Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 6 min czytania

Pocałunek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

We współczesnej Warszawie, która wciąż chucha na mieszkańców nieświeżym oddechem pozostałym po drugiej wojnie światowej, wydarzyła się niezwykła historia…

Tablice pamiątkowe, muzea, pomniki, groby – Warszawa jest pełna miejsc pamięci narodowej. Zazwyczaj miejsca te odwiedzają znużeni starcy. Stolica nie przypomina już tej sprzed wojny, wspominanej przez dziadków – dorodnej, kulturalnej, gdzie kobiety nosiły futra, mężczyźni kapelusze, a pan Wedel prowadził cukiernię. Teraz są tu wysokie aż do chmur, szklane wieżowce i pochłonięci w nich pracą ludzie z całej Polski. Szybcy. Pracowici. Wściekli. Pan Edward Świerczewski jest wdowcem. Jego żona zginęła w czasie wojny – była sanitariuszką. Pan Świerczewski bardzo dobrze ją pamięta. Poznali się, kiedy mieli po dziewiętnaście lat, na obozie harcerskim, kiedy pani Jadwiga trzymała wartę nocną. To był rok dwudziesty trzeci lub czwarty – pan Edward sam za dobrze nie pamięta. Po wakacjach chodzili razem do parku, do kawiarni, na dancing albo do teatru. Pani Jadwiga miała złote loki zawsze zaczesane na prawą stronę. On mieszkał na Pradze ze starszym bratem, ona na Starówce z rodzicami. Potem, kiedy w trzydziestym czwartym roku wzięli ślub (pani Jadwiga założyła sukienkę ślubną swojej babci) zamieszkali w mieszkaniu wynajętym u Żyda, nad małym sklepikiem galanteryjnym. Gdy w trzydziestym dziewiątym wybuchła wojna pani Świerczewska została sanitariuszką, a pan Świerczewski organizował Szare Szeregi. Dwa lata później pan Edward po powrocie wieczorem do domu nie zastał w nim żony. Około trzeciej nad ranem, kiedy wciąż było ciemno ktoś nieoczekiwanie zaczął walić w drzwi. Kiedy pan Edward je otworzył jakiś złotowłosy anioł bezwładnie upadł na ziemię. Wziął więc pan domu święte ciało w ramiona, zaczął płakać, a parę dni później pochował je na Powązkach. Powązki to zespół zabytkowych cmentarzy. Spoczywa tam mieszczaństwo warszawskie, m.in. katolicy, protestanci, żydzi, wojskowi, artyści oraz uczeni. Powstał pod koniec XVIII wieku, a dzięki starym nagrobkom, pomnikom i ogromnym drzewom cechuje go jakaś mistyczna atmosfera. Otoczony wysokim, szarym murem tworzy jakby tajemniczy ogród zmarłych. Jest mikroklimatem, światem w świecie, państwem w państwie, innym wymiarem. Zdawać się może, że wstęp do niego mają tylko niektórzy – starzy. Wchodzą więc zgarbione panie i panowie przez obrośniętą bluszczem, masywną bramę. Przez tą bramę wchodzi również co niedzielę pan Edward Świerczewski. Jest małomówny, cały siwy, chyba już stuletni. Przychodzi tu na grób swojej żony – pani Jadwigi. Kiedy się rozstali mieli po trzydzieści siedem lat – jaki piękny to wiek! Nie mogli mieć dzieci, więc ciągle razem spędzali czas. Pan Edward w młodości nie był zanadto urodziwy, jednakowoż zawsze miał złote serce i duszę poety. Jak

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pocałunek — czytnik · opowiadania