Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 21 min czytania

Pochopne Życzenie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

POCHOPNE ŻYCZENIE

Szedł wzdłuż pobocza na jakimś odludziu. Nie pamiętał kim jest i skąd się tam wziął. Zupełnie jakby nagle obudził się z jakiegoś snu. A może to właśnie był sen? Było strasznie zimno i ciemno, praktycznie nic nie widział. Przerażająca cisza zjeżyła mu włosy na karku. Wiatr nie poruszał liśćmi, nie było słychać nocnych stworzeń. Miał ochotę zacząć biec przed siebie, żeby jak najszybciej uciec z tego miejsca, ale czuł się okropnie zmęczony, zupełnie jakby szedł już wiele kilometrów. W pewnym momencie księżyc wyłaniając się zza chmur oświetlił trochę bardziej drogę, a on zobaczył przed sobą postać. Zawahał się przez chwilę, ale wiedział, że nie ma innego wyjścia jak podejść i poprosić o pomoc. Mężczyzna w średnim wieku stał na środku drogi plecami do niego. - Przepraszam pana. – Jego własny głos rozbrzmiał mu w głowie jakby był w jakimś wąskim tunelu. Mężczyzna nie odpowiadał, stał nieruchomo i wpatrywał się w pobocze. – Czy pan mnie słyszy? - Ciiiiiiiiiiiii... – Wyszeptał mężczyzna i powoli odwrócił się w jego stronę. Chłopak się przeraził, był przekonany że facet okaże się jakimś potworem, nie będzie miał połowy twarzy albo oczy będą mu świecić w ciemności. Wyobraźnia w ułamek sekundy wywijała numery jeden za drugim. Zrobił nerwowo dwa kroki w tył, ale gość okazał się całkiem normalny. Spojrzał na niego uważnie i zapytał. - Myślisz że nie żyje? - Słucham? - Zapytałem, czy myślisz że nie żyje? - Ale kto? - No dzik, nie widzisz? Jechałem samochodem i wyskoczył na drogę. Chłopak nagle zauważył wkoło mnóstwo szczegółów. Na poboczu rzeczywiście leżało coś co przypominało duże zwierzę. Parę metrów dalej stał stary pick up i miał nawet włączone światła awaryjne. - Podejdź tu chłopcze, masz latarkę i sprawdź czy oddycha. - Ale... - Żadnego ale. Jest już późno, nie będziemy tu sterczeć całą noc. Sprawdź czy żyje, jeśli tak musimy go zawieźć do weterynarza żeby go uśpił czy coś. Nie znam dokładnych procedur w takich przypadkach. - A jeśli zdechł? - No to od tego chyba tu jesteś. No Mike podejdziesz do niego czy nie? - Skąd wiesz jak się... - Z naszywki na kombinezonie. Skąd ty się dzieciaku urwałeś? Świat stanął na głowie. Wezwiesz takiego do pomocy, a on się gapi jak jakiś tępak. Co ty pierwszy dzień w robocie jesteś? Dopiero teraz zauważył, że ubrany jest w ciemny kombinezon, a na klatce piersiowej ma plakietkę z imieniem Mike. Ruszył powoli w stronę leżącego zwierzęcia oglądając się jednocześnie na mężczyznę za sobą. Nagle latarka mrygnęła kilka razy i zgasła. - Chyba baterie się... – odwrócił się i zamarł. Nie było za nim ani faceta ani samochodu. Cisza znów przyprawiła go o gęsią skórkę. Zwrócił się w stronę dzika przekonany, że i jego nie będzie. Miał rację, ale zamiast dzika stał ogromny pies, który szczerzył na niego zęby. Był wściekły o czym świadczyła gęsta piana tocząca się z pyska. Mike zerwał się do ucieczki. Przez następnych kilkadziesiąt sekund przerażającą ciszę zagłuszał jego szybki urywany oddech i charczenie goniącego go zwierzęcia. Nie miał siły biec, ale nogi niosły go same. W pewnym momencie potknął się, a jego rozpędzone ciało poturlało się po jezdni. Wiedział, że nie zdąży się już podnieść. Wstrzymał oddech i czekał aż pies go dopadnie, ale znowu nastała głucha cisza. Podniósł się i rozejrzał wkoło. Co się do cholery dzieje, pomyślał, to jakiś koszmar. Nie chciał tu zostać ani chwili dłużej. Ruszył dalej drogą przed siebie wstrzymując raz za razem oddech, żeby sprawdzić czy nie dochodzi go jakiś podejrzany dźwięk Kilka godzin później wzeszło słońce. Świat budził się do życia, na niebie pojawiły się ptaki, w trawie słychać było świerszcze. Wszystko wydawało się normalne, ale Mike tego nie zauważył. Był wyczerpany, słaniał się na nogach i tak samo ja nie zauważył zmian wokół, nie zauważył też, że minął tabliczkę z nazwą miasteczka.

WITAMY W ENASNI

Dotarł jak mu się wydawało do centrum miasteczka i rozejrzał się. Dotarło do niego, że koszmar się skończył. Był w opłakanym stanie. Ludzie mijając go podejrzliwie się przyglądali, ale on nie zwracał na to uwagi. Był coraz słabszy, a teraz kiedy czuł się bezpiecznie mógł pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. Osunął się powoli na kolana i zaczął tracić przytomność. - Chłopcze, nic ci nie jest? – Rozmazany obraz po raz ostatni nabrał ostrości i Mike w pochylającym się na nim obcym rozpoznał twarz tego samego mężczyzny, którego spotkał w nocy. Na ułamek sekundy przerażenie otrzeźwiło jego umysł, ale był zbyt wyczerpany. Odpłynął.

Kiedy się ocknął nie był w stanie stwierdzić czy jest u siebie w domu czy w jakimś obcym pokoju. Uświadomiło mu to, że nadal nic nie pamięta, ani kim jest, ani co tak naprawdę się stało. Próbował wstać od razu, ale zakręciło mu się w głowie. Po kilku minutach był w stanie opuścić pokój i zszedł powoli po schodach na dół domu. W salonie na bujanym fotelu siedziała staruszka. - Obudziłeś się. Jak się czujesz? Spałeś prawie dwie doby. Byłeś bardzo wyczerpany. – Kobieta patrzyła na niego z prawdziwą sympatią. – Usiądź proszę, zaraz zrobię ci coś do picia. - Gdzie ja jestem? - O matulo! Ależ ja jestem roztrzepana. Nazywam się Meg Nesain. Prowadzimy z synem sklep w miasteczku. To on cię tu znalazł na ulicy. Padłeś jak długi na samym środku głównego placu. Nie może się doczekać aż się ockniesz. Czego się napijesz chłopcze? - Eee, herbata, może być herbata. – Mike już szukał wyjścia z domu. Co prawda stracił pamięć, ale ostatnią noc pamiętał doskonale, choć nie umiał za żadne skarby wyjaśnić co się wydarzyło. Kiedy kobieta wspomniała o swoim synu, który go znalazł, dotarło do niego, że nadal tkwi w tym koszmarze i musi uciekać. Staruszka wróciła do salonu z tacą, ale Mike’a już nie było. Drzwi od domu lekko skrzypiały niedomknięte. - Oj głuptasie. Nic do ciebie nie dotarło. Stąd nie ma ucieczki. – Podeszła spokojnie do drzwi, zamknęła je i wróciła na bujany fotel, mając cały czas szczery uśmiech na twarzy.

Szedł szybkim krokiem, ale starał się zachować spokój. Nie było potrzeby zwracać na siebie większej uwagi szczególnie, że nikt nie wyszedł za nim z domu. Miasteczko wyglądało całkiem normalnie. Co jakiś czas przejeżdżały spokojnie samochody, kobiety kręciły się po ulicy z zakupami prawdopodobnie rozmyślając co zrobić na obiad. Gdzie niegdzie przebiegło jakieś dziecko, na rogu jednej z ulic policjant pouczał jakiegoś pijaczka sikającego pod sklepem. Mike rozglądał się za jakimś dworcem autobusowym albo kolejowym, ale nic nie mógł znaleźć. Przez chwilę naszła go myśl żeby poprosić o pomoc mundurowego, ale to było zbyt ryzykowne. Bał się zaufać komukolwiek. Przechodząc obok szkoły zatrzymał się na chwilę, patrząc jak grupa chłopców gra w piłkę nożną. Coś było nie tak, ale nie wiedział co. W pewnym momencie, kiedy piłka opuściła boisko i jeden z chłopców podbiegł tuż obok niego żeby wznowić grę z autu Mike dostał ataku paniki. Od chłopca oddzielała go tylko siatka wydzielająca teren szkolny. Stał i patrzył na niego uśmiechnięty trzymając piłkę w rękach. Problem w tym, że to wcale nie była piłka, tylko ludzka głowa. Miała wydłubane oczy i wywalony na wierzch spuchnięty język. Zaczął cofać się nerwowo nie mogąc jednocześnie oderwać wzroku od głowy w późnym fazie rozkładu. Znowu się potknął i wyrżnął głową w chodnik. Przez chwilę zrobiło mu się ciemno przed oczami, ale adrenalina nie dopuściła nawet odrobiny bólu do jego mózgu. Kiedy się zebrał i odwrócił w stronę boiska nikogo nie było przy siatce. Chłopcy radośnie biegli w stronę nauczyciela który zakończył gwizdkiem ich mecz. Mike obserwował wszystko nie mogąc kompletnie ogarnąć co się dzieje. Czyżby zwariował? Chyba tak, bo jak inaczej wyjaśnić wszystko co się dzieje? - Czujesz to? – Nauczyciel stał przy siatce w tym samym miejscu co chwilę wcześniej chłopiec. Patrzył na niego z szyderczym uśmiechem na twarzy. – Czujesz?!?!?! – Wrzasnął. - Niby co? - Zapach. Zapach szaleństwa! Hahahahaha! - Nie, nie, nie, nie, nie, to jakiś obłęd! – Zasłonił sobie uszy dłońmi ale to nic nie dało, cały czas słyszał śmiech, który niemal rozrywał mu czaszkę od środka. Zaczął uciekać, biegł i biegł nie oglądając się za siebie. Zatrzymał się dopiero kiedy nie mógł już złapać oddechu i czuł metaliczny posmak w ustach. To uczucie towarzyszyło mu zawsze na zajęciach z wychowania fizycznego, kiedy to gruby nauczyciel wyżywał się na nich i kazał im biegać po dwa albo trzy kilometry zamiast jednego. Zastanawiał się wtedy jakim cudem taki pieprzony knur został nauczycielem. Grubas nie przebiegł by stu metrów, czemu nam karze biegać po trzy tysiące? Zatracił się w myślach zapominając o teraźniejszości i nagle go olśniło. Coś mu się przypomniało! Co prawda nie wie jeszcze kim jest, ale pamięta szkolne zajęcia i to nie tylko z grubym wieprzem od w-f’u. Pamiętał rudą panią Mc Cortney, która każdą jedną wojnę na lekcjach historii porównywała do wojny secesyjnej. Pamiętał jak podkochiwał się w cycastej Angie, z którą miał zajęcia z biologii. Była co prawda trochę przy kości, ale za to miała cudowne, ogromne oczy i jako jedyna potrafiła się do niego bezinteresownie uśmiechnąć. Stał tak ciężko dysząc z rękami opartymi na kolanach i wracał powoli z podróży w przeszłość do rzeczywistości. Bez względu na to czy pamiętał kim jest czy nie, nie zmieniało to faktu, że przeżywa jakiś pieprzony koszmar. Zaczął grzebać po kieszeniach i znalazł parę dolarów. - Czubki czy nie, muszą mieć jakąś wódę. – Ruszył do sklepu naprzeciw niego z nadzieją, że uda mu się bez zwracania na siebie uwagi kupić jakiś alkohol, który go uspokoi. - Witaj chłopcze, co podać? - Sprzedawca przywitał go szerokim uśmiechem, a jemu wnętrzności wywróciły się na lewą stronę. Czemu kurwa wszyscy mówią do mnie chłopcze, pomyślał. - Whisky. - Się robi. – Facet za ladą wstał i podszedł do półki z alkoholem. – Hmm. A jaką konkretnie chłopcze? - Jakakolwiek, byle poniewierała. - Ooo widzę, że są problemy z aklimatyzacją. - Słucham? - Spokojnie chłopcze, każdy przez to przechodził, ale masz co chciałeś. - Co pan bredzi? Zresztą nieważne, ile płacę? - Nic. Na koszt firmy. Piękny mamy dziś dzień. Czujesz ten cudowny zapach chłopcze? - Zapach szaleństwa? - A widzisz, jednak już powoli do ciebie dociera. - Wszyscy jesteście w tym miasteczku tacy pokręceni? - Oj tak, w rzeczy samej. Hahahahahaha. Mike chwycił…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%