Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

Poczekalnia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szedł przez ciemny tunel. W stronę światła, które zdawało się go przyzywać swoim ciepłym blaskiem. Chwilami wydawało mu się, że pływa w tej ciemności. Wreszcie dotarł na miejsce. Był w samym centrum oślepiającego światła. Zmrużył oczy, a gdy je otworzył, stwierdził, że jest w jakiejś piwnicy. Był to ciemny, długi korytarz. Brudne, nasiąknięte wilgocią ściany pokrywały pajęczyny. Jedyne źródło światła dawały nieosłonięte dwudziesto watowe żarówki, nieestetycznie umiejscowione na suficie co kilka metrów. Po obu stronach wąskiego korytarza stał szereg jednakowych krzeseł. Siedzieli na nich ludzie, różnego wieku, koloru skóry i płci. Tkwili bez ruchu, w absolutnej ciszy. Patrzyli bezmyślnie przed siebie, niektórzy drzemali, jeszcze inni przykładali do twarzy coś na kształt lunety. „To najdziwniejszy sen jaki kiedykolwiek miałem w życiu” – pomyślał. Szedł wolno środkiem korytarza, zastanawiając się dokąd on prowadzi. - Czy pan Józef? – zagadnął go starzec siedzący nieopodal. - Tak – potwierdził. - Tu jest pana miejsce – powiedział mężczyzna, wskazując mu krzesło obok siebie. Józef usiadł zaintrygowany. Zaczął przyglądać się staruszkowi, który najwidoczniej stracił zainteresowanie nowo przybyłym i zasnął. Wyglądał na jakieś osiemdziesiąt lat. Ale cóż to? Stopniowo sędziwa twarz, na którą patrzył rozszerzonymi ze zdumienia oczami, stawała się coraz młodsza! Zmarszczki się wygładziły, oczy pojaśniały, włosy odzyskały swój pierwotny kolor. Po chwili twarz na powrót zaczynała się starzeć, lecz po kilku sekundach znów zmieniała się w twarz młodzieńca. Z innymi ludźmi działo się to samo. Józef rozglądał się dookoła jak urzeczony. Kilkuletnia dziewczynka, siedząca naprzeciw niego co jakiś czas na parę chwil zamieniała się w młodą kobietę. Józef zafascynowany obserwował tę niezwykłe metamorfozy. Po jakimś czasie przestało go to bawić. Zniecierpliwiony podniósł się z miejsca i spytał: - Czy ktoś z państwa ma zegarek? Odpowiedziała mu cisza i kilka niechętnych spojrzeń. - Proszę się uspokoić i usiąść. Tu trzeba zachować ciszę – odezwała się cicho dziewczynka – kobieta z przeciwka. - Gdzie my właściwie jesteśmy? – spytał szeptem Józef, siadając i pochylając się w jej stronę. - W poczekalni. - W poczekalni... – zastanowił się. – Na co czekamy? - Tego nikt dokładnie nie wie. - Jak to? Hmm... A można tu dostać jakieś gazetki do poczytania, włączyć muzykę... Nie miałem nic złego na myśli – bronił się, widząc surowy wyraz twarzy swojej rozmówczyni. – Sama przyznasz... przyzna pani, że tu jest po prostu nudno! - Ciiii – syknął łysawy jegomość siedzący obok. – Tu musi być nudno, smętnie z założenia. Jak pan się nudzisz, spójrz w kalejdoskop. -W jaki kalejdoskop? – spytał Józef i podążył wzrokiem za ręką sąsiada. Na jego własnych kolanach leżała czarna tutka, której wcześniej tam nie było. - Co ja, dziecko jestem? – wymamrotał. Jednak znużenie zwyciężyło. Zamknął lewe oko, a prawym spojrzał w kalejdoskop. Przez chwilę nie widział nic. Ale im dłużej wpatrywał się w ciemność, tym wyraźniej dostrzegał na czarnym tle jakiś krągły kształt, coraz większy i większy. Rozpoznał w nim kulę ziemską. Zapragnął zobaczyć ojczyznę i swoje miasto. Wnet oko magicznego kalejdoskopu ukazało mu całe piękno rodzinnych stron. Zatrzymało się dopiero na miejskim cmentarzu.

Tłum żałobników. Wszyscy w czerni. Zaraz pewnie spuszczą trumnę. Zbliżenie na księdza. Przecież to proboszcz mojej parafii. Co on mówi? - Panie, racz przyjąć do Swego Domu, Twojego sługę Józefa i w Swej dobroci miej w opiece wdowę po zmarłym... Mój imiennik. Zróbmy zbliżenie na wdowę. Ależ... ależ to moja żona!

Józef szybko oderwał lunetę od oka. To co widział, wystarczyło mu w zupełności, aby zrozumieć swoją sytuację. „Ja... nie żyję. Umarłem. Jestem w czyśćcu... – powtarzał – To niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe...” Naraz przypomniał sobie wszystko: wracał z pracy, miał dobry humor (dostał podwyżkę), kupił kwiaty dla żony, przechodził przez jezdnię, a potem rozpędzony mercedes... pisk opon... Nie wiedział jak długo siedział bez…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%