Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

POCZEKALNIA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zdarzają się w życiu takie sytuacje, w których choć na chwilę trzeba porzucić świat cybernetycznego szczęścia i lśniących ołtarzy galerii handlowych. Opuszczamy tarczę i wyruszamy na spotkanie z ludźmi, których nie poddajemy uprzedniej weryfikacji (kobieta 19-24 l., tylko z foto). Na przykład taka choroba. Po kilku dniach wzmożonego osłabienia organizmu może się bowiem okazać – co przyjmujemy ze sporym zaskoczeniem – że cudotwórcze specyfiki w przekolorowych opakowaniach znane nam wszystkim tak dobrze jak pierwsza zwrotka hymnu narodowego (i znacznie lepiej niż druga), nie działają. Wtedy bierzemy książeczkę, rejestrujemy się i siadamy w poczekalni.

Na tym ostatnim etapie znalazła się właśnie niejaka pani Patrycja, młoda mama, która usiadła na niewygodnym białym krzesełku i tradycyjnie zapytała:

- Kto z państwa ostatni? – cztery osoby znajdujące się w poczekalni odetchnęły z ulgą, że nie muszą już na to pytanie odpowiadać, natomiast osoba numer pięć, mężczyzna w średnim wieku o workowatej twarzy przełknął ślinę i powiedział: - Ja.

Mama Patrycja posadziła swojego pięcioletniego syna na równie niewygodnym i równie białym krzesełku i zaczęła rozglądać się po poczekalni. Jej uwagę natychmiast przyciągnęły wielkie kolorowe płachty, na których szczęśliwi ludzie zachwalali magiczne działanie tabletek, syropów i innych alchemicznych substancji. Radość bijąca z ich twarzy wręcz budziła ochotę, żeby zachorować na jedną z dostępnych chorób, a następnie wyleczyć się przy pomocy kolorowych kapsułek i dołączyć do grona wybrańców doceniających piękno życia. Jeden tylko plakat odbiegał od tego disneyowskiego stylu: dotyczył on bowiem tragicznej zależności pomiędzy paleniem papierosów a rozwojem raka płuc i tegoż raka w sposób nad wyraz naturalistyczny przedstawiał. Nabrzmiałe krwią zwyrodniałe komórki blokowały anonimowy tunel wykopany gdzieś tam wewnątrz ludzkiego organizmu. Mama Patrycja z obrzydzeniem opuściła wzrok i natknęła się na baczne spojrzenie starszej pani siedzącej pod rakiem.

- Przerażające, prawda? – zagaiła staruszka, obdarzając Patrycję złowieszczym uśmiechem cygańskiej wróżki. – Ja to bym kazała poprzyczepiać takie zdjęcia wszędzie, na przystankach, w szkołach, przed kościołami. Może by ludzie zmądrzeli.

Patrycja uśmiechnęła się uprzejmie, wymruczała „mhm” i spojrzała na swojego synka. Siedząca naprzeciw staruszka potraktowała jednak ten gest nie jako koniec interakcji, a jedynie zmianę jej tematu. - A ten młody kawaler to jak ma na imię? - Michał. - Bardzo ładnie. A ile to Michał ma już lat? - Pięć. - Ho ho, to już chłop na schwał!

Mały Michaś zaczął się intensywnie zastanawiać kiedy ostatni raz coś naschwał i na czym to naschwanie w ogóle polega. Ale że nie mógł nic wymyślić, to się zirytował, zerwał z krzesełka i zaczął biegać po poczekalni. To dotknął czyjegoś kolanka, to złapał przechodzącą pielęgniarkę za fartuch, to też powodowany niepohamowaną ciekawością polizał brudnozieloną ścianę. Jednym słowem, zaprezentował klasyczny zestaw dziecięcych gier i zabaw, które z reguły mają jeden koniec:

- Ałaaaaaa! – rozdarł się Michaś, a na jego pięcioletniej główce zaczął rosnąć potężny guz. Starszy pan, który przed chwilą otworzył drzwi, idealnie zgrywając się w czasie z nadbiegającym chłopcem, stał teraz zaskoczony, z wyraźnymi objawami wyrzutów sumienia.

- Przepraszam, najmocniej przepraszam – rzucił w stronę Mamy Patrycji, która zmierzała w kierunku swojego synka siedzącego teraz na podłodze. Już miała coś odpowiedzieć, ale wyręczył ją w tym głos spod raka:

- Niech pan

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
POCZEKALNIA — czytnik · opowiadania