Horror · 22 min czytania
Po obu stronach krzywego zwierciadła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Słońce klasycznym sztychem przebiło szybę, wdarło się do środka, stoczyło wygrany pojedynek z odbiciem i zaświeciło jej w oczy. Odwróciła się.
- Naprawdę nie wiem po co ci ono. Nie jest nawet ładne. Poza tym mama dałaby mi popalić gdyby wiedziała, że wytargałem je ze strychu dla ciebie- jej kolega przygryzał język próbując zawiesić lustro na maleńkim haczyku. - Sama się zastanawiam. Może jako symbol. Z drugiej strony może po prostu nie chcę zapomnieć.- obróciła się na łóżku i sięgnęła po przyciemniane okulary w białych oprawkach, które leżały na stoliku. Założyła je częściowo po to żeby nie raziły ją promienie, a trochę dlatego, że tak łatwiej było ukryć łzy, których lawina spadała zawsze wtedy gdy rozchodziło się echo tamtego wspomnienia.
Większość schowała pod dywanem amnezji, tylko co jakiś czas pojawiały się urywki jak z potarganej gazety, którą podrzuca nam wiatr. Drzewa zlewające się w jedno. Ręka trzymająca jej kolano. Coś na drodze. Wybuch? Nie, to później. Sto osiemdziesiąt stopni pionu. Czołganie się. Krzyk.
Wybuch. Światła pojawiające się przed nią, koło niej. Mgła.
Tak właśnie zginął jej chłopak. A raczej taki obraz tego zachowała. Od tamtego czasu żyła jakby w półśnie, niekiedy z trudem przychodziło jej rozróżnienie rzeczywistości od tego co działo się tuż koło niej. Pamiętała jak w środę… a może to był poniedziałek… wyglądała przez okno i wydawało jej się przez chwilę, ze go widzi. Słowa na chwilę gdzieś się schowały i dopiero po chwili zdołała krzyknąć jego imię. Odwrócił się i nawet pomachał. Śledziła go wzrokiem i ze smutkiem zobaczyła, że uśmiech zastąpił palec pukający w głowę. Zrobiło jej się tak przykro, że aż westchnęła. Kolega na chwilę oderwał się od kontemplowania wyjątkowo krzywo powieszonego lustra i kiwnął głową.
- Co jest? - Nic takiego, niekiedy mam jeszcze bóle w nogach. Podobno to normalne po takich wypadkach. Zapadła niezręczna cisza.
- Hmm, tak mówią, gdzieś o tym słyszałem. Albo widziałem na necie, nigdy nic nie wiadomo, prawda?- rozgadał się próbując ukryć zmieszanie. - Dokładnie. Na pewno masz coś do zrobienia. Dziękuję Ci za lustro, jesteś kochany. Na odchodne wymienili się całusami w policzek i rozstali. Oboje wiedziali, że po tej przysłudze ich drogi rozchodzą się na bardzo długi czas. Może na zawsze. Zasunęła zasłony. Słońce zasalutowało ostatnim promieniem i wycofało się na z góry upatrzone pozycje.
W pokoju zapanował półmrok. Nowy przedmiot w jej pokoju wpasował się w jego wystrój całkiem nieźle. Co prawda rama w piłki nożne była nieco nie na miejscu, ale bez odrobiny chaosu życie jest przecież takie strasznie nudne. Otworzyła szufladę i wyciągnęła jego zdjęcie. Przyłożyła palce do ust, później do jego twarzy i zatknęła fotografię za ramę. Po raz pierwszy od wypadku byli razem.
Część 22 / 5
##
Kilka godzin wcześniej zupełnie inny młody człowiek wybudził się z szalonej nocy. Nieco mętnym wzrokiem rozejrzał się po mieszkaniu i opadł na poduszki. Na szklanym stoliku leżały jeszcze resztki jego zaklinacza snów, ale trochę bolała go głowa i nie miał zamiaru robić kolejnego skręta. Musiał jednak przyznać, że towar był doskonały. Nie przypominał sobie kiedy ostatni raz miał tak niesamowite loty. Przymknął oczy i wezwał wyobraźnię by ostatni raz poskładała w całość pogubione elementy sennej układanki. Całował się z dziewczyną bez włosów. Położyła go na kanapie i spętała nadgarstki grubymi sznurami. Na twarz założyła mu maskę i pozwoliła żeby jego jedynym kontaktem ze światem były mokre ślady, które zostawiał jej język. - Masz ochotę na coś ostrego, kochany?- wyszeptała mu do ucha. Zaśmiał się i wyszczerzył zęby w odpowiedzi. Poczuł wtedy jak długie, pomalowane na czarno, paznokcie zamykają się między jego nogami. Przełknął ślinę. Wtedy go pocałowała. Ale oprócz tego wszystkiego co czuł zawsze, w jej ustach kryła się pikantna, lśniąca tajemnica. Przyjemność zaczęła pluskać się w krwi kiedy żyletka, która trzymała w buzi surfowała po ich podniebieniach, wślizgiwała w szpary pomiędzy zębami, wbijając się głęboko w dziąsła. Jeszcze raz potrząsnął głową. Niesamowity sen.
Był bardzo pobudzony, jak zresztą od jakiegoś już czasu. Kiedy go rzuciła. Bez żadnego wyjaśnienia. Nauczony doświadczeniem nie próbował jej zatrzymywać. Trzymał się trochę złudnej nadziei, że jeśli kocha to wróci. Idiotyczne powiedzenie, wymyślił je chyba alfons, do którego podopieczne i tak musiały wracać żeby oddać mu jego dolę.
Brakowało mu jej. Ból ulatywał czasem w zielonym dymie. Nurkował w promilach. Ale równie szybko odnajdywał drogę powrotną i drażnił jego żoładek tak długo aż triumfalnie lądował na podłodze łazienki w śmierdzących wspomnieniach.
Nie był jeszcze gotów na następne randki, póki co był na etapie „ciekawe-co-ona-zrobiłaby-w-jej-sytuacji”. Popijał akurat wodę mineralną. Zauwazył ciekawą zbieżność. Z każdym łykiem słońce coraz niżej chowało się za horyzontem. Niedobrze. Zaczynał łapać zawiasy. Na to było tylko jedno rozwiązanie. Spalić się tak żeby o tym zapomnieć. Po kilku zaciągnięciach doszedł do wniosku, że przydałoby mu się jeszcze piwo.
- Chcesz jedno?- zapytał blondynki, która spoglądała na niego z drugiej strony pokoju. Doszedł do lodówki i zrobiło mu się zimno zanim jeszcze ją otworzył. Mieszkał sam i nikogo nie zapraszał. Nikogo nie mogło być w jego mieszkaniu. Położył się na podłodze i podczołgał żeby zobaczyć ją tak żeby ona nie widziała jego.
Patrzyła przed siebie i uśmiechała się smutno, pokazując rząd równych, białych zębów. Przynajmniej tak zakładał bo była czarno-biała. W dodatku zupełnie niczym się nie przejmując siedziała w lustrze.
Spróbował przełknąć ślinę, ale stanęła mu w gardle. Przesuwając się przy ścianie niczym rasowy, totalnie pijany, komandos znalazł się przy niej. Przykucnął przed biurkiem i jej pomachał, ale nie odpowiedziała. Nerwowo przebierał palcami, rozejrzał się na boki i szybko zapukał w szkło. I jej oczy…
Część 33 / 5
Spojrzały na niego
##
Gdyby nie zakryła ust ręką to swoim krzykiem obudziłaby rodziców. Jej odbicie zafalowało jakby ktoś wrzucił w jezioro kamień i pojawiła się w nim, jakby… Klisza, prześwietlone zdjęcie chłopaka. W dodatku coś z nim było nie tak, widziała zaledwie czubek głowy, zwieńczony burzą poplątanych włosów, i rozbiegane, jakby zmęczone oczy. Wydawał się sympatyczny. Jeśli oczywiście nie brać pod uwagę niesamowitości całej sytuacji. W końcu ciężko powiedzieć o kimś kto gapi się na Ciebie z lustra, że wygląda na kogoś z kim możnaby się zaprzyjaźnić.
Z pewnym zakłopotaniem uśmiechnęła się do niego. I po chwili ukazał jej się w całej okazałości. Dosłownie. Miał na sobie poplamioną koszulkę, ale zapomniał włożyć bokserek.
Tak jak wcześniej krzyk, tak teraz śmiech schowała za ciszą dłoni. Zniknął, ale za chwilę znowu się pojawił, spoglądając na nią jakby przepraszająco. Poruszył ustami chcąc coś powiedzieć. Nic nie usłyszała.. Wzruszyła ramionami i chwyciła za długopis, który leżał koło paskudnego zeszytu w czerwono-zieloną kratkę. Napisała najprostsze pytanie: „Kim jesteś?”. Zajęło jej to dłużej niż kiedyś, jeszcze zanim o mało co nie zginęła. Ale wszyscy mówili, że prędzej czy później jej dłonie wrócą do dawnej sprawności.
Przytknęła kartkę do… cóż, teraz to chyba było oknem? Przeleciał oczami po niezgrabnych literach po czym rozejrzał się wokół siebie. Chwycił coś do pisania. Najwidoczniej nie działało bo odrzucił pisak ze złością. Minęło kilka dobrych sekund zanim zbliżył się do niej i chuchnął. Cienka mgła osiadła na tafli szkła i napisał na niej swoje imię.
Odpowiedziała mu tym samym. Od tego momentu jakby zatracili poczucie czasu i rzeczywistości. Na tej dziwnej rozmowie spędzili cały dzień i dużą część nocy. Cechowała ich ciekawa zachłanność ludzi, którzy od dawna nie mieli przy sobie, a czasem nawet pod lub nad sobą, kogoś dla kogo naprawdę warto poświęcić piękny świat snu.
##
Część 44 / 5
Człowiek. Skręt. Człowiek. Skręt. Człowiek. Skręt.
Czuł się jak w japońskim filmie o samurajach. W decydującym o wszystkim pojedynku, kamera zawsze przybliżała się w zastraszającym tempie do twarzy jednego, potem drugiego wojownika.
Podobną walkę toczył teraz ze swoim nałogiem.. Przegadał ponad kilkanaście godzin z dziewczyną.
To był prawdziwy sukces.
Tyle, że z lustra.
I nagle to wszystko już nie wydawało się takie piękne.
Oparł brodę na rękach i zastanawiał się czy następnym jego krokiem powinno być udanie się do zakładu fryzjerskiego żeby zrobić wrażenie na duchu z lustra czy też może do psychiatryka i spędzenie zimy w przytulnej sali obitej gąbkami.
W sumie nie zrobił nic złego, nie skoczył z okna, a w końcu są przecież rzeczy, o których nie śniło się filozofom!
Część 55 / 5
Lustro wołało go ze ściany. Dał się uwieść i podszedł, choć dość niepewnym krokiem. Zdjął je ostrożnie ze ściany i od razu odwrócił na drugą stronę tak jakby spodziewał się tam znaleźć swoją dziewczynę. Zupełnie dwuwymiarową i przyklejoną niczym mucha do lepu. Jedynym żyjącym stworzeniem, które tam siedziało był pająk, który z oburzeniem schował się za szafką. Mimo to obejrzał je jeszcze parę razy razy, potrząsnął intensywnie jak biedne dziecko workiem, z którego wyleciał tylko jeden prezent.
Niemal z czułością odwiesił lustro z powrotem. W taki sposób na pewno nie znajdzie odpowiedzi. Ubrał kurtkę i ruszył w ostatnie miejsce, w którym można znaleźć studenta.
Do biblioteki.
##
Kolejne kartki z kalendarza osiągały coraz większą przewagę w śmietniku, a najbardziej niezwykły romans w historii świata trwał w najlepsze. Zaledwie wczoraj grali w kalambury, parodiując znane filmy jak robił to Leon dla Matyldy w dziewięćdziesiątym czwartym roku. Bawili się w najgłupsze gry, siedemnaście razy z rzędy ograła go w „państwa, miasta”. Unikali pytań o samych siebie jakby bali się odpowiedzi. Dziwna miłość rozrastała się i dumnie przedostawała przez dzielące ich tworzywo. Chyba byli ze sobą szczęśliwi i z każdym dniem stare związki z coraz większą żałością chlipały o chociaż chwilę uwagi.
Za to rodzice niepokoili się o nią coraz bardziej. Całe dnie spędzała w pokoju, histerycznie przepędzając każdego kto ośmielił się do niej wejść. Kiedy podsłuchiwali pod drzwiami, dobiegał ich czasem stłumiony chichot. Mama załamywała ręce, że cały czas siedzi przed lustrem jakby chciała dojrzeć w nim dawną siebie. Z pomocą przyszła siostra. Zapukała. Nikt nie odpowiedział.
- Wchodzę!- krzyknęła i dała jej jeszcze kilka sekund zanim otworzyła drzwi. Po raz pierwszy od dawna zasłony były strażą przyboczną okna, a nie kurtyną. - O widzę, że ktoś przestał bać się światła- zażartowała. - Tak, pozwoliłam sobie dzisiaj na odrobinę szaleństwa- odparła i pokazała jej wyjątkowo długi i działający na wyobraźnię język. Siostra usiadła przy niej na łóżku i…