Filozofia · 1 min czytania
Płyń, płyń
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I o czasie wschodzącego słońca zmieniam się w artystę.
Biorę palec drzewa, który leżał na wznak, na drodze wiodącej do krainy piaskowych rzeźb.
Lot mój piękny i wysoki, ale muszę lądować, by móc ciebie namalować.
Twą twarz kreuję niczym Bóg, uśmiech sam się rysuje.
Palec pęka, a wiatr ciepłą falą rozmywa to, co stworzyłem, po chwili nie ma już nic, jest puste płótno, które czeka dalej.
Oczy me niczym…