Rodzina · 8 min czytania
Po prostu życie... Rozdział II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Za oknem klasy chemicznej rozciągał się piękny krajobraz. Drzewa pozbawione liści zostały okryte puchową kołderką śniegu. Wszystko ogrzewało słońce połyskujące w tafli jeziora nieopodal szkoły. Magda potrafiła godzinami wpatrywać się w ten obrazek stworzony przez naturę. Wtedy najczęściej pisała wiersze. W każdym zeszycie, na ostatnich stronach, tworzyła małe tomiki. Nauczyciele często zwracali jej uwagę, żeby nie bujała w obłokach. Ale ona nie mogła się powstrzymać. Grono pedagogiczne przymykało na to oko, bo była bardzo dobrą uczennicą i nigdy nie mieli z nią problemów. Z przedmiotów ścisłych nie szło jej tak dobrze, chociaż i tutaj miała czwórki oraz piątki. Była urodzoną humanistką. W historii i języku polskim nie miała sobie równych. Również języki obce wchodziły jej do głowy bardzo szybko. Co dziwne, nie musiała przesiadywać całymi dniami nad książkami. Wystarczyło, że kilka razy przeczytała dany temat, a już wszystko wiedziała. Często odwoływała się do swojej wiedzy pozaszkolnej, a mianowicie do treści zawartych w książkach, które czytała całymi dniami, a nawet po nocach. Klasa, zazdroszcząc jej takich dobrych wyników w nauce, zaczęła wyzywać ją od kujonów. Nie słuchała ich i dalej odnosiła sukcesy w szkole.
Na trzeciej lekcji do klasy Magdy weszła sekretarka pani dyrektor. - Przepraszam, że przeszkadzam, czy to klasa IIa? - Tak – odpowiedziała nauczycielka – o co chodzi? - Pani dyrektor prosi do siebie Magdę Stolarską. W klasie rozległ się szmer. Wszyscy szeptali między sobą i zastanawiali się, co się mogło stać. Jednak najbardziej zaskoczona była sama Magda. Po chwili spytała nauczycielkę: - Pani profesor, mam teraz iść? - Tak, idź. Skoro pani dyrektor prosi cię do siebie.
Gdy Magda wychodziła z sali, widziała pełne drwiny spojrzenia klasy. Widać było, że każdy się cieszy z tego, iż ona idzie na dywanik do pani dyrektor. Tak przynajmniej myślała. Bo nic innego nie przychodziło jej do głowy. Zastanawiała się tylko, co takiego zrobiła.
- Przepraszam, czy nie wie pani, o co chodzi? – spytała pani Krysi, gdy razem szły szkolnym korytarzem. - Niestety nie, moje dziecko, ale pani dyrektor była czymś bardzo zdenerwowana i zasmucona. Zaraz się wszystkiego dowiesz. Pani dyrektor, przyprowadziłam Magdę. - Dziękuję pani, pani Krysiu. To na razie wszystko.
Magda z zaciekawieniem rozglądała się po gabinecie. Jeszcze nigdy tu nie była i zupełnie inaczej go sobie wyobrażała. Zamiast ponurego, ciemnego pokoju i ciężkich mebli jej oczom ukazały się pastelowe kolory ścian, delikatne, gustowne półki i regały oraz pięknie rzeźbione biurko. Przed nim stały dwa fotele dopasowane odcieniem do zasłon. Od razu było widać, że wystrojem wnętrza zajmowała się kobieta.
Agnieszka Cieszyńska, dyrektor liceum, siedziała za biurkiem, ale w momencie, gdy sekretarka wprowadziła Magdę, od razu podniosła się z miejsca. Bardzo długo zastanawiała się, jak ma powiedzieć dziewczynie o tym, czego się dowiedziała. Jeszcze nigdy nie spotkała się z taką sytuacją, gdzie musiałaby rozmawiać o tak przykrych rzeczach z praktycznie obcą osobą. Na stanowisku dyrektora liceum była od 3 lat. Mimo młodego wieku bardzo dobrze radziła sobie ze sprawami związanymi z kierowaniem szkołą. Zawsze potrafiła przyznać się do błędu, ale pomyłki zdarzały jej się bardzo rzadko. Chociaż miała takie samo nazwisko jak burmistrz miasta, nie była z nim spokrewniona. Gdy została wybrana na dyrektora, to wszyscy uważali, że dostała to stanowisko tylko dzięki temu, że jest z jego rodziny. To było bardzo niesprawiedliwe stwierdzenie, ponieważ tak jak inni kandydaci ciężko pracowała, żeby zdobyć tą posadę. Ale ludzie bardzo szybko zmienili o niej zdanie, gdy zaczęła odnosić sukcesy na szczeblu zawodowym. Niestety przez to zaniedbała