Psychologia · 5 min czytania
"Poczekaj"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdybym mógł to bym zapłakał. Chociaż raz. Budynki przypominają mi zakurzone chodniki mojego dzieciństwa, w których tarzałem się nie raz. Stoją bez uczuć, przepełnione życiowym powietrzem krzątających się w nich ludzi. Ich życie. Ich zawód. Wszystko jest ustawione, jakby miało tak być, a budynki są takie szare, jakby zawsze miały być tego koloru. Jedynie okna – okna umyte przez mieszkańców, będące pozorem życia, trwają w tym smutku. Nawet papieros tak nie smakuje jak ten letni. Lecz nawet teraz para z mych ust szare przybiera barwy. Mgłą zalewa moje oczy i skrapla je w postać takich oto łez – stworzonych. Do tych budynków ludzie wchodzą pośpiesznie – śmieszą się za czasem, za cieniem stąpającym po ścianach brudnych chodników. Wszystko to wydaje się zachłanne, takie pozornie zależne od przyszłych momentów i aż nazbyt rzeczywiste. Jak ty. Nawet głos przypomina ten świat, który widzę. A tak nie powinno być. Nie pewnie stojąca, uśmiechnięta nie do końca, patrzysz niebieskimi oczyma na mnie i czekasz na żart. Żart przepełniony lepszością. Chwila oddechu i krok łapany uchem, który wytwarza zbliżająca się starsza pani, rozstrajają moje zmysły artystyczne. Artystą pozostaję mimo wiedzy o tym, gdzie mieszkasz. O tym, kim jesteś. Ty jedyna wiesz, ile łez kosztuje mnie zrozumienie tego wszystkiego i udawanie, że jednak nie wiem. Tulisz się do mnie kurczowo, ciepłem zapewniając moje członki, me serce zalane zmrożoną krwią. Jak pompa - raz kocha, raz nie jest pewna? Pozostaje tylko histeryczny śmiech bądź deszcz, co zaleje twoje smutne oczy. - Możesz iść, poczekam. – powiedziałem jej do ucha. Brodę trzymała na moim skórzanym ramieniu. – Weź, co musisz i wracaj. Poczekam na ciebie. - Nie wejdziesz? – oderwała się od mojego wątłego ciała, podtrzymując się jedynie rękoma moich rąk. – Mama od dawna na ciebie czeka… - Innym razem, dzisiaj nie. Uciekaj. - Na pewno? – spytała odrywając ręce, jeszcze nie do końca pewna. – Możesz przecież powiedzieć, o co chodzi. - O nic, uciekaj, nic mi nie jest. – udałem śmiech. – Będę na ciebie czekał. Poruszała się jak wiatr, co spokojnie kołysze fale. Pustym wzrokiem wpatrywałem się w odchodzące hormony, napełnione dawno zapomnianymi emocjami. I smakiem. Oprócz mnie tylko budynki spoglądały…