Podróże · 10 min czytania
Poczta
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pół wieku z niemałym okładem jestem już na ziemskim świecie. Czasem zastanawiam się, czy mam z czego się cieszyć, czy też mogę obok lat przeżytych przejść obojętnie. Słyszałem, że mam już z górki. Nie, nie mam żadnego nowotworu, cukier w normie, wątroba, od czasów niekiedy nawet burzliwej młodości, funkcjonuje tak samo. Nie jest to działanie niezawodnego silnika, lecz to nie wina maszynerii; przyczyną tegoż jest zapewne zbyt wielkie zamiłowanie do rozmaitych płynnych używek. Ale chyba było warto; i jeszcze antybiotyki, które często wchłaniałem, walcząc z rozmaitymi, czasem tylko wyimaginowanymi infekcjami... Najważniejsze, że cukier w normie. Może dlatego, że kiedyś uwierzyłem jakiemuś poradnikowi, iż smak prawdziwej herbaty nie może być zakłócony niczym, nie dopisano, że poza wodą. Nieważne – sam na to wpadłem. Autor poradnika wierzył zapewne, że zanikająca dziś czynność, zwana myśleniem, zawsze będzie popularna i często stosowana. Niedawno tenże poradnik wpadł mi w ręce, gdy szukałem pożółkłych zdjęć mej młodości. O ile pamiętam, wydany był z czterdzieści lat temu. Ludzie wtedy musieli być optymistami. Wiedzieli, gdzie szukać pomocy i zapewne też zdawali sobie sprawę, że owa pomoc być potrzebna. A dziś niektórzy coś wiedzą, ale do tego, by można nazwać ich istotami myślącymi droga naprawdę jest daleka. Zdjęć nie znalazłem. Nieważne...
Dziś już prawie nie czytam. Po co miałbym niszczyć stare oczy malutkimi, często nieprzedstawiającymi jakiejkolwiek treści, znaczkami. Mam telewizor. Osiem kanałów; jak będzie mi mało, to zakupię satelitarną antenę, czy coś w tym typie. Dekoder, modem, czy jakoś tam. To nowe słownictwo z wielkimi oporami dociera do mej siwej głowy. Zresztą nie nabędę nowej anteny. Co ja bym mógł oglądać? Ciągle jakieś wiadomości, może skusiłbym się na mecz albo jakąś muzykę. Co mnie obchodzi pasażerski samolot, spadający do oceanu, jeśli nie jestem jednym z dwóch setek pasażerów? Muzyka – to ma być muzyka? Słodkie dzieciaki tworzą wygibasy; ani rytmu, ani melodii; potańczyć nie sposób, łzy też się nie uroni. Mecze – dziewięćdziesiąt minut bieganych, piłkarskich szachów, defensywna taktyka – brak bramek, widowisko dla znawców. Koneserem nigdy nie byłem. Dla mnie, od zawsze, lepsze było mocne wino robione przez starego wuja, albo nawet zwykły jabłecznik, od francuskich frykasów dostających cztery gwiazdki w gazetowych notowaniach.
Niedawno w poczekalni Gminnego Ośrodka Zdrowia w moje ręce dostał się nie najnowszy numer jakiegoś tygodnika.
Nie zwróciłem uwagi na tytuł; może go zapomniałem. Czytałem, bo coś musiałem robić. Ile można chrząkać i dłubać w nosie? Doktor jak zwykle się spóźniał. Lekarze tylko do umarłego na czas potrafią dotrzeć. Może dlatego, że nigdy nie jest zbyt późno. Na drugiej stronie dziwacznego dla mnie periodyku (niekiedy zdaje mi się, że wszystko mnie dziwi) ktoś wypunktował dziesiątkę najpiękniejszych kobiet i taką samą ilość najprzystojniejszych mężczyzn wśród obecnie żyjących. Obok malutkich, zamazanych zdjęć, oprócz nazwisk widniały dwucyfrowe liczby określające wiek znakomitej gromady. Opisywaną stronę dwukrotnie, ze wzmożona uwagą, przeczytałem i nigdzie nie zauważyłem wzmianki o którejś z mych miłości. A miałem ich całkiem sporo. I wszystkie były piękne. No prawie... W drugiej kolumnie, tej poświęconej mężczyznom, nie było mojego nazwiska. Który to już raz się zawiodłem? Nieważne. Przez moment pomyślałem, że skoro uważany jestem za przystojnego (nieraz słyszałem głosy młodych kobiet, szepczących, że kiedyś musiałem być naprawdę niezły), szpakowatego, miłego, starszego pana, to będę chociaż na siódmej pozycji. Stary to i głupi… czy jakoś odwrotnie. Nieistotne. Wracając do gazetowych klasyfikacji – wydają się dla mnie całkowicie odległe od rzeczywistości. W kobiecej dziesiątce średnia wieku wynosiła dwadzieścia trzy lata (sprawnie i prędko obliczyłem). Najstarsza, jakaś nieznana mi kinowa gwiazda, miała trzydzieści siedem lat, najmłodszą zaś była jakaś osiemnastoletnia tenisistka o rosyjsko brzmiącym nazwisku. Wśród mężczyzn zaś średnia wieku dochodziła do pięćdziesiątki. Niesprawiedliwe. Nie wiem, dla kogo, ale to nieważne. Znowu się czepiam. Może gdybym wziął do ręki jakiś magazyn dla seniorów to... O nie... Po co mi czytać o nowoczesnych żelach doskonale mocujących protezy. Albo o cudownych dietach, dzięki których można zapomnieć zapominać. Pamięć mam dobrą, czasem tylko zdarza mi się zostawić garnek na gazie – ostatnio zamiast gotowanych ziemniaków jadłem nieco inne, przypominające i wyglądem, i smakiem te, które wiele lat temu piekłem w ognisku. To były ogniska. Piliśmy samogon, piekliśmy słoninę, niekiedy nawet kiełbasę. A dziś... W telewizji niedawno mówili, że obecnie wielu rezygnuje z mięsa na rzecz sojowych specyfików. Bądź mądry i upiecz soję czy inną fasolę w ognisku. W garnku…