca jezdnie oświetlały migające pomarańczowe światła. - Wypadłem z drogi – mężczyzna odwrócił się w stronę drogi. – Tam stoi mój samochód. Czy mógłbym od pani zadzwonić po pomoc? - Rozumiem - kobieta zrobiła krok w tył i ruchem ręki zaprosiła mężczyznę do środka. Czuła, że nie wypada przekonująco w odgrywanej przez siebie roli. – Niech pan wejdzie. - Dziękuje – powiedział i wszedł po kilku stopniach, które dzieliły go od drzwi. - Proszę iść za mną – powiedziała idąc w stronę kuchni. Wskazała mu krzesło na którym usiadł. - Proszę się nie ruszać – powiedziała – obejrzę pana rękę. Niech się pan nie martwi, trochę się na tym znam. - Jest pani lekarką? – zapytał nieporadnie próbując podciągnąć rękaw koszuli. - Oh nie – uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na rękę mężczyzny. - Niech pan to zostawi. Ja się tym zajmę. Postawiła na kuchence czajnik i podpaliła gaz. Na stolę postawiła miskę z wodą, czystą ścierkę, nożyczki i bandaż. Wszystko robiła spokojnie i metodycznie działając według jednej z setek wersji wcześniej ustalonego planu. Wzięła w dłoń nożyczki rozcięła rękaw lewej ręki. Zmyła krew zimną wodą i fachowym okiem oceniła ranę. Była dokładnie taka jak się spodziewała. Spokojnie owinęła ramie bandażem zerkając na mężczyznę, który nie spuszczał jej z oka. - To wystarczy na jakiś czas ale niech pan jedzie do szpitala jak tylko będzie pan mógł. - Dziękuję – odpowiedział mężczyzna. – Przepraszam panią za to całe zamieszanie. Pewnie panią obudziłem. - Nie ma za co przepraszać. Czekam na kogoś więc jeszcze przez długi czas nie pójdę spać. Woda zagotowała się na gazie. Anna wyciągnęła z szafki mały pojemnik, w którym trzymała zioła. Otworzyła go i wyciągnęła woreczek zawiązany czerwoną dratwą. Wsypała do szklanki łyżeczkę ziół i zalała wrzącą wodą. Przez chwilę patrzyła jak zasuszone liście unoszą się na wodzie po czym położyła szklankę na stole obok mężczyzny. - Proszę to wypić. Pomoże panu na nerwy – usiadła po przeciwnej stronie stołu i patrzyła jak krzywi się czując gorzki smak ziół. – Rzadko ktoś przejeżdża tą drogą. Dokąd pan jechał jeśli mogę zapytać? Mężczyzna otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć jednak od razu je zamknął, zmarszczył czoło. - Przepraszam ale nie potrafię w tej chwili zebrać myśli – powiedział po chwili. - Uderzył się pan w głowę prawda? To pewnie dlatego ale tym bardziej powinien pan jechać do szpitala. Proszę chwilę poczekać, zadzwonię na pogotowie. Wstała i ruszyła w stronę swojego pokoju. Mężczyzna wziął duży łyk gorącego napoju i znów skrzywił twarz w grymasie obrzydzenia. Kobieta wróciła po chwili a jej twarz wyrażała zmartwienie, które od dawna ćwiczyła. - Przykro mi ale mój telefon nie działa. A tak w ogóle nie ma pan komórki? - Komórkę? – Zapytał wyraźnie zaskoczony tak jakby słyszał to słowo pierwszy raz w życiu. – Nie jestem pewny ale pójdę poszukać. Próbował wstać jednak zachwiał się i opadł ciężko na krzesło. - Niech pan jeszcze chwilę odpocznie i dopije zioła. - Tak, ma pani rację. Jednak nie chciałbym przeszkadzać kiedy przyjdzie pani gość. - Nie będzie pan przeszkadzał. Poza tym mój syn już chyba dzisiaj się nie pojawi ale mam nadzieje, że jutro się zobaczymy. Jeśli nie ma pan nic przeciwko pójdę poszukać pana telefonu. - To naprawdę nie jest konieczne. Pójdę sam –wstać gwałtownie a obraz przed jego oczami pociemniam. Zrobiło mu się niedobrze. Zgiął się w pół i powstrzymując mdłości wrócił na krzesło. Oddychał ciężko i czuł że powoli traci świadomość. - To żaden problem – powiedziała kobieta. Z półki wiszącej na ścianie zabrała latarkę i wyszła z domu. Usiadła na schodach i założyła białe sportowe buty. Szła powoli oświetlając piaszczystą dróżkę strumieniem światła. Jej dom od drogi dzieliło zaledwie pięćdziesiąt metrów, jednak w ciemności ścieżka wydawała się nie mieć końca. Co chwilę odwracała się w stronę budynku, szukając znajomego punktu, dzięki któremu mogła zachować spokój. Migające światła auta były coraz bliżej. Stanęła na skraju jezdni i spojrzała w stronę samochodu. Stał zaparkowany na poboczu. Obeszła go z każdej strony i nie znalazła najmniejszego wgniecenia ani rysy. Otworzyła drzwi i skierowała światło latarki do środka. Oprócz siedzenia kierowcy, na którym znalazła ślady błota, auto było całkowicie czyste. Na tylnim siedzeniu leżała niewielka torba podróżna, paczka papierosów i telefon komórkowy, który z trudem sięgnęła. Po chwili zastanowienia wzięła również papierosy dochodząc do wniosku, że mogą się jej dzisiaj przydać. Zobaczyła kilka czarnych plam na siedzeniu. Skierowała światło niżej. Na wycieraczce leżał pomazany krwią nóż. -Tym rozciął sobie rękę – pomyślała czując, że traci siły i popełnia ogromny błąd ale wiedziała, że jest już za późno żeby się wycofać. Usiadła na miejscu kierowcy i wyłączyła światła awaryjne. Jej ręce zaczęły się trząść kiedy położyła dłonie na kierownicy. Czuła, że spokój ją opusza i jeśli nad sobą nie zapanuje wszystko może skończyć się źle. Zamknęła drzwi, odpaliła silnik i wycofała na samochód na podjazd przed swoim domem. Wyszła z auta i przez chwilę spoglądała na światło bijące z okna kuchni. Zbierała siły gdyż wiedziała, że będzie potrzebowała ich teraz bardzo dużo. Znów pomyślała, że lepiej było zostawić to wszystko w spokoju a informacje, których tak bardzo chciał jej syn mogą nie być warta tego by za nie umierać. Z wnętrza domu dobiegł dźwięk szklanki rozbijającej się o posadzkę. Wyrwało ją to ze stanu otępienia. Szybkim krokiem ruszyła w stronę wejścia. Stanęła w drzwiach kuchni. Mężczyzna leżał na ziemi w kałuży rozlanych ziół. Z całych sił starając się zachować świadomość, czołgał się w stronę wyjścia. - Nie martw się – powiedziała odkładając latarkę na półkę i przechodząc nad mężczyzną, który przestał się ruszać a jedyną oznaką życia jaką dawał, był świszczący oddech wydobywający się z jego ust. – Za piętnaście minut będziesz jak nowo narodzony. Otworzyła drzwiczki jednej z szafek i wyciągnęła z niej stare kajdanki, które miała jeszcze po mężu a następnie założyła je na wygięte za plecy nadgarstki mężczyzny. Wyciągnęła ukryty za szafą sznur i zaczęła wiązać jego nogi. Dłonie trzęsły jej się i z trudem panowała nad ruchami. - Całkowicie zmieniłam mój dom – zaczęła mówić mając nadzieje, że to ją uspokoi. – Chciałam być dobrze przygotowana na twoje przyjście. Wiesz, że w każdym pokoju ukryłam po kilka sztuk środków uspokajających? – śmiała się nerwowo. – Wiem, to szaleństwo ale przecież nie można przewidzieć wszystkiego prawda? Jest tu dwanaście pojemników z gazem pieprzowym w różnych miejscach. Nie mówię już o różnego rodzaju broni ale nie chciałabym poważnie cię zranić więc mam nadzieje, że nie zmusisz mnie do tego. Skończyła wiązanie i niezbyt zadowolona, spojrzała na swoje dzieło. - Cóż musi wystarczyć – powiedziała. – W razie czego mam to. – Wyciągnęła paralizator i odłożyła na szafkę. Usiadła przy stole i z kieszeni spodni wyciągnęła papierosy. Wyjęła jednego i przez chwilę patrzyła na niego niepewnie. - Wiesz, że rzuciłam palenia dziesięć lat temu? – powiedziała do mężczyzny nie spodziewając się odpowiedzi. – Sądzę, że jeden mi nie zaszkodzi. Poza tym musimy jakoś zabić czas zanim oprzytomniejesz. Zauważyła, że nie ma ani zapałem ani zapalniczki. Wstała i ruszyła w stronę kuchenki. Odpaliła jeden z palników i trzymając papierosa w ustach pochyliła się w stronę ognia. Zaciągnęła się i przez chwilę myślała że zacznie kaszleć jednak powstrzymała odruch. Zakręciła gaz i wróciła do stołu. - Pamiętasz ile kiedyś paliłam? Ale to wszystko przez ciebie – uśmiechała się patrząc w sufit. Mężczyzna jęknął cicho i poruszył się. - Wiesz, że planowałam ten moment od wielu lat? Obmyśliłam dziesiątki sposobów, żeby cię uśpić ale obawiałam się, że będziesz chciał tu po prostu wpaść i mnie zabić. Ale nawet na to byłam przygotowana - wskazała na paralizator leżący obok. - Wszystko byłoby zupełnie inaczej gdybyś wiele lat temu nie pojawił się tu – ciągnęła kobieta. – Prawdopodobnie miałabym teraz normalne życie i dużą rodzinę a przez ciebie jestem tutaj sama. Zabrałeś mojego męża i zniszczyłeś wszystko czym był. Mężczyzna zaczął głośno kaszle. Jego ciało drgało spazmatycznie. Kiedy skończył, przewrócił się na plecy i wziął głęboki oddech. Otworzył oczy. Poczuł, że skręca go w żołądku kiedy obraz zawirował mu przed oczami. Powieki opadły bezwiednie. Starał się uspokoić umysł. Leżał tak przez chwilę czując przyjemny chłód płynący od podłogi. Kiedy w końcu poczuł się wystarczająco dobrze otworzył oczy. Na jego twarzy widać było pełne skupienie. Spojrzał na kobietę siedzącą nad nim. - Co pani mi dała? - To tylko zioła. Ciału nie zaszkodzą – Anna spokojnie paliła papierosa strzepując popiół na posadzkę. – Przyszedłeś tu żeby mnie zabić prawda? - Co? – spytał zaskoczony. – Przyszedłem tylko po pomoc. Nic poza tym nie chcę. - Chcesz się zemścić prawda? – Anna patrzyła prosto w jego oczy. – Ja też kiedyś tego chciałam – kobieta zamyśliła się. Zastanawiała się dlaczego tak naprawdę to robi. - Nie rozumiem o co chodzi – powiedział mężczyzna – ale musiała mnie pani z kimś pomylić. - Dlaczego tak uważasz? - Nigdy wcześniej pani nie widziałem – podniósł tułów i odpychał się nogami aż jego plecy uderzyły w ścianę. - Wiem, że będziesz próbował kłamać ale tym razem ci się nie uda – rzuciła niedopałek na podłogę i zgniotła go stopą. - Nie rozumiem czemu mnie pani związała. Nie mam złych intencji. Chciałem tylko żeby mi pani pomogła. - Miałeś jak najbardziej złe intencję od kiedy tylko się pojawiłeś. Skończymy szybciej jeśli przestaniesz udawać. - Nie rozumiem o czym pani mówi. Niech mnie pani natychmiast uwolni to może dojdziemy do jakiegoś porozumienia- patrzył na nią a w jego oczach widziała strach. Wszystko przestało być dla niej realne. - Proszę pani, to jest jakieś szaleństwo. Ja naprawdę nie wiem kim pani jest i nie interesuje mnie to. Niech mnie pani uwolni a odjadę stąd i nigdy mnie pani nie zobaczy. - To nawet mogę ci obiecać. Uwolnię cię jak tylko skończymy. Już niedługo pojawi się mój syn a wtedy cię rozwiąże – miała nadzieje że faktycznie tak będzie. - Widzę, że jest pani zdenerwowana. Więc może niech pani opowie mi dokładnie o co chodzi i spróbujemy znaleźć jakieś wyjście. - Chcesz żebym ci opowiedziała tą historię? To w sumie zabawne bo pewnie znałeś mojego męża lepiej niż ja ale czemu nie, mamy jeszcze chwilę – wstała i znów podeszła do kuchenki żeby odpalić kolejnego papierosa. Wróciła na miejsce i usiadła wygodnie. – Mój mąż był najspokojniejszym człowiekiem jakiego znałam. Zmienił się przez ciebie, bo chciał ci pomóc. Tego dnia kiedy pojawiłeś się u nas, miałam bardzo złe przeczucia a kiedy zobaczyłam jak idziesz ścieżką w swoich brudnych i podartych łachach oblał mnie zimny pot choć teoretycznie nie miałam czego się obawiać. Obserwowałam przez okno jak rozmawiasz z moim mężem. Widziałam jak mówisz mu coś na ucho a potem upadłeś. Wybiegłam z domu i spojrzałam na ciebie. Z ust i oczu leciała ci krew. Nie oddychałeś. Od tego czasu mój mąż zaczął się zmieniać. Na początku myślałam, że w taki sposób

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Plan — czytnik · opowiadania