Filozofia · 5 min czytania
Początek drogi
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Chciałabym wiedzieć co tam ujrzę, wiedzieć do czego jadę i wiedzieć czego się spodziewać. Z rzeczy pewnych było jednak tylko jedno: jadę z biletem kupionym za ostatnie pieniądze do obcego miasta. W pociągu było dosyć duszno, w końcu druga klasa w środku lipca. Większość pasażerów targała ze sobą rozmaite bagaże, walizki, torby i torebki. Ja miałam tylko malutki plecaczek, w którym trzymałam wymięty list i bilet, oraz portfel w którym znajdowały się ostatnie moje drobniaki. Byłam jednak dumna z mojej wyprawy. Zostawiłam wszystko to co można było zostawić, poza zawartością plecaka którą ewidentnie pozwoliłam sobie przywłaszczyć. Podróż wcale mi się nie dłużyła. Jechałam spokojnie, aczkolwiek szybko. Może właśnie dlatego, że też bałam się ujrzeć to co ewidentnie ujrzeć miałam. Nad tym co zostawiałam za sobą nie myślałam długo. Wahać też się nie wahałam za bardzo. Po prostu działo się coś co miało zmienić ostatecznie to co było dotychczasowe i niezmienne. Nie rozmawiałam wiele z podróżnymi. Od czasu do czasu tylko włączyłam się w ogólną dyskusję o pogodzie i o równie nieznacznych rzeczach. Raz jeszcze odpowiedziałam dokąd jadę. Starsza pani w różowej chustce nic nie mówiła, po prostu się patrzyła. Przygarbiona obserwowała ze swojego miejsca to co się działo w przedziale. Nie komentowała i nie była zbyt zauważana. A jednak bardzo mnie intrygowała. Miała w sobie coś...hmm nie wiem nie umiem tego nazwać. Wydawała mi się prawie znajoma. Kilka razy udało mi się podchwycić jej łagodne spojrzenie. Ale tylko tyle, nic więcej. Milczała nadal, a ja nie miałam na tyle śmiałości by coś powiedzieć. W sumie to i nawet o śmiałość nie chodziło, ale nie miałam nawet pomysłu na to by powiedzieć cokolwiek mądrego i błyskotliwego. Może nawet nie miałam pomysłu na cokolwiek innego. Nie ważne, efekt pozostał ten sam, nie zamieniłam z nią ani słowa. Musiałam przysnąć na chwilę, bo gdy usłyszałam gwizdek okazało się, jestem już stację za daleko od mojego miejsca docelowego. Nie zaniepokoiło mnie to aż tak bardzo. Może trochę zdezorientowało, ale przecież nie miałam konkretnych planów. Jechałam donikąd, więc co to za różnica gdzie to nic będzie. Tu czy stację wcześniej. Gdy wychodziłam pani w różowej chustce już nie było. Pozostało po niej puste miejsce,