zbrodnia · 8 min czytania
Płoń
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Biorę do ręki notatnik i opieram go o kierownicę samochodu. Czytam listę. - Napalm. Jest. - Zakreśliłem kwadracik obok słowa napalm. - Sterownik. - Spojrzałem na drugi fotel. - Jest. - Kolejny krzyżyk. - Piwo... No oczywiście, że jest. Czas na zabawę. Wysiadłem z samochodu i otwarłem bagażnik. Zamknąłem tylnie siedzenie i miałem dość miejsca, by usiąść w bagażniku i móc oprzeć się wygodnie o zbiorniki z napalmem. - Suppa frajerzy. Więc jesteście już w szkole. - Spojrzałem na zegarek. Dochodziła dziewiąta piętnaście. Z moich obliczeń wynikało, że właśnie teraz wewnątrz jest najwięcej osób. - No to rzućmy monetą. - Powiedziałem głośno i zorientowałem się, że nie wziąłem ze sobą specjalnej monety, którą przygotowałem wcześniej. - Cholera! Wiedziałem, że coś musi pójść nie tak. - Chwyciłem piwo i jednym, zgrabnym ruchem je otwarłem. Przyjaźnie zasyczało. Gdy zbliżyłem je do ust mój wzrok utkwił w zawlecze. - No tak. - Pomyślałem. Pierwszy na świecie szkolny grill zacznie się od piwnej zawleczki. - Jeśli upadniesz górą w górę to będzie ten grill szybki i bezbolesny, a jeśli stanie się inaczej to wszystko będzie powolne i okrutne. Rzuciłem. - Macie pecha! Motherfuckersi. Widzicie? Ta zawleczka w uczciwy sposób spadła dnem do góry. Haustem wychyliłem browar i wziąłem mój mały sterownik. - Cudo. Jestem genialny. Przyglądałem się temu małemu urządzeniu, które skonstruowałem. Wyglądem przypomniał laptopa, lecz się nie rozkładał. Masa małych światełek, niektóre paliły się na czerwono, inne na zielono a kilka nie paliło się wcale. Było też kilkanaście przycisków i przełączników. Dzięki temu, że to jest moje urządzenie, to wiedziałem, czym je się je. - OK. No to zaczynamy fun. - Z premedytacją wcisnąłem przycisk. Niemal usłyszałem przeskok iskier. Właśnie zespawały się wszystkie zamki w szkole, jedynie w drzwiach wyjściowych tak się nie stało. Każde okno podłączyłem do sieci. Ten przycisk uruchomił małe urządzenie, które włączyło prąd. Część światełek przełączyła się w inny kolor. Po chwili kontemplacji własnego geniuszu wcisnąłem drugi przycisk i spojrzałem w stronę drzwi wejściowych. Całe pomieszczenie z drzwiami wypełniało się ciekłym Cartexem, sprytną substancją używaną w kopalniach. Cartex wypełnia całą dostępną przestrzeń i zastyga tworząc ścianę o twardości węgla. Fakt, można się przebić, ale tylko kilofem bądź maszyną. Zobaczyłem jak jakiś smark został unieruchomiony przez narastający poziom Cartexu. Miał świetną minę, gdy substancja zaczęła wpychać mu się przez wszystkie otwory na jego ciele. Chwilę zastanawiałem się czy on się udusił czy też zmarł na zawał. - Ech, nie ważne. - Powiedziałem. Teraz wiedzą, że coś się dzieje pewnie będą chcieli wezwać policję. Kolejny przycisk obsługiwał dwa zdarzenia. Najpierw wybuchła stacja przekaźnikowa telefonii naziemnej, a następnie uaktywnił się generator fal, umieszczony w piwnicy. Taki mój mały wynalazek, który skutecznie zagłuszył wszystkie mobile w całym budynku. Zawahałem się przez chwilę. Miałem dylemat, co teraz zrobić. Umieściłem jeszcze kilka zabawek w szkole i nie wiedziałem, od której zacząć. Wpadłem na genialny pomysł. Wyciągnąłem z bagażnika kamerkę i włączyłem przekaźnik. Uruchomiłem też monitor by zobaczyć reakcję. Zgodnie z oczekiwaniami zwrócili uwagę na moją twarz na telewizorach i monitorach. - Witajcie znajomi i też nie. Może wiecie, kim jestem a może też nie. Może panikujecie albo i nie, ale mam dla was radę: Nie panikujcie, bo i tak umrzecie. Wykorzystajcie czas który wam daję, - spojrzałem na zegarek - czyli całe pięć minut i pomódlcie