Fantasy · 5 min czytania
Po drugiej stronie lustra Rozdział VII Utracony Ra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po powrocie do domu usiadłem na łóżku i zacząłem patrzeć na okno. W oknie odbijała się moja twarz przez którą przepływało słońce. Była przezroczysta dla światła i śniegu, który widziałem tuz za nią. Wziąłem do ręki Biblię i otworzyłem pierwszą stronę Księgi Rodzaju. Pomyślałem o widoku jaki jest za oknem. I pomyśleć, że na stworzenie tego wszystkiego Bóg potrzebował zaledwie siedmiu dni. Czytając fragment dotyczący stworzenia Adama i Ewy – pomyślałem, gdzie teraz jest moja Ewa. Przypomniałem sobie w tym momencie mojego sobowtóra śpiącego z ręką na piersi, jakby kogoś obejmował. Jego usta szeptały jej imię. Już po pierwszej literze zatkałem sobie uszy, żeby nie słyszeć całości. To pierwsze M dźwięczało w uszach i kazało mi przypomnieć sobie całe jej imię. Dlaczego akurat on ? Dlaczego nie ja ? Co on ma w sobie takiego czego ja nie mam ? Co on z nią robi ? Wizje, jakie w tym momencie ujrzałem zmusiły mnie do tego, żebym usiadł. Z trudem mogłem złapać oddech. Miałem przyspieszony puls i zawroty głowy. Chciałem go zabić i zbezcześcić jego ciało. Szybko jednak się uspokoiłem. Pomyślałem, że widać na nic innego ona nie zasługuje. Dobrze jej tak. Ma to co chciała. W gruncie rzeczy nie wiem czego ona chce, czego pragnie. Tak słabo ją znam, a ośmielam się wydawać o niej sądy. Chodzimy co prawda na ten sam fakultet, ale nic poza tym. Wiem tylko tyle, że zdaje rozszerzony Polski, ponieważ w przyszłości chce zostać dziennikarką. Ostatnio zauważyłem dziwne zmiany w jej wyglądzie. Czemu właśnie przefarbowała włosy ? Z dalekiej perspektywy wyolbrzymiała w moich oczach. Błękit jej oczu rozsadzał je i wychodził na zewnątrz, zalewając swoim odcieniem niebo. Jej postać stała przede mną niczym Biblijny Samson, dźwigający na swych barkach sklepienie świątyni. Jej ramiona zagarniały niebo, a jej płuca wciągały całe powietrze. Nagle zrobiło mi się duszno z powodu braku powietrza. Czyżbym rzeczywiście zaczynał mieć jakieś omamy ? W tym momencie weszli Paweł z Marcinem. Wzięli mnie za ramiona i poprowadzili do okna. Marcin otworzył okno, podczas gdy ja stałem oparty o Pawła. Powiew świeżego powietrza przywrócił mi siły. Pomyślałem jak niewiele potrzeba człowiekowi do odzyskania sił. Świat odzyskał dawne barwy i poczułem wewnętrzny z spokój. Później obaj zanieśli mnie