Fantastyka · 8 min czytania
Początek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I
Kwiecień. Ciepło i słonecznie. Jeden z tych dni, kiedy to ludzie wyzwoleni wreszcie z pod warstwy czapek i puchowych kurtek zaczynają oddychać pełną piersią. W powietrzu unosi się zapach wiosny, o ile oczywiście ktoś jest w stanie poczuć go przez warstwę smogu i spalin. Ale dla dziewczyny, idącej chodnikiem jednego z polskich miast nie stanowiło to problemu. Całe swoje 23 letnie życie spędziła w mieście, więc bezbłędnie wyczuwała delikatne zmiany, które w atmosferze tworzyła wiosna. I pomimo tego, że z jej nastrojem znacznie bardziej konweniowałaby zamieć śnieżna, to jednak momentami ogólny optymizm spowodowany słońcem i rozkwitającym życiem udzielał się również jej. W tych chwilach cała jej sylwetka prostowała się, oczy uśmiechały i z radością rozglądała się po otaczającym ją świecie. Niestety nie trwało to długo. Po chwili jej uśmiech przygasał, oczy ciemniały a postawa sugerowała wybitnie bojowe nastawienie do wszystkiego i wszystkich. Otóż proszę Państwa nasza bohaterka właśnie dochodziła do wniosku, że ma po dziurki w nosie dotychczasowego życia. „Każdy dzień podobny do poprzedniego, ciągle praca, szkoła, codzienne nie odbiegające od normy spotkania z chłopakiem” – myślała – „Przygnębiające perspektywy, w których brakuje miejsca na szaleństwo i nieoczekiwane decyzje. Ile można tak żyć?”. Być może wielu z was pomyśli, że nasza bohaterka sama nie wie co ma. Dobra, zapewniająca stabilizację praca, już prawie uzyskany tytuł magistra, kochający chłopak, który nie widział poza nią świata, dobra sytuacja w domu, żadnych traumatycznych przeżyć. To jej jednak nie wystarczało, wewnątrz niej szalał wulkan uczuć i myśli tym trudniejszy do opanowania, że nie miała się z kim podzielić tym co czuje. Nikt ze znajomych by jej nie zrozumiał. Potrzebowała odmiany, potrzebowała wyrwać się z tego miasta, zmienić otoczenie, ludzi. Czuła się rozerwana na dwie połówki, jedna ta logiczna i racjonalna mówiła, żeby wreszcie ustaliła termin ślubu, przestała fantazjować i postarała się jak najwygodniej urządzić sobie życie. I nasza bohaterka chętnie by jej posłuchała, ale gdzieś w głębi duszy odzywał się inny głos, głos, który mówił jej by rzuciła to wszystko i wyjechała gdzieś daleko, szukać..., no właśnie szukać „czegoś” tylko, że ona właściwie nie wiedziała co to ma być to „coś”. I czy ma na tyle odwagi by to zrobić. I to właśnie, ta niemożność podjęcia decyzji denerwowało ją jeszcze bardziej. Była wściekła na siebie i co za tym idzie na wszystkich innych. Więc szła chodnikiem w ten piękny, słoneczny dzień, ze słuchawkami na uszach i chęcią mordu w sobie. „Tak k..wa, I’m strong enough” - powtórzyła za Cher.
***
„Tak wiosna” – pomyślał z przekąsem Dominik, zrobił sobie przerwę na papierosa i stał na balkonie na 137 piętrze budynku Ministerstwa. Od 30 godzin był w pracy i nic nie zapowiadało by w najbliższym czasie pozwolono mu wrócić do domu. „Nie ma to jak Kontrola na wiosnę, naprawdę to uwielbiam” – był zmęczony i zniechęcony, właśnie sprawdzano całą jego dokumentację, a niestety nikt tak dobrze jak on nie wiedział ile było tam niedociągnięć, do których można się przyczepić. Nie czuł powołania do tej pracy, załatwił mu ją ojciec, a on nie czuł się na siłach w czymkolwiek mu się przeciwstawić. Tak naprawdę zawsze marzył o lataniu, o unoszeniu się nad głowami ludzi, o szybowaniu w chmurach. Nawet wydawało mu się, że ma szansę, głęboko na dnie szuflady jego biurka leżało podanie o przyjęcie do Jednostek Powietrznych, ale nie miał odwagi go wysłać. Ojciec twierdził, że karierę można zrobić tylko w administracji, a ci „latawnicy” jak ich nazywał to nieodpowiedzialni szaleńcy. Więc Dominik tylko od czasu do czasu wyciągał to podanie, patrzył na nie, po czym z przygnębieniem chował z powrotem. Bo może…