Fantastyka · 18 min czytania
Początek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
O
d pewnego czasu jedynym otoczeniem Minyii był las. Kiedy opuściła rodzinną wioskę i samotnie wyruszyła w wyprawę nie zdawała sobie sprawy, że ludzi będzie widywać tak rzadko. Myślała, że chociaż co kilka dni ujrzy jakiegoś człowieka, tak jak ona, trudzącego się podróżą, mającego jednak jasno wytyczony cel, do którego zmierzał. Niestety, jak to zwykle bywa, rzeczywistość wydała się całkiem inna. Otaczały ją same pola i lasy, tygodnie spędzała na tułaczce, co jakiś czas trafiając do przypadkowych wiosek, gdzie mogła uzupełnić brakujące zapasy. Wyruszając nie miała wiele pieniędzy, cennych umiejętności, które mogłyby przydać jej się w dziczy, ani wiary w samą siebie. Mając prowiant zapewniający pożywienie na tydzień, łuk, sztylet, ubrania na zmianę oraz krzesiwo udało jej się wytrwać pięć miesięcy. Początkowo było bardzo ciężko. Nie potrafiła celnie strzelać z łuku, a sztyletem nie mogła nic upolować. Cały czas ćwicząc i wykorzystując możliwie jak najwięcej czasu, w ciągu dwóch tygodni jej umiejętności strzeleckie bardzo się poprawiły. Bliska śmierć głodowa była jej cenną nauczycielką, a myśl o świeżym mięsie dodawała jej dodatkowego uporu. Kiedy tylko jej strzelectwo poprawiło się do tego stopnia, że bez większego problemu potrafiła upolować sobie coś do jedzenia, nie musiała już tak często przerywać wędrówki, by uzupełnić brakujące zapasy. Wody i pożywienia miała pod dostatkiem, a dzięki swojej matce, w razie ewentualnych ran potrafiła zrobić opatrunek z ziół znajdujących się w lesie. Jednakowoż, idąc zawsze trzymała się rzeki, więc siłą rzeczy musiała trafiać, chociaż na najmniejsze osady. Czuła się wtedy niekomfortowo, jak intruz ingerujący w spokojne życie wieśniaków. Czasy były niespokojne, więc każdy patrzył na obcych podejrzliwie, tak jakby chociaż słaba i samotna dziewczyna jak ona, mogła splądrować całą wioskę. Z tego powodu ludzie niechętnie udzielali jej jakieś pomocy, tylko dzięki własnej uporczywości i stanowczości potrafiła dostać potrzebne rzeczy. Radziła sobie z tym całkiem nieźle lecz nie zawsze dosięgała wymarzonego celu. Maszerując całymi dniami, ciągle nie wiedziała dokąd tak naprawdę zmierza. Od kiedy pamiętała jej życiu brakowało jakiegoś celu, sensu, który nadawałby barwę istnienia. Wyruszyła z domu wzburzona, zrozpaczona, że nawet jej rodzice nie odradzali jej tej podróży, dając do zrozumienia, że mają wystarczająco własnych problemów, by przejmować się jeszcze nią. Dlatego opuszczenie wioski sprawiło jej ulgę. Nie czuła się już przytłoczona zmęczonymi spojrzeniami rzucanymi w jej stronę. Po raz pierwszy wzięła życie w swoje ręce i zaczęła myśleć o sobie, wyruszyła, by odnaleźć siebie, by mieć jakiś wkład w tworzeniu swojej przyszłości. Gdyby została w wiosce nie miała by takiej możliwości. Jej przyszłość rysowałaby się aż nader jasno. Miała już siedemnaście lat, wiedziała, że niewiele czasu by jej pozostało, że wkrótce zostałaby wydana za kogoś za mąż. Małżeństwo z interesów, nie z miłości. Pewnie zostałaby sprzedana przez swoich rodziców jakiemuś wieśniakowi, który żądałby od niej całkowitego posłuszeństwa i zdrowych dzieci. Ona by tego nie wytrzymała. Dusiłaby się jak w klatce, bez wyjścia, bez możliwości jakiegokolwiek ocalenia, nie mając nadziei na lepsze jutro. Zostałaby stłamszona przez męża, pozostałby po niej cień, nic więcej. Umarłaby pewnie krótko po urodzeniu dziecka, z żalu ze straty wolności, zgaszona niczym świeca. Nie mogła do tego dopuścić. Być może w głębi była jeszcze dzieckiem i nie dochodziło do niej, że na zewnątrz stała się już kobietą gotową do zamążpójścia. Dla niej było to jednoznaczne z końcem życia, ze spokojnym oczekiwaniem na śmierć. Minya czuła się jeszcze świeża i żywiołowa, sądziła, że świat ma dla niej za dużo do zaoferowania, by ona mogła z tego tak szybko zrezygnować i dać się przygwoździć do kogoś kogo pewnie by nawet nie lubiła. Życie chłopki nie godziło się z jej ambicjami, Minya miała w sobie poczucie, że musi coś z siebie dać, nie jedynie potomka, do którego zostałaby zmuszona żyjąc w wiosce. Czasami maszerując tak po lesie, czy po łąkach zastanawiała się czy podjęła słuszną decyzję. Dalej nie wiedziała gdzie idzie, mijała kolejne wioski szukając czegoś, co wypełniłoby jej życie. Uparcie jednak szła dalej, miała nadzieję i to właśnie ona dodawała jej energii na dalszą podróż. Mimo wszystko nie potrafiła się opędzić od duchów przeszłości, atakującymi ją głównie nocą. Opuszczając wioskę, umarła dawna Minya, a po niej i jej życiu pozostały tylko dręczące wspomnienia. Nie mogąc zasnąć często myślała o wszystkich ludziach jakich zostawiła - o rodzicach, Brith, Falmie, Kamie… Rodziciele Minyii byli po prostu źli. Nigdy się nią nie interesowali, przeważnie nie chcieli jej widzieć na oczy. Oni nie kochali jej, a ona ich. Zostawienie ich było proste, nawet się nie pożegnali. Brith i Falma były jej koleżankami od kiedy pamiętała. Z nimi wiązały się jej jedyne dobre wspomnienia. Jednak one kochały swoje rodziny, przyjaciół i obowiązki. Obu odpowiadało życie toczące się w wiosce i nie rozumiały dlaczego Minya chciała odejść. Wśród nich tylko ona wydawała się na tyle głupia i nierozsądna by marzyć o świecie poza ich osadą. Z Kamem sprawy miały się całkiem inaczej, tęskniła za nim, bo był jej dziecinną miłością, którą wypełniała swoje nudne życie. Wydawał jej się bardziej czymś o czym mogła myśleć w wolnym czasie, jakimś punktem zaczepienia, na którym mogła się skupić. Nie znając go dobrze, a będąc nim zauroczona zdała sobie sprawę, że nawet, gdyby on miałby zostać jej mężem nie byłaby szczęśliwa. Minyii podobały się po prostu jego duże, brązowe oczy, półdługie popielate włosy i silne dłonie. Tak jak i wielu wiejskim dziewkom. Kam był przystojnym, zdrowym mężczyzną, który miał wszystkie zęby, nic więc dziwnego, że durzyło się w nim wiele dziewczyn. W pewnym momencie drgnęła, otrząsając się z myśli, karcąc się przy okazji za to, że zbyt często myśli o domu. Wydawało jej się, że coś usłyszała, a dźwięki często mogą zwiastować niebezpieczeństwo. Lub obiad, czego się ostatnimi czasy nauczyła. Niemal machinalnie nadstawiła uszu, napięła mięśnie i nałożyła strzałę na cięciwę. Po chwili znowu usłyszała ten sam dźwięk. Pluskanie wody i szmer rozmów. {i}Czyli nie obiad, a wieśniaczki, które przyszły po wodę, {/i}pomyślała,{i} wioska musi być gdzieś niedaleko...{/i} Minya zboczyła w gęstwinę koło rzeki, by pozostać niezauważoną i zaczęła zbliżać się do źródła dźwięków. Nad rzeką siedziała dwójka ludzi – mężczyzna i kobieta. Oboje ubrani byli całkiem zwyczajnie, w lniane koszule i długie spodnie. Niedaleko nich leżały dwa ciemne płaszcze i dwie torby, oni natomiast zajęci byli napełnianiem bukłaków wodą i rozmową. Nie usłyszeli zbliżającej się Minyii, co przyjęła z zadowoleniem. Obserwowała ich przez chwilę, zastanawiając się kim są, gdyż na zwykłego paroba żadne z nich nie wyglądało. Słysząc szelest liści, mężczyzna szybko odwrócił się w jej stronę. Był bardziej wyczulony od kobiety, jednak ta odwróciła się chwilę po nim. Mężczyzna był młody, sądząc po wyglądzie miał około trzydziestu lat. Wydawał się być całkiem przystojny, wysoki i niezbyt groźny. Kobieta była od niego łagodniejsza i chyba troszkę młodsza. Zwracała na siebie uwagę gęstymi, rudymi loczkami okalającymi jej opaloną lecz brzydką twarz. Oboje szybko wstali i groźnie spojrzeli na Minyę. - Kim jesteś? – spytał mężczyzna – I czego chcesz? - Usłyszałam was i postanowiłam podejść – wytłumaczyła i zaczerwieniła się lekko, jak to miała w zwyczaju, gdy rozmawiała z nieznajomymi. Mężczyzna przyglądał jej się przez chwilę zanim odpowiedział. Nawet z odległości kilku metrów, Minya dostrzegła jego napięte mięśnie. Wydawał jej się być bardzo poważny, a sądząc po linii szczęki także gwałtowny i uparty. On natomiast dostrzegł, że ma przed sobą dziecko. Głupie, skoro zaczaja się przed dwójką dorosłych, obcych ludzi, jednak wciąż dziecko. - Nie powinnaś tego robić, moglibyśmy mieć co do Ciebie złe zamiary. Czasy są niebezpieczne i dziewczyna taka jak Ty powinna trzymać się własnego domu i na pewno nie… - Potrzebujesz czegoś? Jesteś ranna? – Przerwała mu kobieta – Jeśli tak, to mów. Postaramy się pomóc. Mężczyzna zacisnął zęby, przeklinając cholerny matczyny instynkt, ale nie upomniał rudowłosej. Spojrzał tylko na nią groźnie, na co ona nie zwróciła najmniejszej uwagi i wrócił do napełniania własnego bukłaka. Jak dla niego rozmowa była skończona i nie miał najmniejszej ochoty na rozmowę z młodą i głupiutką nieznajomą szwędającą się po lesie. Tym bardziej, że został przy niej zlekceważony, a jego duma doznała uszczerbku. - Nie, nic mi nie jest… - odpowiedziała Minya patrząc na nich niepewnie. Czuła się przy tej dwójce bezbronna i gorzko żałowała swojej decyzji, mogła iść spokojnie dalej, będąc przez nich niezauważona. - Chcesz z nami zjeść kolację? – spytała ruda z przyjaznym uśmiechem wymalowanym na twarzy – Ja