Fantastyka · 10 min czytania
Początku ciąg dalszy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
To był naprawdę dziwny okres mojego życia, ostatnie dwa miesiące, nagle wszystko się skomplikowało. Właściwie żyłam sobie całkiem spokojnie, właściwie byłam szczęśliwa i właściwie nie powinnam chcieć nic więcej. Tak właściwie...I nagle zaczęły się te myśli, początkowo odczuwałam je jako wewnętrzny niepokój nie mogłam znaleźć sobie miejsca, nosiło mnie. Z czasem stały się coraz bardziej natarczywe, zaczęły się precyzować, zaczęłam myśleć o wyjeździe. Czasem miałam nawet wrażenie, że to wcale nie są moje myśli, tylko ktoś mi szepcze do ucha. Głos jak ze starej gramofonowej płyty, który powtarzał ciągle: "musisz wyjechać, musisz to odnaleźć, musisz wyjechać...". I tak mniej więcej cały czas. Możecie sobie chyba wyobrazić jakie to było niezmiernie denerwujące. A ja rzeczywiście czułam coraz to większą i gwałtowniejszą potrzebę zmiany otoczenia, potrzebę podróży i to im dalej tym lepiej. Ale przecież miałam swoje życie, miałam chłopaka, prace i szkołę, nie mówiąc już o pomniejszych obowiązkach. Bałam się...im dłużej to trwało tym bardziej się bałam, że zrobię coś nieobliczalnego, zrobię coś czego będę żałować...ale jednocześnie perspektywa taka bardzo mnie pociągała. Tego dnia...To był ciepły dzień, jeden z pierwszych tak ciepłych dni tej wiosny. Wracałam do domu i oczywiście w mojej głowie kłębiło się milion myśli. Co mam zrobić, czemu mam zrobić właśnie to i czemu do cholery znów siadają mi baterie w odtwarzaczu płytek skoro dopiero je wymieniałam?? Byłam zła na cały świat, zła na siebie i na te cholerne baterie. I kiedy dochodziłam do domu, podjęłam decyzję. "Tak" - pomyślałam, stawiając nogę na pierwszym stopniu schodów - "zrobię to, spakuję się i wyjeżdżam".
***
Dominik nerwowo przechadzał się po poczekalni przed gabinetem Skrzypca. Za czarnymi obitymi skórą drzwiami ważyły się losy jego i tej dziewczyny. Dziewczyny, która przez jego głupotę mogła zginąć. Właściwie ciężko sprecyzować co teraz czuł. Czy się bał, czy był zdenerwowany, zły, na pewno, ale przede wszystkim był zniecierpliwiony. Czekał tu już pół godziny, pół godziny które można było poświęcić na szukanie Jej. A oni wciąż nie podjęli żadnej decyzji. Kiedy kolejny raz zbliżył się do obitej drewnem ściany, mocno uderzył w nią pięścią, sekretarka Skrzypca spojrzała na niego z niepokojem. Zawsze kiedy tylko miał okazję delikatnie z nią flirtował, ale tym razem nawet nie zdawał sobie sprawy z jej obecności. Powoli zaczynał jasno myśleć, analizować to co się stało. "A więc przeniosła się, przeniosła na jeden z wymiarów, niestety oczywiście nie wiemy który. Do cholery nawet nie wiemy ile naprawdę ich jest, ciągle jedne znikają a na ich miejsce pojawiają się nowe. O ile dobrze pamiętam ostatnia skatalogowana liczba to coś w granicach 22 miliardów. A mnie pozostaję się tylko modlić, żeby Ona była na którymś z pierwszej dziesiątki listy, bo wtedy być może ja odnajdziemy." - myślał.
***
Część 22 / 2
"-Spokojnie, spokojnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. To po prostu wina przemęczenia. Taaak...głęboki oddech...policzę do trzech i otworze oczy...OK. raz...dwa...trzy...Cholera...Tylko się nie denerwujmy...Ciekawe czy właśnie w ten sposób objawia się choroba psychiczna, hehe, ale by były jaja jakby się okazało, że zwariowałam...nie nie nie! W obecnej sytuacji to nie sa najlepsze możliwe myśli...Spróbujmy jeszcze raz. Raz...dwa...trzy...a żeby to...!!! OK., Haniu OK., tu nie ma żadnego lasu, żadnej polanki i żadnych żółtych kwiatków, jesteś teraz u siebie na klatce, a to taki sen, no właśnie zaraz na pewno się obudzisz i znów wszystko będzie normalnie...hmm...o pieniek, dobra zróbmy próbę...nooo, pieniek, wydaje się całkiem rzeczywisty i całkiem wygodny jak na cholerny niewiadomoskądsiębiorący pieniek! Głęboki oddech, dobra uspokójmy się. No w sumie w życiu to nigdy nic nie wiadomo, niech będzie, że pieniek, no w końcu nie ma w nim nic niezwykłego, proszę bardzo pieniek, lasek, trawka, jakieś ładne żółte kwiatki - spoko...o ptaszek...ooo, kurwa, dwa słońca to już nie jest takie do końca normalne!!."
***
- Hej, szefie za jakieś 15 min. Będziemy na miejscu! - Fayer skinął głową, doskonale wiedział gdzie się znajdują, ale lubił by jego ludzie mieli baczenie na wszystko i o wszystkim go informowali. Kawalkada wozów i koni ciągnęła się przez dobre pół mili. Fayer był handlarzem, cholernie dobrym handlarzem. Dzięki wrodzonym talentom, w przeciągu 20 lat z niczego stworzył potężne imperium. Nie było "rzeczy", której nie potrafiłby zdobyć i dostarczyć w umówionym terminie. Był również bardzo przystojnym mężczyzną, wysoki,…