Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Początki kosmicznego biznesu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Początki kosmicznego biznesu

Był późny zimowy wieczór. Niewiele światła wpadało z zewnątrz przez oszronione i okratowane okienko tuż pod sufitem. Niewygodna prycza wpijała się tu i tam. Nie mogłem zasnąć, więc zacząłem szukać wzrokiem czegoś co pozwoliłoby mi odnaleźć spokój . I znalazłem. -Piękne!- pomyślałem -i od jakiegoś czasu ze mną tu było- Były to refleksy więziennej lampy czmychające po zalanym lodem okienku. -Dobrze, że dali mi górną pryczę- Ruszałem głową w te i wewte aż w końcu, nie wiedzieć kiedy, zasnąłem. Stało się to chyba dość późno, bo pobudka była wyjątkowo bolesna. Stałem na łące i rozglądałem się nieco oszołomiony. A później był pies, duży rottwajler. Nie uciekałem, nogi miałem jak z waty. Rzucił mi się do gardła, ale nie sięgnął. Złapał mnie za ramię, a ja się szamotałem…Był zbyt silny, ściągnął mnie na ziemię. -Tego już było za dużo. Skurwiel nie mógł mnie obudzić, to zrzucił mnie z łóżka. Przecież to jest półtora metra do cholery.- Patrzył na mnie jak na skopanego psa. Cały bok jęczał z bólu. Wstałem, przepłukałem twarz zimną wodą i wyskoczyłem przed celę. Przed każdą celą stało po dwóch współwięźniów. Obok mnie stał Lechu Cinkciarz – tak go tu nazywali. Przywitałem się z nim ściskając rękę i lekko się uśmiechając. Policzyli nas i kazali udać się pod natryski – zimne oczywiście. Zatrzymali jeszcze tych, co zaspali – 50 pompek szczekając. -Lechu nigdy nie dał się w to wplątać, chociaż nie raz zdarzyło mu się zaspać, odkąd z nim koczuję. -Ma talent skubany. Góra wiedziała, co robi – Robiłem te swoje pompki poszczekując i dając strażnikom nie lada koncert. Prawdę mówiąc ich spasione cielska w przymałych mundurach dawały mi równie dużo radości. Jednak mi płacono o wiele więcej. „Odświeżony” udałem się na stołówkę. Niestety byłem jednym z ostatnich, więc nie przypadły mi najlepsze kąski. Rozejrzałem się po sali, szukając kogoś do pogawędki przy i tak już zimnej zupie mlecznej. Znalazłem jego siwą głowę. Siedział tyłem do mnie. Podszedłem i bez ceremoniału przysiadłem się. Podniósł szare oczy znad talerza, kiwnął głową w geście powitania. Cisza się przedłużała a mi ciągle chodziło po głowie to pytanie. Pomyślałem, że to dobry czas żeby je zadać. -Lech powiedz, proszę, powiedz mi jak to było a m-o-ż-e c-i p-o-m-o-g-ę.- Położyłem nacisk na ostatnie słowa, ale chyba nie trafiłem z chwilą. Wstał, mruknął coś pod nosem i powoli się oddalił. Dołączyłem do niego w celi. Wlazłem na piętro. Siadłem okrakiem z metalowym pudełkiem między nogami. Zrobiłem dwa skręty. Jednego rzuciłem Lechowi. -Masz zapal i chrzań to w stołówce- Wyciągnąłem swój mały nadajnik i wysłałem informacje o dziesiątym już niepowodzeniu. Reszta dnia mijała leniwie. Jakiś obiad, spacerek, później parówki na kolację i do cel. Postanowiłem nie męczyć już Lecha. W końcu zostało mi jeszcze trochę czasu. Kolejnego dnia obudziłem się przed świtem. Ku mojemu zdziwieniu sąsiad z dołu nie spał. Skrobał coś przy świetle świeczki. Bez ruchu podsłuchiwałem co on tam kombinuje. Okazało się, że coś pisze. Poczekałem jeszcze chwilkę żeby zorientować się gdzie chowa. Schował pod materac. Zasnąłem. Ten ranek był podobny do poprzedniego, tyle, że pompek już nie robiłem. Coś tam było na śniadanie jak zwykle mało smaczne. Miałem jakieś pieniądze, więc kupiłem batona w więziennym sklepiku. Pomyślałem, że zostawię go na spacer. Fajnie będzie chodzić i żuć batona. Później obiad, potem fajnie, a później czas wolny. Przypomniałem sobie, że dwa dni temu Lech mówił, że idzie dziś grać w karty na pieniądze i żebym szedł z nim. Przypomniałem sobie również, że odmówiłem, bo: -„(…)przecież wiesz, że wygrasz, po co mam tracić kasę?!”-. To była szansa. Wyczekałem odpowiedniej chwili. Wyszedł nie zamykając za sobą drzwi. Odczekałem, żeby nic nie podejrzewał. Gdy nie słyszałem już kroków, podniosłem się i powoli zsunąłem z łóżka. Wyszedłem na zewnątrz i, nie widząc go nigdzie, wróciłem zamykając za sobą drzwi. Później delikatnie przeglądałem to, co się znajdowało pod materacem Lecha. Jakieś świerszczyki, to była norma. - Jaki ty głupi. Co on robił…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Początki kosmicznego biznesu — czytnik · opowiadania