Fantastyka · 4 min czytania
Plazma
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nazywam się, a raczej do niedawna nazywałem się Gustaw Olgierd Lem. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to się zaczęło, ale od pewnego czasu miałem coraz poważniejsze kłopoty ze wstawaniem z łóżka - nie w tym sensie, że nie chciało mi się wstawać, lecz po prostu mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa. Nie jestem w końcu cherlakiem, lecz, co najmniej dobrze zbudowanym facetem, z przeszłością komandosa i sportowca. Należałem też do tych ludzi, którzy uważają, że organizm sam ma sobie poradzić z niedomaganiami, nie zawracałem więc głowy lekarzom. Nadszedł w końcu pamiętny dzień, kiedy nie mogłem się w żaden sposób unieść na łóżku, jednakże używając całej rezerwy mocy przesunąłem się na jego brzeg i - po prostu rozlałem się na podłodze, tworząc na niej rozległą plamę. Zaskoczony sytuacją gorączkowo zacząłem się zastanawiać nad tym wydarzeniem. Co dalej? Jak się pozbierać? Terminator bez trudu mógł z kałuży przekształcić się w dowolną postać... Tak, ale on był z jakiegoś metalu. Ja natomiast, człowiek z krwi i kości... No, nie. Kości nie mam na pewno. A krew? Diabli wiedzą, co tkwi we mnie w środku. Nie mam głowy, kończyn, oczu, uszu... Jednak słyszę i widzę doskonale. Próbowałem wydać głos, ale bezskutecznie - no tak - nie mam płuc, krtani, ust i tych wszystkich innych urządzeń do gadania. Kim więc jestem? No, bo przecież już nie człowiekiem, choć pozostała mi ludzka świadomość. Nawet bardziej, niż ludzka. Czułem jak całym sobą przyjmuję potrzebny do życia tlen, jak wchłaniam z podłoża i powietrza wszelkie