Romans · 7 min czytania
Po prostu życie... Rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Moje 17 urodziny - pisała Magda - Dostałam od mamy najlepszy prezent, jaki tylko mogłam sobie wymarzyć! To oczywiście gitara. I do tego różne chwyty gitarowe, żebym sama mogła się tego wszystkiego nauczyć. Właściwie, to muszę sobie tylko przypomnieć, bo kiedyś uczyłam się gry na gitarze. Szło mi nawet nieźle, ale facet, który to prowadził, zrezygnował, czy poszedł na emeryturę. Nie pamiętam dokładnie. Właściwie to już nieważne, liczy się tylko to, że teraz mam własną gitarę i mogę się sama uczyć w domu. Super!!!!!! A on w ogóle się nie odezwał... Mam na myśli ojca. Ojciec - to brzmi jakoś chłodno, bezosobowo. Ale nie potrafię go inaczej nazywać. Słowo "tata" kojarzy mi się z człowiekiem, który jest przy swoim dziecku cały czas, daje dowody miłości, pomaga w problemach i po prostu wie się, że można na niego zawsze liczyć. A mój ojciec wyprowadził się z domu, gdy miałam 7 lat. Myślałam, że jesteśmy normalną, kochającą się rodziną. Co prawda rodzice kłócili się czasami, ale przecież to naturalne. Po jednym z takich sporów ojciec zaczął pakować walizki. Mama nie powstrzymywała go. Za to ja wręcz przeciwnie. Prosiłam go ze łzami w oczach, żeby został, bo przecież bardzo go kocham i nie chcę, żeby gdzieś sobie poszedł. Powiedział mi, że zawsze będę jego córeczką i to, że się wyprowadza nie oznacza tego, że zapomni o mnie. Będziemy się często spotykali i nawet nie odczuję, że z nami nie mieszka. Wtedy mu uwierzyłam. I zawsze czekałam na jakiś mały gest, sygnał, że istnieje, że się niedługo zobaczymy. Jednak to czekanie było próżne. Z chwilą, gdy ojciec zamknął za sobą drzwi tamtego wieczoru, straciłam z nim kontakt. Nigdy nie przysłał nawet głupiej kartki na urodziny, czy Gwiazdkę. Jakby wymazał z pamięci naszą rodzinę, to, co mi wtedy powiedział. Smutne, ale prawdziwe... Na szczęście mam mamę. Ona jest po prostu niezastąpiona. Przez dziesięć lat samotnie mnie wychowywała i nigdy mi niczego nie brakowało. Jest po prostu kochana:) Mogę z nią o wszystkim porozmawiać, zawsze mi doradzi, nigdy mnie nie ukarała za to, co źle zrobiłam, tylko na spokojnie mi wyjaśniła, że tak nie powinno być. Chociaż ja ogólnie grzeczna jestem;) Ale się rozpisałam. Myślę, że na dzisiaj wystarczy tego pisania. Czas zabrać się za naukę. Gry na gitarze oczywiście:)"
Dziwczyna usiadła na podłodze zaczęła grać pierwsze akordy. Jednak trochę pamiętała z zajęć, na które kiedyś chodziła. W skupieniu wpatrywała się w kartki, na których były narysowane gryfy, a potem starała się ułożyć palce dokładnie tak, jak było w książce. Po godzinie ćwiczeń udało jej się zagrać krótką melodię, która składała się z kilku akordów. Nawet nie usłyszała, gdy do pokoju weszła Małgorzata, jej mama. Kobieta patrzyła z radością i dumą na swoją córkę, którą tak bardzo kochała. Czasami myślała, że gdyby Magda nie istniała, to ona nie miałaby po co żyć, dla kogo. Magda na chwilę oderwała wzrok od książki i spojrzała w stronę drzwi. Nie spodziewała się tam nikogo zobaczyć, więc na widok mamy przestraszyła się. - Mamo, nie skradaj się tak. Przestraszyłaś mnie. - Wcale się nie skradałam, weszłam normalnie, tak jak zawsze. A może masz nieczyste sumienie? - dodała ze śmiechem. - Ja?! Najgrzeczniejsza córka pod słońcem?! To przecież niemożliwe. - Jasne, jasne. I tak wiem swoje. A jak tam idzie nauka gry na gitarze? Wydawało mi się, że już coś grałaś. - Grałam,