Inne · 12 min czytania
pobyt w turcji
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pobyt w Turcji Zapowiadał się cudownie tylko dla moich rodziców. Fakt, powinienem być im wdzięczny (i byłem), że chcą mnie ze sobą zabrać, ale na tym koniec. A właściwie początek, koniec byłby zbyt piękny. Rodzice (jak sami stwierdzili) nie byli od kilku lat na wakacjach, a teraz nadarzała się okazja, bo oboje mieli wolny tydzień. To, co teraz opiszę to właśnie ten tydzień, który był dla jednych niebem, a dla innych morzem, o przepraszam, piekłem. Wszystko, tak sądzę, zaczęło się od tego, że trzeba było coś wymyślić, żeby spędzić jakoś razem czas. Inaczej mówiąc wspólne wakacje. Pomysł banalny. Wyjazd do Egiptu, a właściwie wylot. Trzy osoby. Wszystko byłoby OK., gdyby nie problem pierwszy. Teściowa - dla stałych czytelników rzecz oczywista i zrozumiała). Telefon do wujka powinien załatwić sprawę. - Cześć- mówi Barbara - gdyby nie poznał jej po głosie. - Czy mógłbyś... Zgoda nastąpiła ani nie szybko ani nie chętnie. Teściowa była załatwiona. Właściwie to trzeba było ją załatwiać codziennie i to po kilka razy, ale to inna historia. W sumie wszystko było dopięte na ostatni guzik. Poza małymi drobnostkami (ciekawe czy są duże?). Na starcie, a właściwie przed, okazało się, że nie ma biletów. Tzn. są ale dwa i tylko w pierwszej klasie. Tu należą się wyjaśnienia. Tydzień wcześniej na wieść o wyjeździe postanowiłem się przejść. Szedłem sześć godzin i dwadzieścia minut. Koleżanka, która mijała mnie wtedy samochodem stwierdziła, że jestem pijany i się nie zatrzymała. Jechała z mamą. Przeszedłem wtedy ponad trzydzieści kilometrów i powiem to otwarcie nie żałuję. Musiałem wszystko przemyśleć. Wyjazd z rodziną mając dwadzieścia dwa lata to nie lada obciach. Tak więc postanowiłem, że się przejdę i tak zrobiłem. Była sobota wieczór, gdy zadzwoniłem do domu z prośbą o odbiór. W jedną stronę można, ale w obie to przesada. Po drodze spotkałem, ee lepiej to zostawić. Pamiętam tylko, że noc była cudowna. Chyba nigdy tak dobrze mi się nie spało. Nie ma w tym przesady. Po prostu polecam tą metodę każdemu, kto nie może zasnąć. A poza tym jak działa na nogi, przepraszam kobiety. Marzę o tym, by z tej „terapii” skorzystała moja babcia. Ale trochę odbiegłem od tematu. Tak więc, mama - główny organizator rodzinnych wypadów, zadzwonił do biura, jako że informacje o biletach, a raczej ich braku, znalazła w Internecie i nie były to informacje sprawdzone. Tam dowiedziała się, że jest to stuprocentowa informacja i że jest lot nr..., na który są jeszcze miejsca. Powiedziała też, że jest to lot do Turcji. Hmm... Turcja a Egipt - wybór nie należy do Ciebie. Wybrała Turcję. Lot do Turcji nr 250 miał tylko jedno ale. Był o tydzień później. - Z drugiej strony lepiej później niż wcześniej - powiedziała matka. Ojca jakoś to nie przekonało. - W środę mam ważne zebranie, a w piątek walne zgromadzenie... - Możesz przełożyć- , świat się ni zawali... - matka jak zwykle okazywała zrozumienie. Rozmowa trwała by pewnie dobre kilka kwadransów, gdyby nie fakt, że wrzawę przerwał telefon. Dzwonił wujek. Odebrała matka. - Za tydzień? - zapytał zdziwiony jakby chodziło o coś tak ważnego jak pilnowanie unieruchomionej teściowej. Wszystko zaczęło się od początku. - Nie jestem niańką. Jestem informatykiem - wybąkał wujek, zapewne garbiąc się przy tym w ramionach. - Czy już tego nie omawialiśmy? - zapytał z bolesnym grymasem Marek. - Tak, ale... - Aj, nieładnie. Kto mówi o niańczeniu? Czy ja powiedziałem „niańka”, czy ja powiedziałem „niańczenie”? Czy ja powiedziałem choć- by na ten przykład dziecko”... Mama podniosła rękę. Mirek dał jej do zrozumienia, że wie o co chodzi i że poradzi sobie sam. Mirek głowa rodziny. Dyskusja trwałaby w nieskończoność, gdyby nie pisk teściowej. Nadciągnął jak nieoczekiwana fala, a gdy w końcu uderzył, strach było się sprzeciwiać. Mama, która wcześniej przysłuchiwała się rozmowie, miała już co robić. Teściowa zrobiła minę. - Musisz nam pomóc. To również twoja matka - rzekł Mirek. Dobijająca osiemdziesiątki teściowa, mama Mirka, matka również wujka Piotrka, miała więcej chęci do życia niż ktokolwiek inny, ale wyglądała jak człowiek, który nie może się ruszyć. Poniekąd słusznie. Miała szpakowate brwi, a na głowie coś co przypominało bocianie gniazdo? Rozmowę z wujkiem kontynuowała matka. - Ty nie mnie potrzebujesz, tylko opiekunki do osób starszych Matka zbyła to machnięciem ręki. - Odpada. - Dlaczego? - Nikt na to nie pójdzie. Dzwoniliśmy do wszystkich. Poza tym są wakacje. Matka była w połowie drogi do ubikacji. - Poza tym co wiesz o „niańkach” dla starszych osób - krzyknęła bliska furii matka. - Nie za dużo - odparł wujek. - Co znaczy nie za dużo? - zdziwiła się matka. - Którego z tych słów nie rozumiesz? - wtrąciłem się niezauważalnie do dyskusji, chcąc ratować- godność- wujka. - Daj spokój, dobrze - powiedział do mnie Mirek. - Więc? - krzyknęła matka, która czekała aż teściowa skończy wieczorną toaletę. - To, że nie mogę przyjechać- za tydzień - odpowiedział wujek. - To wiem - powiedział przez intercom Mirek. - Bracia trzymający się razem - powiedziała po cichu matka. - No to wiedz również, że się o nią martwię. Gdyby coś jej się stało... Mama skrzywiła się. - Jesteś beznadziejny - powiedziała matka. - Proszę, podlizuj mu się dalej, na pewno poskutkuje - powiedział Mirek , dając wyraźnie do zrozumienia, że też uczestniczy w dyskusji. Matka zrobiła minę. Była właśnie w trakcie przewracania teściowej z boku lewego na, co oczywiste prawy. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła dwudziesta. „Dobrze, że nie piętnasta” - pomyślałem. - Dobrze, zobaczę co da się zrobić- - tym mocnym akcentem wujek zakończył rozmowę, która powinna już być- zakończona. Czas mija szybko, gdy ma się przyjaciół, czas mija błyskawicznie, gdy ma się ich ponad dwóch. Kolejny dzień, kolejna złota myśl. Turcja zamiast Egiptu. No cóż, można i tak. Wyjazd miał się odbyć i kropka, to jest…