Przyjaźń · 9 min czytania
Plażowe znajomości cz.9
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Następnego dnia Wiktoria nie mogła się wprost doczekać, kiedy znajdzie chwilę wolnego czasu, by przejrzeć pocztę. Nie przyznawała się jednak nawet sama przed sobą, że czeka na maila od Krzyśka. Jakież było jej zdziwienie, gdy otworzywszy skrzynkę zobaczyła, że jest ona… pusta! Poczuła się zawiedziona i straciła chęć do pracy, choć rano rozpierała ją energia. „Pewnie byłam dla niego tylko wakacyjną przygodą”, myślała rozgoryczona. Wracając po pracy do domu myślała o Klarze i Emilu. Choć bardzo lubiła przyjaciółkę, miała dużo uzasadnionych wątpliwości co do trwałości jej nowego związku. Klara była bowiem młodą, niezależną kobietą, świadomą swojej urody. Wiedziała, że podoba się mężczyznom i że łatwo może ich zdobyć. Uwielbiała zabawę i ludzi – mogła spędzać całe noce na dyskotece czy imprezie u kogoś w domu. Jednocześnie ceniła swoją prywatność i rzadko kiedy zapraszała kogoś do swojego mieszkania czy opowiadała o swoich problemach. Zwierzała się tylko jednej osobie – właśnie jej, Wiktorii. Tylko jej opowiadała o swych uczuciach, zdradzała swe plany czy pytała o radę. Wiedząc o Klarze tak wiele, znając doskonale jej charakter, przyzwyczajenia i sposób postępowania, Wiktoria nie dawała temu związkowi szans na przetrwanie wakacji. A jednak oni wciąż byli ze sobą…. Wchodząc po schodach Wiktoria myślała o bałaganie, jaki zostawiła w mieszkaniu. Obiecała sobie, że zaraz jak przyjdzie to zacznie sprzątać. Była na piętrze poniżej swojego mieszkania, gdy zauważyła, że przy oknie na podeście ktoś stoi. Był to dość wysoki i postawny mężczyzna. Nie mogła dostrzec jego twarzy, gdyż stał w półcieniu. Gdy jednak i on ją zauważył, zrobił krok do przodu i teraz dosięgało go już światło. Wiktoria poznała, że to… Krzysiek. - Co ty tu robisz? – zapytała wprost. Widać było, że był zaskoczony brakiem powitania i tonem, jakim zadała to pytanie. - Przyjechałem, by cię zobaczyć – odpowiedział i spojrzał jej w oczy. Wiktoria była zszokowana tym spotkaniem. Spróbowała zebrać myśli. Zupełnie nie spodziewała się tej wizyty, w ogóle nie była na nią przygotowana. „Że też musiał przyjechać akurat dziś, gdy jestem taka zmęczona, a w mieszkaniu panuje taki rozgardiasz”, przemknęła jej myśl. - Skąd masz mój adres? – zapytała. Na twarzy Krzyśka pojawił się wyraz zaskoczenia. Jego oczy, wciąż utkwione w Wiktorii, lekko pociemniały. Zobaczyła w nich coś, może smutek? - Nie cieszysz się, że tu jestem? – odpowiedział pytaniem na pytanie. - Nie spodziewałam się ciebie. - Chciałem ci zrobić niespodziankę. Myślałem, że się ucieszysz. - Mogłeś najpierw zadzwonić – powiedziała to, nim zdała sobie sprawę jak oschle to zabrzmi. Lecz było już za późno. Krzysiek odsunął się, jakby go uderzyła. Jego twarz ponownie schowała się w cieniu, tak że Wiktoria nie mogła już dojrzeć jego oczu. - Rozumiem, nie jesteś zachwycona moim widokiem. Ale zrozum, Wiktorio, ja tak bardzo chciałem cię znów zobaczyć… Zapadła cisza. Wiktoria nie wiedziała, co odpowiedzieć. W pewnym sensie cieszyła się, że widzi Krzyśka. Ale na pewno większą radość sprawiłaby jej zapowiedziane spotkanie w jakimś innym miejscu i czasie. Poza tym wiedziała, że Krzyśka przygnało do niej uczucie, którego ona nie odwzajemniała. - Krzysiek, z mojej strony nic się nie zmieniło, ja naprawdę nic do ciebie nie czuję – powiedział cicho. - Wiem, że mnie nie kochasz, ale myślałem… miałem nadzieję, że dasz mi szansę… Nasze listy… - Nie powinnam była do ciebie pisać, ale nie pomyślałam, że odbierzesz to jako dowód na to, że coś się jednak zmieniło. Przepraszam, że dałam ci złudzenie… Nie chciała go tak ranić, bo przecież go lubiła. Wiedziała jednak, że musi tak zakończyć tę sprawę. Zaczęła powoli wchodzić po ostatnich schodach prowadzących do jej mieszkania. On nadal stał nieruchomo. Otworzyła zamki, nacisnęła klamkę, uchyliła drzwi… Nie mogła się jednak powstrzymać i rzuciła na niego jeszcze jedno spojrzenie. Pochwycił je i przez chwilę patrzyli na siebie bez słowa. Wiktoria jednak pokręciła głową i przerwała ich wzrokowy kontakt. Weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi.
Cały piątek i sobotę Wiktoria spędziła na sprzątaniu mieszkania. W niedzielę postanowiła pojechać odwiedzić rodziców. Drzwi otworzył jej ojciec. - Mój skarb przyjechał! – ucieszył się na jej